O Ozonie Spearmint napisane zostało już dużo, ale ja też swoje dorzucę. :-)
Bardzo lubię otworzyć sobie tabakierkę, niespiesznie wziąć szczyptę w palce, obejrzeć kolor i zrobić wszystkie takie rzeczy, które są bardzo niepotrzebne i generalnie bezsensowne. Niestety, pudełko z tą Ozoną (podobnie jak, z tego co słyszałem, większością - jeśli nie całością - innych), pomimo że wygląda jakby można je było otworzyć równie łatwo jak np. Lowena, jest zgrzane i konieczne jest sypanie jej na dłoń. To, jak dla mnie, wielki minus. Poza tym jednak jest zrobione tak samo jak wszystkie inne 10-gramowe polskie opakowania Poschli - solidny plastik, który powinien spokojnie wytrzymać aż do wyczerpania zapasów.
Ale do rzeczy: kolor ciemnobrązowy, zmielenie poschlowsko średnie... i jak już to zauważymy, jeszcze przed wciągnięciem, uderza nas aromat. Aromat! Czuć go na kilometr - prawdziwie miętowy, nieszczególnie chemiczny aromat.
Biorę szczyptę w palce, chwilę ogrzewam między kciukiem a środkowym palcem (zapach staje się jeszcze wyraźniejszy), wciągam... i chwila konsternacji, bo przecież gumy do żucia tego dnia nie żułem. Jak zostało już napisane, smak można podsumować: Orbit. :-)
Doznanie zapachowe trwa bardzo długo, ale nie jest, niestety, jakieś niesamowite. Jeśli ktoś nie jest wielkim miłośnikiem mięty, nie sądzę, aby uznał tę tabakę za cud myśli tabakotwórczej. Ot, tak jak i guma do żucia - dobra dla zabicia chwili. Na pewno jednak nadaje się na gorące, letnie dni, gdyż działa bardzo orzeźwiająco.
Mimo wszystko, polecam kupić przynajmniej na spróbowanie - jest dobra, bo jest tania i dobra ;-) Na gorący dzień idealna!