Jeżeli jest coś, co mnie irytuje w środowisku tabaczarzy, to zbyt lekkie rozdawanie wysokich ocen produktom słabym lub przeciętnym. Jeśli tabaka smakuje, to dostaje z automatu 4/5 lub 5/5 co jest oceną niesprawiedliwą, bo jeśli jakiś wyrób Pöschla dostaje 4,5/5 to jak to się prezentuje przy choćby Elmo's Reserve, które według tej skali jest tylko pół gwiazdki lepsze?
Packarda kupiłem już dawno, w początkach tabaczenia, gdzie jeszcze nie wiedziałem wielu rzeczy i nie przypuszczałem nawet jak wspaniałe aromaty mają do zaoferowania inne tabaki. Jednak już wówczas miałem za sobą pierwszą puszkę Firedance.
Opakowanie zasługuje tu wyjątkowo na osobny akapit.
Nigdy nie byłem i nie będę fanem plastikowych pudełek - snuff zawsze w nich jest wysuszony, aromat zwietrzały a dozowanie niewygodne. Jeśli ktoś chce polemizować z tym faktem, to niech kupi dwie identyczne tabaki choćby Samuela Gawitha i porówna aromat, kolor i wilgotność tabaki z puszki z tą z plastikowego pudełka.
Tutaj pudełko wcale nie jest najgorsze pod względem szczelności, niestety jest mocno przekombinowane i na dłuższą metę mocno irytujące. Specjalny mechanizm, który miał ułatwiać dozowanie snuffu podoba się przy pierwszym zażyciu. Później niestety okazuje się, że często trzeba kombinować nie raz i dwa, by dostać się do tabaki. Czasem nasypie się od razu właściwa porcja, jednak częściej trzeba się naprzesuwać dozownikiem, trząść pudełkiem i irytować się. Na dłuższą metę opakowanie drażni - przynajmniej mnie. Myślę, że będzie irytowało każdego fana zażywania szczyptami z puszki.
Aromat. Pierwszy Pöschl z przyjemnym aromatem. Róża i cytrusy są tu faktycznie wyczuwalne a nie zduszone nadmiarem mentolu. Jednak mentol tutaj jest a mogłoby go nie być, albo mógł być w ilości symbolicznej. Sam aromat jest dość płaski. W zasadzie to tylko róża z cytrusowym dodatkiem i mentolem, którym Pöschl nie umie się posługiwać.
Według mnie, to dobry snuff jak na Pöschla - pewnie jedna z lepszych ich tabak. To jednak średniak w porównaniu z masą innych wyrobów i pewnie większość ludzi po zapoznaniu się z innymi tabakami wyższej półki zapomni szybko, że taka firma jak Pöschl w ogóle istnieje. Spróbować można, wielu tabaczarzy ją chwali i lubi. Na mnie jednak wrażenia nie zrobiła i pewnie, gdybym dostał ją w prezencie, leżałaby w szufladzie i wysychała, bo nie miałbym na nią ochoty.