Na spalonej ziemii
Rzadko poprzedzam swoje recenzje wstępem encyklopedycznym, jednak pisząc o latakii nie sposób go pominąć. Punktem wyjścia będzie stwierdzenie ukute z dawien dawna w środowisku faczarzy: latakię albo się kocha, albo nienawidzi.
Wytwarza się ją głównie w Syrii i na Cyprze. Współczesne odmiany pochodzą ze sprowadzonych do Imperium Osmańskiego w XVII wieku nasion amerykańskiej virginii. Gleba bliskowschodnia tchnęła w nie jednak wyjątkowość: sucha i uboga w azot ziemia wydała niezwykle aromatyczny, słodkawy tytoń o niewielkiej zawartości nikotyny, który nazywamy orientalem. Używa się go zwykle do aromatyzowania innych mieszanek tytoniowych. Latakie to odmiany orientala pochodzące ze wspomnianej Syrii i Cypru. Po krótkim i niedokładnym suszeniu na słońcu skarłowaciałe liście wiesza się we wiązkach na krokwiach w specalnych szopach i wędzi nad ogniskami. Ogniska również wymagają specjalnego przygotowania, odpowiedniego drewna (zazwyczaj dąb), pachnących krzewów i ziół. Dzięki tym zabiegom lataka jest tytoniem niezwykle intensywnym i wyczuwalnym w mieszankach, nawet w kilkuprocentowym stężeniu. Wędzony, głęboki zapach dla większości nikotynistów jest nieprzyjemny. Zawsze był - przeciwnicy latakii od samego początku rozsiewali informację, że do jej wędzenia używa się wielbłądziego łajna. Można to włożyć między bajki, ale jeśli miałbym być szczery, coś w tym jest.
A więc tajemnica rozwiana. Muszę przyznać, że bardzo lubię tabakierki od PG. Małe, zgrabne, nieładne, ale o dobrze przemyślanym otwieraniu - długo i pewnie zachowują aromat. Po wysypaniu Latakii na dłoń zauważamy ciemnobrązowy proszek z jasnymi drobinkami. Przewaga czystej latakii ze śladową domieszką virginii. Pachnie wędzonką, palonym drewnem, gdzieś na drugim planie delikatną słodyczą. Zapach niezwykle intensywny, pochłaniający i nieokreślony. Po zażyciu przybiera na sile, z miejsca przenosi nas w bliskowshodni zmierzch, zachód słońca. Ciemno, parno. Z trudem da się oddychać, ziemia paruje. Z czasem virginia zaczyna przybierać na sile. Wzmaga się słodycz, da się wyczuć jakąś sensację, suszone owoce.
PG Latakia z pewnością spodoba się osobom lubiącym długotrwałe i intensywne aromaty. Zapach daje się wyczuć długo jeszcze po oczyszczeniu nosa. Jest to o tyle ciekawe, że przynosi ono uczucie graniczące z ulgą, wzmaga jeszcze przyjemność płynącą z zażycia tej tabaki. Wnosi nową jakość, orzeźwienie, powiew chłodu.
Genialna tabaka, ale tylko dla wielbicieli twardych tytoniowych wyrobów. Nie sądzę, żeby miłośnicy aromatów znaleźli w niej coś dla siebie. Ba, prawie na pewno im nie posmakuje, a później będą opowiadać jakie to złe i wstrętne. Warto dać tej tabace szansę i zażywać nawet w przypadku pierwszego rozczarowania. Wyrób tytoniowy zdecydowanie dla doświadczonych tabaczników, w żadnym wypadku dla dyletantów. Dla tych, którzy w tabace cenią przede wszystkim tytoń. PG Latakia to szansa na poczucie egzotyki. Co ja mówię, to szansa na wniknięcie w egzotykę.
