Pierwszy schmalzler
Pierwszy schmalzler i odczucia pozytywne, choć spodziewałem się bardziej tłustej i wilgotniejszej tabaki. Czyści mocno nos po chwili.

Aecht Altbayerischer Schmalzler to czysto tytoniowy schmalzler Bernard Tabak w 10-gramowej czarnej tabakierce ze złotym gotyckim napisem i suwakiem regulującym otwór; według części recenzentów nadruk się ściera. Recenzenci opisują ciężki, wędzony tytoń z suszoną śliwką kojarzoną z wigilijnym kompotem z suszu, a także kawą i gorzką czekoladą; części śliwka niemal ginie pod tytoniem. Tabaka jest prawie czarna, grubo mielona i tłusta, zbija się w grudki; jedni uważają ją za wilgotną, inni za suchszą, niż się spodziewali. W nosie jest mocna i szorstka, szczypie, często wywołuje kichanie, a aromat utrzymuje się długo. Powtarzającym się zastrzeżeniem jest piekący spływ do gardła, choć nie wszyscy go odczuwają. Wielu pisze, że do jej surowego charakteru trzeba się przyzwyczaić, a pojedyncze głosy uznają aromat za kwaśny i odpychający.
Opracowanie redakcji na podstawie 43 recenzji tabaczarzy
Pierwszy schmalzler i odczucia pozytywne, choć spodziewałem się bardziej tłustej i wilgotniejszej tabaki. Czyści mocno nos po chwili.
Jest to mój pierwszy Schmalzler. Nie wiem, dlaczego był rekomendowany jako tabaka dla "doświadczonych" - rozumiem, że fanów owocówek może zrazić, ale nie każdy też zaczyna od owocówek i musi być ich fanem ;)
Pudełko jest zgrabne, czarne. Naklejka po pewnym czasie trochę się wyciera i pudełko staje się nieco mniej estetyczne. Tabaka zbija się w grudki, więc czasem trzeba trochę w tabakierę popukać, żeby przez w miarę mały otwór wysypać proszek.
Z tabakiery czuć słodkawy, lekko waniliowy zapach podszyty dymną nutą. Zaraz po zażyciu dym wydobywa się na pierwszy plan. Gdy minie delikatne nikotynowe uszczypnięcie (średnia zawartość nikotyny) na wierzch wychodzą słodkie śliwkowo-palone nuty. Zapach bardzo przypomina mi kompt z wędzonych śliwek - taki wigilijny kompot z suszu. W tle chowa się gdzieś delikatnie wanilia. Zapach jest bardzo słodki, dymne nuty nie są bardzo agresywne. Zapach przypomina mi też trochę palone słody, coś jak mocny bałtycki porter.
Bardzo fajna tabaka. Jak dla mnie nieco za słodka, ma też skłonności do ściekania do tyłu. Ogólnie jednak polecam, o ile nie obawiasz się lekkiej wędzonki - nie jest wędzonka w stylu "szynki babuni", lecz taka słodka, śliwkowa, jednak zdecydowanie nie jest to tabaka dla miłośników lekkich owocówek.
Istnieją na świecie rzeczy, których nie powinno się brać do ręki w zbyt młodym wieku. Żeby w ogóle być zdolnym do ich poznania, docenienia (a czasem zrozumienia) trzeba osiągnąć pewnego rodzaju dojrzałość, wyrobić smak i obycie w danej dziedzinie. Dziwnym trafem tak się składa, że są to często rzeczy stare; czy to będą sery, whisky, wino czy muzyka. Tego typu tabaką jest Starobawarski Schmalzler. Tak jak pierwszą whisky nie powinna być szkocka, mocno torfowa single malt, tak też na pierwszą tabakę, a nawet na pierwszego schmalzlera, nie nadaje się Aecht Altbayerischer. To przekonanie wywodzę z własnego doświadczenia oraz opierając się na lekturze czterdziestu poprzednich recenzji. Swoją pierwszą tabakierkę Starobawarskiego, kupioną na początku mojej przygody z tabaką, zużywałem bez szczególnego entuzjazmu przez kilka miesięcy. Dzisiaj, kiedy nabrałem doświadczenia w tabacznictwie, dziesięć gramów kończy się zdecydowanie zbyt szybko, a Aecht Altbayerischer na stałe zagościł w moim tabacznym menu. Co było przyczyną tej przemiany? Dlaczego Starobawarski nie jest schmalzlerem dla początkujących?
