Sandałowiec
Zachodzę w głowę, dlaczego snuff niniejszy zaliczono do linii europejskiej. Zapach olejku sandałowca (błędnie nazywanego „drzewem sandałowym”) jednoznacznie kojarzy mi się z Azją, z egzotyką i orientem – tym bardziej, że owo drzewo rośnie w Australii, Azji i w rejonie Pacyfiku, a nijak nie występuje na naszym kontynencie. No ale pewnie przeważyły jakieś enigmatyczne względy marketingowe. Sama tabaka nie zachwyca, a na dłuższą metę nawet męczy. Zapach jest zbyt intensywny, aby uwodzić, za bardzo jednostronny, by intrygować. Jednym słowem – nudno. Ciężki, jednoznacznie określony, słodki aromat dominuje nad tytoniową bazą – jest jak piekielnie intensywna, ostra i zatykająca świeca do aromatoterapii. Tytoń jest mocny, mielony drobno, pyliście, sam proszek jest suchy i sypki – jak w większości produktów Dholakii. Sandalwood traktuję raczej jako egzotyczną ciekawostkę, odskocznię od tabacznej codzienności. Polecam wyłącznie amatorom kadzidlanych klimatów. Osobiście, te 4 gramy jakoś zmęczę, choć nie będzie to łatwym zadaniem.
Pastorze a to nie dlatego, że jej przeznaczeniem był eksport do Europy? W linii amerykańskiej też są różne orientalizmy. To chyba właśnie linia Europejska pojawiła się jako pierwsze Dholakie na zachodzie oprócz saszetek.
W rzeczy samej chodzi o marketing, ale wcale nie taki enigmatyczny. W głównej mierze rozchodziło się o wybranie zapachów, które będą odpowiadać gustom danego regionu świata. Wizja nieco uproszczona, ale w większości przypadków nawet trafiona.
@Nitzo, właściwie to jako pierwsze pojawiły się duże 25 g puszki. Niemcy jako pierwsi zaczęli być rynkiem zbytu dla Dholakii: http://www.tobiasjung.net/pix/chakali_plain.jpg
TOP25