Malina od Paula Gotarda.
Kilkukrotnie podchodziłem do napisania tej krótkiej recenzji. Spowodowane jest to tym, że im dłużej zażywam PG Raspberry tym bardziej odmienna staje się moja opinia o niej od tej jaką miałem po pierwszym zażyciu. Ale nie uprzedzajmy faktów.
Chciałem koniecznie spróbować standardowego produktu producenta mojej najukochańszej tabaki (poziomka z miętą). Jestem malinowym potworem ;-) więc padło na ten a nie inny aromat.
Tabakierka znana mi już z limitowanych Chat Polskich. Całkiem zgrabna, praktyczna, bardzo łatwo dozuje się dawkę. Taka jak lubię, z suwakiem. Nalepka przyjemniejsza dla oka aniżeli w przypadku wspomnianych Chat Polskich, a samo opakowanie jest innego koloru, ciemnobrązowe z leciutką domieszką bordo. Co ciekawe zauważyłem, że nie jest czarne dopiero po kilku tygodniach posiadania. Cztery gwiazdki.
Konsystencja przyjemna, średnie zmielenie i duża wilgotność. Lubi zbijać się w grudki, ale nigdy mi to nie przeszkadzało, po zażyciu nie spływa do gardła.
Po przesunięciu suwaka i przystawieniu nosa do otworu poczujemy mentolowo-malinowy zapach. Wydaje się być sympatyczny, ale od razu można wyczuć, że opakowanie nie zawiera malinowego suszu tylko sztuczne aromaty. Siup do nosa i było przyjemnie, przez kilka pierwszych razy. Im dłużej ją zażywam tym większą czuję do niej niechęć, tym bardziej wyczuwam sztuczność maliny i mierność mentolu, tym bardziej irytuje mnie ta kompozycja. Nic a nic nie czuć tytoniu, to kolejny minus. Zapach długo utrzymuje się w nosie, jakby na złość. Mam ją właśnie w nozdrzach i powoli rozglądam się za niezawodnym L.260, likwidatorem niechcianych zapachów. ;-) Trzy gwiazdki, a nie dwie tylko dlatego że pierwsze wrażenie było pozytywne.
Z wszystkich recenzji tej tabaki jest to jedyna, z którą mogę się zgodzić. Na początku rzeczywiście wydaje się przyjemna, jednak obecnie zażywając nawet małe ilości PG Raspberry czuję jedynie za mocną dawkę mentolu i ledwo wyczuwalny, średnio atrakcyjny aromat.