Na początek tabakierka, standardowa dla Bernarda, a jednak elegancka i niepowtarzalna. Żadnych nalepek, tylko czarny, przypominający wypolerowany heban, plastik i złoty gotyk nazwy. Nie ma objaśnień, ostrzeżeń, przyciągających wzrok obrazków z owocami itp. Znawca wie z czym będzie miał do czynienia, a uświadamianie go byłoby zniewagą. Brunatnoczarny, gruboziarnisty i tłusty tytoń nie jest dla niego ani zaskoczeniem, ani utrudnieniem. Słodko-dymny, tytoniowy aromat może onieśmielić początkującego; dla doświadczonego tabacznika będzie to zachęta, przygrywka werbli przed bitwą. Aromat jest wspaniały. Czasami napawam się samym tylko zapachem z tabakierki antycypując chwilę gdy już tabaka znajdzie się w nosie.
Jak stary wiarus nie boi się huku ognia i smrodu prochu, tak zawołany tabacznik nie zraża się mocą nikotyny i dymnego aromatu uderzających natychmiast po zażyciu. Starobawarski potrafi uszczypnąć w nos i zakręcić w głowie. Po nagłym szturmie rozpoczyna się regularna i mozolna bitwa, kolejne oddziały wkraczają mieszając się na polu walki. Aecht Altbayerischer rozwija bukiet powoli, stopniowo uwalniając poszczególne nuty zapachowe. Pierwszy jest dominujący w kompozycji smak spalenizny, przypominający kawę lub portera. Po dłuższej chwili wyczuwalny jest, drugi co do intensywności, posmak suszonych owoców - śliwki i gruszki. Kojarzy mi się on z wigilijnym kompotem i nadaje tej tabace wyjątkowości, nawet w obrębie własnego gatunku. Gdzieś w tym wszystkim jest też nuta dymna, karmelowa i alkoholowa. Każde z tych określeń wydaje mi się niewystarczające, nie oddaje w pełni smaku Starobawarskiego schmalzlera, jedynie go przybliża.
Próbując jak najlepiej ująć w słowa wrażenia płynące z zażywania tego schmalzlera, przyszło mi na myśl wino Tokaj. To nie smak tego wina kojarzy mi się z Aecht Altbayerischer ale jego niepowtarzalność. Dawno już nazwane "Królem Win", dzięki specyficznemu procesowi produkcji, Tokaj aszú ma smak, którego nie można porównać z żadnym innym winem. Do dobrej jakości wina dodawana jest pewna ilość wysuszonych pleśnią winogron. Natomiast do powstania Tokaja eszencii wykorzystuje się wyłącznie przejrzałe, podsuszone owoce. Fermentuje ono powoli i jeszcze wolniej dojrzewa; bardzo słodkie, stężone o intensywnym smaku. Czym wśród win jest Tokaj aszú, tym wśród tabak schmalzlery, a wśród nich odpowiednik Tokaja eszencii - Aecht Altbayerischer Schmalzler. W Starobawarskim jest w moim przekonaniu esencja schmalzlera; zagęszczona i skondensowana. Dlatego właśnie dla niewprawionego nosa może być niedostępna, nieciekawa, a nawet odpychająca. Nie twierdzę, że jest to tabaka dla smakoszy, o wyrafinowanym guście, bo to wskazywałoby na snobizm, a snobizm jest rodzajem kłamstwa. Jest to przede wszystkim schmalzler dla ludzi ciekawych i odważnych, a więc szukających prawdy, tabaki pełniejszej i doznań czystszych. Tabacznik posiadający te cechy, a bez większego doświadczenia, będzie potrafił przełamać potencjalny początkowy opór i dotrze do prawdy.
Piękny dziś dzień, ciepłe wiosenne słońce natchnęło mnie do napisania recenzji na temat tej wspaniałej tabaki jaką jest Aecht Altbayerischer Schmalzler.
Pierwszy produkt Bernarda z jakim przyszło mi obcować a także pierwszy „Tłuscioch” i strzał w dziesiątkę, od pierwszego zażycia zagrał w moich nozdrzach taką melodię, że prawie poczułem klimat Bawarii. Obok Amostrinhii jest dla mnie topową tabaką tego producenta.
Wspaniałe czarne puzderko okraszone gotyckimi złotymi napisami, kryje w sobie klejnot, jakim jest niesamowita receptura, idealnie dobrany tytoń oraz surowy jego aromat, łączący się gdzieś ze słodyczą w tle. Mimo że nie ma w sobie ani krzty mentolu, doskonale oczyszcza nasz nos ale o tym później.
Przesuwam suwak i czuję się jakbym otworzył księgę magicznej mocy, odchylając dopiero oprawioną wspaniałą i drogą skórą okładkę, wiedząc że dalsze rozdziały będą odkrywały przede mną kolejne arkana magii. Unosi się zapach wędzonki, tytoniu oraz słodyczy, jakby czekolady, lub kakao, jakże wspaniały to moment, to wszystko skłania mnie żeby usypać ją na dłoni. Brązowy, grubo zmielony i wilgotny proszek układa się w kopczyki, trzeba troszkę sprawnie operować tabakierką, żeby nie usypać zbyt dużo, gdyż tabaka za sprawą tytoniu jest dość mocna i potrafi nieźle zawrócić w głowie, ale nie tak jak sprawia to mentol. Drugą rzeczą przy usypywaniu kopczyków jest to, że tabaka lubi wylatywać w formie zbitych kulek i staczać się z dłoni, rozbijając się gdzieś poza nią, jakaż to starta w przypadku tak niesamowitej tabaki.
