Na wstępie chciałbym podziękować kolegom: Antagoniście, Kozikowi, Pastorowi, Przemkowi77. To po części Wy zachęciliście mnie do zakupu tabaki Gold Mull, tabaki, która przebojem wdarła się na listę moich ulubionych tabak. Z czystym sumieniem stwierdzić mogę, że to jeden z najpiękniejszych aromatów, jakie dane mi było kosztować...
Zmielenie niby typowe dla większości produktów Samuela Gawitha, ale częstokroć na dłoń opadają małe grudki-żyłki zmielonego tytoniu. Kolor tabaki jest niejednolity, bowiem mamy do czynienia z jasnobrązowym produktem o rudawym odcieniu i jasnymi drobinkami. Specyfik posiada średnią wilgotność, co jest lekką odskocznią od suchych jak piaski Al-Dżuf produktów Samuela (mówię o tych pakowanych w plastikowe tabakiery, bo czas pokazał, że tabaki w puszkach są wilgotniejsze, po prostu świeższe, zmieniające nasze wyobrażenie o tych produktach).
Ale to nie konsystencja, wilgotność czy tradycyjna, otwierana suwakiem tabakiera urzekły mnie w tym produkcie. Sprawił to aromat, a właściwie cała feeria aromatów zamknięta szczelnie w białej tabakierce z wizerunkiem pierwszego założyciela firmy. Kto by pomyślał, że grupka facetów będzie zachwycała się aromatem kwiatowym... do czego to doszło:) No ale cóż, świat idzie do przodu. Poza tym, jest się tutaj czym zachwycać. Twórcom udała się rzecz wyjątkowa, a mianowicie połączenie mentolu i wszystkich nut w niemal harmonijnej kompozycji. Witający nas mentol to mroźna mgiełka unosząca się nad łąką pełną lawendy i konwalii, muska delikatnie ich kwiaty. Kiedy ulatuje, w naszych nozdrzach pojawia się istny bukiet zapachów. Wyczuć można też fiołek, który nie jest już tak mydlany jak w innych tabakach, pięknie powiadam, pięknie. Z daleka dochodzą do nas niemniej ciekawe nuty: cytrusy, przyprawy korzenne (może imbir, goździki) i być może mięta gdzieś na samym końcu. Z tej tabaki możemy czerpać praktycznie bez końca. Za każdym razem kompozycja wydaje się zmieniać. Istna magia w angielskim wydaniu! Jestem świadom, że nie poznałem jej do końca, ale właśnie to poznawanie jest najprzyjemniejsze. A do tego aromat utrzymuje się dłuższy czas w nosie, co rusz, przy wciąganym powietrzu, częstując nas którymś z akcentów. Wspaniale.
Ostatnią tabaką, która tak mnie zauroczyła swoją kompozycją, była M4X GH, równie piękna, równie złożona, o podobnej, wysokiej jakości tytoniu. Inspirujące jest odkrywanie i obcowanie z takimi właśnie tabakami. Podobnie jak wędkarz wyciągający 16-kilogramowego suma, taki i ja niezmiernie uradowałem się, pierwszy raz kosztując ten produkt. Chyba nie ma już sensu więcej rozpisywać się na temat tego specyfiku. Dokładam cegiełkę do muru z wielkim napisem "POLECAM". Na tym zakończę.
Plastikowe tabakierki SG zwykle oceniam na 4, ale w tym przypadku zawartość nakazuje mi podwyższyć ocenę opakowania. I tak też czynię.