Panie i Panowie, mam przyjemność przedstawić tabakę nietuzinkową, choć przez wielu niedocenianą. Dlaczego? Nie mam bladego pojęcia! Przyznaję się bez bicia, że sam przez długi czas wzbraniałem się przed jej kupnem. Ubzdurałem sobie (nie wiem dlaczego), że jest tabaką kiepską i nie warto nią sobie zaprzątać... nosa. Teraz już wiem, jak bardzo się myliłem. Cóż za niespodziankę sprawił mi proszek ukryty szczelnie w saszetce w kolorach miedziano-niebieskich. Już w momencie, gdy uciąłem rożek saszetki, poczułem aromat, który w jednym momencie rozwiał moje obawy i sceptycyzm. Chcę w przyszłości więcej takich niespodzianek!
10-gramowe opakowanie spoczęło obok innych saszetek po tabakach Pöschla, układając się jakby w jedną całość kompletu. Każda ma swój indywidualny charakter i barwy. Gluck Auf prezentuje nam oszczędny, surowy design w raczej ciemnej tonacji. Na środku herb z dwoma młotami, poniżej napis: Gluck Auf Prise. A cóż on oznacza? spieszę z odpowiedzią. Gluck Auf to zwrot stosowany w kopalniach. Jest to nic innego, jak życzenie komuś powodzenia i szczęśliwego, zdrowego powrotu na powierzchnię. Tak więc jak łatwo się domyśleć, jest to tabaka stworzona z myślą o górnikach ciężko pracujących pod powierzchnią. Produkt ten ma na celu orzeźwienie i przede wszystkim odświeżenie nosa, sforsowanego przez kopalniany pył. Jak to się sprawdza w górniczych realiach? O tym to ja się chyba nigdy nie przekonam. Warto również wspomnieć o tym, że tabaka dla górników to także substytut papierosów. Co jest oczywiste, w takim miejscu palenie jest zabronione, więc pracownicy kopalni zastępują papierosy właśnie tytoniem w proszku, dodatkowo przynosząc wspomniane oczyszczenie przegród nosowych. Wróćmy jednak do sedna. Cóż za dobrodziejstwo przygotował dla górników (i nie tylko) Pöschl?
Konsystencja jest trochę inna, aniżeli ta, do której przyzwyczaiła nas większość wyrobów blenderów z Geisenhausen. Tutaj mamy trochę grubsze zmielenie, wilgotność natomiast tradycyjna, czyli średnia. Barwa ciemnobrązowa.
A czy aromat może sprostać oczekiwaniom górniczego stanu? I tak, i nie. Sama nuta, a właściwie nuty aromatyczne mogą zachwycić każdego, nie tylko grupę docelową. Czego my tutaj nie mamy? Jest przyjemna słodycz, dająca o sobie znać już od samego początku. Są cytrusy, ale gdzieś tam w tle. Są też aktorzy pierwszoplanowi, czyli anyż i goździk w przepięknej harmonii, niczym z Red Bulla Aromatic. Oba aromaty wespół z tytoniem nadają tabace szorstki, a zarazem ciepły i kojący charakter. Nie można zapomnieć również o mentolu, choć ten jest jedynie tłem całego natłoku aromatów. I właśnie, tak sobie myślę, że jak na tabakę przeznaczoną dla górników, mentol w tym przypadku jest zdecydowanie zbyt nieśmiały. Zamiast dawać orzeźwiającego "kopa", tabaka jedynie muska śluzówki chłodnym wiaterkiem, niosąc ze sobą aromatyczne, niezwykle ciekawe doznania. Zresztą teraz mamy taki wybór tabak, że górnicy z pewnością wybierają odpowiednie dla siebie. Może jest to SM Blue, może Aramis, może L.260 lub Medicated No.99, a może właśnie Gluck Auf Prise (choć słyszałem, że to "podstawka" Pöschla wiedzie kopalniany prym). Wolność wyboru. Ja nie oceniam jej przydatności w kopalni, a jedynie aromat, a ten, moi mili, należy ocenić wysoko. Podobnie zresztą jak szczelną saszetkę.
Kolejna tabaka Pöschla, która z pewnością na stałe zagości w moim tabaczanym menu. Słodkawy aromat na korzennej podstawie z lekkim mentolowym akcentem świetnie wpisuje się w mój gust. Może nie sięgnę po nią codziennie, ale wracać będę z pewnością, i to z miłą chęcią i apetytem. A teraz pozwólcie, że "sznupnę" za wszystkich górników. Niech żyje nam górniczy stan.