Jeszcze chwile delektuje się jej aromatem unoszącym z kopczyków na dłoni a potem? Pozostaje mi tylko jej zażycie. W pierwszej chwili czuje szczypanie, nie pieczenie a szczypanie, to pewnie ten niesamowity tytoń a po chwili czuję już aromatyczną melodie wygrywaną przez Bernarda. Słodycz wlewa mi się wraz z wędzonką, inną niż w Amostrinhii lecz równie dobrą, wyraźną i współgrającą z czymś słodkim, jakby czekolady, kakao lub być może kawy. Idzie też wyczuć podobieństwo do Brasil Doppel-Fermentiert czy Brasil Feinst, ale jak dla mnie Aecht jest lepszy, może dlatego że bardziej surowy niż dwie pozostałe.
Dlaczego lubię tą tabakę? Otóż muszę się znowu odnieść do wspomnień z dzieciństwa, kiedy to bardzo lubiłem (i do dziś lubię) zapach fajkowego tytoniu, kiedy był nabijany do fajki i kiedy już ulatniał się w formie dymu. Aecht Albayerischer przywołuje te wspomnienia i to właśnie jest w nim dla mnie magią.
Podsumowując tabaka inna niż wszystkie, może niezbyt dobra na początek przygody ze Schmalzlerami, ale ja właśnie tak ją zacząłem i chce kontynuować. Powrócę jeszcze do działania na mój nos, które jest wielką zaletą, pomimo braku mentolu czy eukaliptusa doskonale oczyszcza nasz "kinol", powoduje mocne działanie śluzówki co sprawia że staję się wilgotna i trzeba użyć chusteczki, chociaż szkoda pozbywać się tego pierwszego uderzenia aromatu, który i tak długo utrzymuję się i sprawia przyjemne doznania. Wygodna i stylowa tabakierka zachęca do zakupu. W mojej ocenie tabaka plasuje się na wysokiej pozycji.
Dla osób lubiących lekkie "owocówki" spotkanie z tym Schmalzerem to jak spotkanie z Mikiem Tysonem - mocny cios w łeb. Masz poczucie, że urywa nos. I tu koniec z bokserskimi porównaniami. Bo chwilę potem jest jak w niebie - smak i aromat są nagrodą za przeczekania pierwszych setnych sekundy po niuchu.
Smak tej tabaki najbardziej mi przypomina kompot z suszonych owoców, podawany u mnie w domu na Wigilię. Zapach wędzonych owoców, długo utrzymujący się wytrawny smak. Można polubić smak tego Schmalzera lub nie, ale koniecznie trzeba go spróbować!
Postanowiłem napisać tę recenzję, ponieważ czuję lekki niesmak po moim video w którym wypowiadałem się na temat tej tabaki. Chciałem by filmik był krótszy, ponieważ odnoszę wrażenie, że ludziom nie uśmiecha się oglądać kolesia, który bełkocze przez 20 minut. No i owszem recenzja jest krótsza, ale potraktowałem w niej Aechta zbyt ogólnikowo. Z tego powodu mam niemałe wyrzuty sumienia, bo ta tabaka to cudo i niewątpliwie zasługuje na więcej uwagi. Czas więc na odkupienie !
Istne dzieło sztuki i czarna magia ! Inaczej nie jestem w stanie określić klimatu towarzyszącego tej tabace. Biorąc Aechta w dłoń mam wrażenie, że cofam się w czasie, przenosząc się do osiemnastowiecznego miasta !
„Jest deszczowa noc, a ja przechadzam się właśnie po jego ciemnych ulicach szukając karczmy, w której mógłbym na chwilę przysiąść i uraczyć się ulubioną używką. Po kilkudziesięciu minutach ląduję w miejscu pełnym grubiańskich i zachłannie wlewających w siebie grzane piwo mężczyzn.
Siadam więc przy stole i z kieszeni wyjmuję małe, czarne pudełeczko.”
Tabakiera jaka jest każdy widzi. Proste czarne plastikowe opakowanie, ale za to jakie piękne ! Złoty nadruk w gotyckim stylu, oraz okrągłe logo Bernarda (wizerunek bawarskiego tabacznika z flaszą schmalzlera w prawej dłoni) idealnie współgra z kolorem i obłym kształtem tabakiery, a wszystko to zwieńczone magiczną kropką nad „i” w słowie altbayerischer ! Cud, miód i orzechy !
