Bernard ostatnimi czasy wprost szaleje z wydawaniem nowości, a to Pocztylion, a o Ratyzbońska, do tego jeszcze pyszna świąteczna tabaka będąca przedmiotem tego opisu, czyli Fröhliche Weihnachten. Wszystkie wymienione nowości są przedstawicielami gatunku schmalzler (jednak moim zdaniem targetem miały być osoby,niekoniecznie oczekujące konserwatywnego podejścia do tego typu tabaki), czyli tabaki produkowanej z liści tytoniu brazylijskiego (niekoniecznie rosnącego w Brazylii, chodzi o odmianę), owe liście poddawane są fermentacji w specjalnych sosach, w każdym razie proces produkcji jest dość skomplikowany i czasochłonny. Tabaki z gatunku schmalzler są typowe dla Niemiec, a właściwie dla Bawarii, obecnie tabaki tego typu produkują 3 firmy: Sternecker (3 z 4 tabak to schmalzlery), Poeshl Tabak i Bernard. Właśnie ta ostatnia firma jest twórcą większość schmalzlerów i jest znana z wyrobów tradycyjnych, dobrej jakości.
Jak to wszystko ma się do Fröhliche Weihnachten? Ano z pozoru tabaka ta spełnia kryteria schmalzlera, jednak niewątpliwie jest aromatyzowana, a do tego jej forma nie przypomina typowego przedstawiciela tego gatunku. Jest średnio zmielona (jak na schmalzler o drobno, nawet drobniej niż Ratyzbońska), wilgotna (cecha schmalzlerów), ma przyjemną ziarenkowatą budowę. Jeśli chodzi o ilość nikotyny to jest jej średnio. Co pozwala mi przypuszczać, że bliżej tej tabace do halbschmalzlerów (pół schmalzlerów), aczkolwiek najczęściej tabaki tego typu powstają przez połączenie "normalnego" snuff'u ze schmalzlerem, Świąteczna jest raczej w 100% produkowana techniką schmalzlera i nie powstała z takiego połączenia (to tylko moje przypuszczenia, na podstawie obserwacji formy proszku). Zapach kupki tabaki nie jest zbyt wyraźny, za to uwagę przyciąga kolor kupki tabaki, jest mianowicie czarna. Fröhliche Weihnachten nie usadawia się w nosie jak inne schmalzlery, bliżej jej do produktów afrykańskich, które "musza sobie znaleźć miejsce w nosie", więc zażywanie w moim przypadku wymagało nabycia wprawy w obcowaniu z takim produktem, powodem takiego stanu rzeczy jest ziarenkowata budowa, przypominająca bardzo gruby proch strzelniczy. Później zacząłem doceniać zalety tej konsystencji.
Niewątpliwie Fröhliche Weihnachten jest bardzo aromatyczną tabaką, o ile Ratyzbońska stała na rozdrożu, pomiędzy aromatem a tytoniem (co słusznie zauważył Golf Czarny), o tyle w Świątecznej zdecydowano się na wyeksponowanie zapachów "dodatkowych", tytoń bardzo ciężko wyczuć, w praktyce jeśli nie skupiam się na jego wyłapywaniu, to go nie odczuwam. Nie jest to zbyt konserwatywne podejście, ale tym razem blenderzy Bernarda trafili w moje gusta, można powiedzieć ,że był to strzał w dziesiątkę, aromat bardzo mi odpowiada, jest złożony i ciekawy. Przy pierwszym zażyciu w "rzucił mi się w nos" zapach holenderskich/duńskich pierniczków korzennych, to właśnie ten korzenny, imbirowo-gożdzikowo-cynamonowy zapach stanowi dla mnie główny walor. Owe pierniczki mógłbym zajadać bez końca, podobnie jest ze Świąteczną. Kolejnym aromatem jest pomarańczowo-goździkowa nuta, która po kilku minutach przybiera zapach kojarzący mi się z Coca-colą, wszyscy potępiali w czambuł Gawitha Colę od Poeschla, a jak się niedawno okazało jego colowy aromat składał się właśnie z takiej nuty aromatycznej, chciałoby się powiedzieć "i znów miałem rację", ale tego nie powiem :). Ten colowy wątek jest miły, smaczny, aczkolwiek nieco przytłacza, chyba wolałbym, żeby aromat tej tabaki stanowiły jedynie te korzenne ciasteczka. Nuty czekoladowej, pochodzącej zapewne od tytoniu niestety nie wyczułem, ciągle w nosie dominowała korzenno-coca-colowa nuta. Podsumowując Fröhliche Weihnachten to zacna, bardzo aromatyczna tabaka, raczej do zażywania od Święta, chociaż jak już pisałem przez jakiś czas niniejsza tabaka była dla mnie tabaką codzienną, znudziła mi się nieco przez ten colowy aromat, ale szybko do niej wróciłem, chyba właśnie paradoksalnie dla tego aromatu. W mojej opinii zdecydowanie lepsza od Ratyzbońskiej, chociaż tamta miała w sobie więcej ze schmalzlera.
Pudełeczko typowe dla Bernarda, czarne, plastikowe z przesuwajką, identyczne jak w tabakach SG. Bernard przyzwyczaił nas do etykiet tabaczanych, które były małymi dziełami sztuki- Pocztylion, Świerkówka. Z daleka pudełeczko Świątecznej też cieszy oko, eykieta wygląda jakby była żywcem wycięta ze starej świątecznej kartki, z tym ,że z bliska okazuje się, że Mikołaj i chatka są nieco rozmazane. Mam nadzieję ,że nie jest to oznaka kłopotów firmy, bo byłaby to OGROMNA strata na rynku tabaczanym, strata wielu tabak mających przebogatą historię. Etykietę stanowi obrazek Świętego Mikołaja brnącego przez zaspy, w dali pokryta śniegiem chatka uzupełniająca śnieżny krajobraz. Gdyby nie to lekkie rozmazanie obrazka, etykieta byłaby śliczna, a tak jest tylko ładna. Z tyłu ostrzeżenie o szkodliwości, dane firmy i bernardowski gryf klucznik.
Opakowanie praktyczne i otwieralne.