„Następnie otwieram i powoli przybliżam do nosa, tworząc delikatnymi i płynnymi ruchami wir powietrza, który ląduje w nim razem z cudownym zapachem zmielonego tytoniu…”
Uchylmy zatem rąbka (zasuwkę) tajemnicy i przejdźmy do degustacji naszego wehikułu czasu. Aecht Altbayerischer jest tabaką bardzo mroczną i ciężką. Przybliżając nos do tabakiery czuję akcenty kawy, kakao, ciemnej czekolady, mojego ulubionego ciasta burgundzkiego z wiśniami i domieszką wódki, czerwonego półsłodkiego/słodkiego wina (jednak aromat ten jest o wiele słabszy, niż w przypadku Brasil Doppelt-Fermentiert), rodzynek i w końcu śliwki węgierki oraz klasycznego bernardowskiego podwędzanego tytoniu będącego przysłowiową wisienką na torcie.
„…i usypuję na ręce dwa pokaźnych rozmiarów kopczyki. Woń tabaki powoli unosi się w powietrzu powodując u innych spore zaciekawienie.”
Po nasypaniu tabaki na anatomiczną tabakierę naszym oczom ukazuje się ciemny, grubo zmielony, ciężki i tłusty proszek, do którego (jak się okazuje po przybliżeniu dłoni do nosa) dochodzą akcenty będące pochodnymi tytoniu tj. siano, nuty maślane i ziołowe. Jednak to nie jedyna zmiana jaką odczułem, gdyż to właśnie te zapachy stanowią teraz pierwszy plan, a nie wcześniej wymienione kawa i kakao/czekolada !
„Czuję, że ściągam na siebie wzrok wszystkich ludzi dookoła. Odwracam się więc, i dostrzegam zakapturzonego mężczyznę ze sztyletem w ręku zmierzającego w moim kierunku. Mimo wszystko moja dłoń przybliża się ku nosowi. Delikatnie wciągam weń wcześniej usypane porcje tytoniowego proszku. Nagle poczułem bardzo mocne ukłucie…”
Aecht Altbayerischer Schmalzler jak sama nazwa mówi, to schmalzler pełną parą ! Gdy wyląduje w nosie, potrafi nieźle nabroić i dać znać o swojej obecności. Grubo zmielony, ciężki śrut wkręca się w nasze nozdrza niczym wiertarka udarowa. Po chwili jednak możemy się już delektować cudownym podwędzonym tytoniem polanym śliwkowym sosem, oraz świeżo zmieloną kawą z kostką ciemnej czekolady ! Ta tabaka to czysta poezja ! Chyba żadne inne słowo nie jest w stanie lepiej opisać jej fenomenu. Aromat utrzymuje się w nosie bardzo długo nawet po jego oczyszczeniu. Po jakimś czasie jednak na planie pozostaje już tylko wędzony tytoń z towarzyszącymi mu pochodnymi (siano, zioła) oraz lekką nutą śliwki.
Pozwólcie, że na koniec przytoczę słowa piosenki pod tytułem „Czas” znajomych z zespołu Sarcast:
Daj mi ten czas daj mi ten klimat
Daj mi ten blask daj to co myślach trzymam
To co masz cały ten świat
Daj mi go daj mi go daj mi go daj mi ten czas!
Bernard Aecht Altbayerischer Schmalzler to tabaka wymagająca dużo czasu, poświęcenia i cierpliwości. Dopiero wówczas będzie w stanie obdarzyć nas wszystkim, co ma nam do zaoferowania (a uwierzcie mi na słowo że warto, bo jest tego bardzo wiele !).
„Czas jakby się zatrzymał… w koło nastała cisza, tylko gdzieś w oddali słychać bicie dzwonu. Zegar wskazuje godzinę 3:00. Po mężczyźnie ze sztyletem zostały już tylko wspomnienia. Pora wracać do domu.”
O tej tabace wszystko już zostało napisane i powiedziane, więc nie będę się tu rozpisywał.
Grubo mielony, czarny tytoń, o ciężkim aromacie tytoniowym i takim smaku.
Opakowanie jest jednym z najładniejszych jakie do tej pory widziałem.
To moja pierwsza recenzja na tym forum, jednak spróbowałem już tak wielu aromatów, że muszę zacząć od Tej Najlepszej- Królowej Tabak, czyli AAS
Zachęcony faktem,ze jest to tabaka oparta na XVIII wiecznej recepturze kupiłem AAS, gdy tylko wypatrzyłem ją w mojej ulubionej warszawskiej trafice. Kosztowała mnie chyba 13 złotych, jednak warto było dać tą cenę, za tak wyjątkowy produkt. Zacznę od tabakierki, którą chyba każdy kojarzy - Bernardowski kształt, złote, gotyckie litery i bawarski tabacznik w rogu. Kwintesencja prostoty i elegancji, pięknie.
Smak ma już bardziej złożony, na pierwszym miejscu wyczuwam coś jakby...piernik z czekoladą i nutką kawy, bardzo słodki, przyjemny. Gdy aromat ten ustępuje czuć dalej tytoń, czysty, słodkawy, brazylijski tytoń, który pieści nasze nozdrza przez dłuższy czas sprawiając, ze człowiek chce tylko więcej i wiecej....wszystko co dobre kiedyś się kończy, ale ja mam wciąż trochę AAS w pudełeczku, więc snuff za Was wszystkich, za top25snuff i każdego konesera tabak na świecie. Wasze zdrowie :)
Jest to moja pierwsza recenzja. Wielu miłośników tabaki może zastanawiać się w tym momencie, dlaczego nowicjusz jak ja bierze się za recenzowanie produktu tak kultowego i niezwykłego jak Aecht Altbayerischer Schmalzler. Po tylu wyczerpujących i ciekawych recenzjach wydaje się, że o tej tabace powiedziano już wszystko, i tak zapewne jest. W mojej recenzji znajdziecie zapewne wiele znanych z innych tekstów porównań i opisów. Chcę jednak podzielić się moimi spostrzeżeniami i doświadczeniami, zwłaszcza z punktu widzenia tabacznika - amatora.
Tak jest - zażywam tabaki stosunkowo od niedawna, może od półtorej roku. Nie uważam się za żadnego znawcę czy konesera. Wychowany na grubiańskim do cna Red Bullu, od którego zacząłem swoją przygodę z tabaką, poczęstowany ongiś przez kolegę, zainteresowałem się tym rodzajem używek. Początkowo zażywanie wspomnianej wyżej tabaki wydawało mi się wystarczające, jednak po pewnym czasie zmęczony ordynarnością mentolowego byka, zacząłem szukać innych doznań w moich nozdrzach. Nie byłem nawet świadom mnogości smaków i aromatów oraz marek tych szlachetnych używek. Nie zdawałem sobie sprawy że tabaka może dać coś więcej niż mentolowego kopa i zatkany nos. Nie wiedziałem też o istnieniu tak licznego grona smakoszy tabaki którzy dzielą się swoimi doświadczeniami i spostrzeżeniami w internecie. Przez nikogo nie zachęcany, kierowany własną ciekawością oraz przekonaniem, że "musi być coś więcej" w tej szlachetnej używce, zacząłem sięgać po inne tabaki. Moje wybory opierały się na ocenie pudełek i ewentualnie opisanych na nich właściwości aromatycznych. Powoli rozpocząłem moją podróż w świat ciekawych smaków i aromatów. W mojej kolekcji znalazły się owocowe ozonki, anyżowy Lew a nawet sam Prezydent, do którego zapewne przyciągnęło mnie jego ładne opakowanie. Moje wybory były jednak w dalszym ciągu mniej lub bardziej, nieświadome. Nie znałem opinii innych, delektowałem się zażywaniem tabaki sam dla siebie. Któregoś dnia, moją uwagę przykuło czarne pudełeczko ze złotymi napisami. Stało się.
Przy pierwszym zażyciu, nie byłem w stanie ogarnąć wykwintności ani tym bardziej ciężaru Schmalzlera. Poczułem się rozczarowany - rozsmakowany w lekkich i aromatycznych produktach Poeschla po prostu nie rozumiałem tej tabaki. Dopiero kiedy spróbowałem jej po raz kolejny, potem następny, zacząłem tę tabakę rozumieć. Nie czuć, ale właśnie rozumieć. Tak jak poezję, która na pozór wydaje się dziwna, z którą nie mieliśmy do tej pory do czynienia, kiedy ją zrozumiemy, wciąga nas bez reszty i sprawia, że chcemy sięgać po więcej.
Za sprawą AA Schmalzlera zacząłem szukać informacji o tej tabace w internecie. Ku mojemu zdziwieniu, odkryłem świat, w którym się odnalazłem - ludzi, którzy delektują się zażywaniem tabaki, rozumieją jej głębię i potrafią docenić skrywające się w niej aromatyczne tajemnice. Schmalzler był dla mnie jak inicjacja - z chłopca bawiącego się w zażywanie tytoniowego proszku z kolorowych pudełeczek, przeszedłem w dojrzały świat tabaki, którą rozumiem i którą potrafię się delektować. Która jest używką szlachetną i za razem niezwykłym hobby. Swoją drogą cieszę się, że przeszedłem tą drogę sam - zebrałem wiele doświadczeń, własnych spostrzeżeń, nie zmąconych cudzym zdaniem. Teraz moje wybory będą bardziej świadome, oparte o opinie wielbicieli i koneserów tabaki jakimi niewątpliwie jest społeczność zrzeszona na tym i podobnych portalach. Jednak żeby móc wstąpić w wasze szeregi, musiała dokonać się inicjacja. I oto jestem.
Skończywszy ten przydługi wywód i odę do AA Schmalzlera, opiszę jak przystało na recenzję jej walory oraz wady. Do zalet na pewno należy zaliczyć jej tradycyjny ciężki smak. Nie każdemu może się on podobać, jednak jest w nim coś wyjątkowego. Już przy pierwszym kontakcie, po otwarciu tabakierki kiedy tłusty i niemal czarny gruby proszek sypie się na naszą dłoń zapowiada to coś niezwykłego. Ciężka woń tytoniu, wędzone aromaty... Przywodzą na myśl zamierzchłe czasy, stare strychy i piwnice. Czasami namiastkę tego aromatu można wyczuć choćby w muzeum, wkładając ukradkiem nos do bardzo starej szafy... Twórcom tej tabaki udało się zamknąć w jej czarnym opakowaniu tradycję i przeszłość. Polecił bym tę tabakę każdemu nie ze względu na jej unikatowy smak, ale choćby dla tego, że każdy wielbiciel tabaki powinien jej spróbować, delektować się jej smakiem i samemu go zinterpretować. Na początku ta znajomość może nie być łatwa, ale z pewnością nikt nie pozostanie obojętny na doznania jakie daje AA Schmalzler i później będzie sięgał po jeszcze. Tabak ta doskonale pasuje, jak już pisali moi przedmówcy, do porannej kawy. Ich aromaty znakomicie się uzupełnią wprawiając nas o poranku w doskonały nastrój. Po dobrym posiłku również doskonale smakuje, zwłaszcza do mięs i wędzonek. Ale najlepiej smakuje wtedy, kiedy ma się ochotę na odrobinę nostalgii.
Minusy - największym z minusów tej tabaki jest to że na początku nie każdemu może zasmakować, podobnie jak było w moim przypadku. Nie jest to dobra tabaka na start przygody z zażywaniem tej szlachetnej używki. Zażyta w zbyt dużej ilości ma tendencje do nieprzyjemnych spływów lub zatkania nosa. Ale taki jej urok - te cechy podkreślają dodatkowo jej surowość i tradycyjny a zarazem niepowtarzalny smak.
Jak na mój gust, cholernie udany debiut recenzencki. O samej tabace niewiele, ale całość jest świetną impresją na temat tej genialnej tabaki. Zresztą, masz słuszność: co tu można dodać po tych wszystkich znakomitych opisach - poza wyrażeniem zachwytu. Życzyłbym sobie przeczytać kolejne recenzje w Twoim wykonaniu!
Bardzo dziękuję za opinię, postaram się nie zawieść i opisać swoje doświadczenia z innymi zacnymi tabakami. Pozdrawiam!
Zacna, a przede wszystkim autentyczna recenzja. Przyjemnie się ją czytało. Chapeau bas!
Ja też jestem początkującym tabacznikiem, lecz nie napsiałem jeszcze żadnej recenji, gdyż chce poczekać na odpowiedni moment aż poznam troche wiecej tabak niz obecnie próbowałem. Ale co chce powiedzieć, a mianowicie że twoja recenzja bardzo mi się podobała, i co zwiększa mój podziw że jest to twoja pierwsza recenzja. Chciałem tez dodać że mam nadzieje że moja pierwsza recenzja będzie choć w 1% tak dobra jak twoja.
Pozdrawiam Avenius.
Bardzo dziękuję za te ciepłe słowa i jestem przekonany że twoja pierwsza recenzja będzie jeszcze lepsza niż moja! Pozdrawiam!
Nie dziękuj, tylko pisz! Jestem początkującym tabaczarzem, ale na piękno języka polskiego jestem wyczulony (tylko "polecił_bym"...). Zrobiłeś to znakomicie! Wpisałbym tę recenzję do panteonu tabaczanych recenzji, gdyby tylko taki istniał. Tak potoczyście, tak niby dookoła, a jednocześnie celując w punkt. Nie marnuj czasu na podziękowania, wczuwaj się w kolejne tabaki i pisz!
Pierwsze podejście:
Ta recenzja z pewnością będzie potępiona przez wielu z was jednakże tabaka ta nie należy już do tych z serii "dla każdego" a raczej do serii "dla smakoszy", ja osobiście należę do tych ludzi którzy od tytoniu bardziej cenią rześkość oddechu i dlatego jestem zmuszony nieco obniżyć dobrą passę Schmalzlera.
Tabaczka ta jest mocna, a nawet bym powiedział zbyt mocna jak na mój nos aczkolwiek bardzo podoba mi się efekt który gości w głowie nawet przy niewielkiej ilości suszu. Można porównać ten efekt do tak zwanej "lekkiej bombki" czyli stanu którego odczujemy po mniej więcej trzech piwach dlatego też nie dziwie się, że jest ona tak bardzo ceniona przez liczne grono. Samo mielenie jest solidne dzięki czemu otrzymujemy bardzo drobne ziarenka jednak całość jest na tyle mokra by wszystko trzymało było jednością a nie latało przy najmniejszym podmuchu. Mokra? Tutaj też można się spierać gdyż mokra wydaje się na dłoni, a w nosie momentalnie czuje się jej suchość. Co do samego smaku ciężko mi jest cokolwiek powiedzieć, gdyż sam tytoń maskuje wszystko. Na pewno na plus zaliczę brak jakiegokolwiek spływania suszu do gardła o ile oczywiście bierzemy w normalnych ilościach, a jak przeholujemy to sam spływ również nie jest (jak to często bywa) drażniący. Bardzo przyjemne jest opakowanie. Możliwość regulowania otworka i wygodne kształty na pewno umilają samo sypanie tabaczki, jednakże i tu spuściłem jeden punkcik gdyż cenie sobie małe tabakierki jakie możemy spotkać np. w Ozonkach.
Myślę, że moja recenzja będzie raczej negatywnie spostrzegana przez wielu (tutaj warto zasugerować się znacznikami lubię/nie lubię jak już inni użytkownicy z nich skorzystają) dlatego też w przypadku jej negatywności polecam w ogóle się nią nie przejmować, gdyż to tylko moje osobiste zdanie na temat tej produkcji i może tylko zmylić doświadczonych tabakarzy, jednakże stanowczo nie polecam tej tabaki początkującym, a zwłaszcza początkującym których odpychają papierosy gdyż mogą się tylko zrazić do tabaczenia.
Wiele prób później…
Po opublikowaniu powyższej treści posypały się tu komentarze które stanowczo nie zgadzały się z moją krytyką z tego też powodu postanowiłem posmakować Aechta jeszcze przez chwilę i po wielu próbach tabaka ta zaczęła mi nawet wchodzić ze smakiem jednakże również pozostałością negatywu z poprzedniej wypowiedzi. Przez ten czas w kieszeni nosiłem tą tabakę wraz ze smakową Ozonką i ku mojemu zaskoczeniu stopniowo przestawałem sięgać po Ozonkę na rzecz Schmalzlera. Tabaka ta z każdym dniem zaczęła pokazywać mi swoje dobre strony przez co sięgam po nią regularnie, a Ozonka jest swego rodzaju dodatkiem używanym średnio dwa razy w tygodniu. Goryczka tytoniu jaką tak potępiłem zaczęła wchodzić mi w nawyk do tego stopnia, że praktycznie przestałem czuć w tabace papierosy które od zawsze mnie odrzucają. Co więcej – postanowiłem zapytać znajomych którzy od lat zażywają mentole co sądzą o tej tabace i każdy kto pierwszy raz miał z Aechtem kontakt skarcił go za zbyt dużą goryczkę, a ci co już prędzej ją zażyli wyrażali się o niej raczej ciepło. Niestety jestem osobą która najlepiej co chwilę sięgałaby po tabakę, a w tym przypadku mam z tym duży problem gdyż nos jakby szybciej się zapychał i odrzuca kolejne dawki Schmalzlera. Fakt faktem brakuje mi tej rześkości którą dają mentole ale mimo wszystko chętniej sięgam po ten smak niż miętówki. Jednakże nie jest to tabaka której szukam. Chętnie sięgnąłbym po coś od czego wręcz nie mógłbym się oderwać, a tego niestety nie daje mi Schmalzler.
Pragnę zwrócić koledze uwagę, że tabaka jest wyrobem tytoniowym i narzekanie na tytoń w tabace jest jak narzekanie na alkohol w piwie. Poza tym, z tej recenzji ciężko się dowiedzieć czegokolwiek o tej tabace.
Nie no, recenzja jak wiadomo - rzecz gustu... Ale ta tabaka to PRAWDZIWA LEGENDA!
"Można porównać ten efekt do tak zwanej "lekkiej bombki" czyli stanu którego odczujemy po mniej więcej trzech piwach dlatego też nie dziwie się, że jest ona tak bardzo ceniona przez liczne grono" - odniosłem wrażenie że to zdanie zalicza tych którzy lubią Ayechta do tzw. "fazowiczów" a przecież nie po to sięga się po schmalzery (no przynajmniej nie ja)!
Tabaka z natury nie ma odświeżać - chemia pakowana przez Ozonę i Poschla do tabaki jest tylko po to żeby zamaskować słaby tytoń.
Szanuję subiektywną opinię recenzenta, ale niestety nie zgodzę się z nią. Niemniej życzę wytrwałości w tabaczeniu i dalszych recenzji (nie zrażaj się moją wypowiedzią - po prostu przykro patrzeć jak ulubiona tabaka spada z pierwszego miejsca...) :(
A jeżeli uraziłem to przepraszam. ;)
Rozumem, że Tabaka to tytoń jednakże zabrakło mi tutaj jakiegokolwiek smaku. Jak o tytoń chodzi to tutaj jest dla mnie jego zbyt wiele na tle innych składników.
Zastanawiałem się kiedyś czemu wielu tabak nie spotkamy w kioskach a znajdziemy tam tylko beznadziejnego Red Bulla i kilka innych tabak. Schmalzler to pierwsza moja tabaka która jest rzadkością w zwykłych sklepikach osiedlowych i dzięki niej zaczynam rozumieć, że sprzedawane w tych punktach tabaki zasmakują wielu osobą jednak schmalzler będzie lubiany jedynie przez osoby które z tabaką związane są naprawdę długo a najlepiej jak tytoń stosują również do palenia. Taka jest moja opinia i dla mnie jako szaraczka recenzja wygląda w ten sposób jednak nie bez powodu zaznaczam by nie brać tej recenzji do siebie przy sięganiu po tą tabakę.
Wiesz, Zeely, ja zażywam od niedawna, z tabaką jestem związany zaledwie od dwóch miesięcy z kawałkiem, ale nie zgodzę się z tezą, że schmalzlery są dla "zawodowców". Moją pierwszą tabaką był Brasil Doppelt (też Bernarda) i po prostu zachwycił mnie. Teraz wręcz muszę się przekonywać do proszku z mentolem dla odświeżenia, bo wolę naturalny zapach tytoniu. Owszem, Aecht Altbayerischer w porównaniu do Brasili czy Klostermischunga (a zwłaszcza do mentolówek) może wydawać się pozbawiony smaku - ja to jednak nazywam szlachetnością i delikatnością, zwiewnością. W tę tabakę trzeba się wczuć, ale nie zażywając ją raz i wyrzucając do kosza, tylko wsmakowując się w aromaty, które tam drzemią, jednak nie pojawiają się za pierwszym razem, a dopiero kiedy ich poszukasz, nauczysz się ich. Kiedy ci się to uda, zaręczam, że radość twoja będzie wielka ;) Jeżeli nie skreślasz całkowicie schmalzlerów, zachęcam - jako wciąż świeżak w temacie i tabaki, i "smalcu" - do skosztowania któregoś z Bernardów z "Brasil" w nazwie albo chociażby Doppelaromy Poeschla (co prawda zagłuszona aromatyzacją, ale ze wspaniałym schmalzlerem w tle, mniam). Pisząc to mam nadzieję, że pokosztujesz innych produkcji tego typu, zasmakujesz w nich, a za jakiś czas wrócisz do swojej recenzji AA i przesuniesz suwaczki na maksa :)
Tak się zastanawiam, jak długo zażywałeś tą tabakę zanim napisałeś recenzję? Z doświadczenia wiem, że wiele tabak (zwłaszcza czysto tytoniowych) swoje piękno pokazuje po dłuższym czasie. Gdybym pisał recenzję np. SG Wild Duck po pierwszym wrażeniu to dostała by pewnie 1/5 zamiast 5/5.
Poza tym, w recenzja powinna zawierać coś więcej niż tylko "lubię" albo "nie lubię". Nie po to są recenzję aby poznać czyjś gust, ale aby wiedzieć czego się spodziewać po tabace. Dlatego powinna zawierać w miarę obiektywny opis konsystencji, zapachu i smaku po zażyciu.
Jedną z moich pierwszych tabak był schmalzler Brasil Doppelt-Fermentiert, AAsch był tuż po nim. Nie byłem wtedy doświadczonym tabaczarzem, nadal nim nie jestem choć ponad 30 tabak przez nos mój przeszło.
Hmmmm czyli to przez recke Zeeliego Aecht spadł z pierwszego miejsca w rankingu... bardzo nieładnie :/ Choć nie powiem, recenzja intrygująca bo wątpię żeby ktoś odważył się tak źle napisać o Aechcie :P A Zeeliemu życzę nabierania doświadczenia w tabaczanym świecie i za jakiś czas bardziej udanego spotkania z Aechtem :)

Tylko dla osób pełnoletnich
Top25snuff to niekomercyjny serwis z ocenami wyrobów tytoniowych, które szkodzą zdrowiu. Aby wejść, podaj datę urodzenia — sprawdzimy tylko, czy masz ukończone 18 lat.
Nie zapisujemy daty urodzenia — w przeglądarce zostaje tylko informacja, że weryfikacja się udała. Polityka prywatności
Wstęp tylko od 18 lat
Treści o tabace i wyrobach tytoniowych są dostępne wyłącznie dla osób pełnoletnich. Zapraszamy po ukończeniu 18 lat.
Wyroby tytoniowe szkodzą zdrowiu. Jeśli chcesz porozmawiać o rzucaniu nałogu, zadzwoń na Telefoniczną Poradnię Pomocy Palącym: 801 108 108.