TOP25SNUFFTop25snuff
Karta oceny · top25snuff
Trunkowe
Smak
Rum, tytoń
Waga opakowania
10 g · plastikowe
Rozkład ocen31 recenzji
5★23
4★6
3★2
2★0
1★0
Wyrób tytoniowy · szkodzi zdrowiu18+
Bernard Tabak

Klostermischung

4,65
na podstawie 31 recenzji
🏆 #11 w rankingu tabak #6 w marce Bernard Tabak
Smak waga 80% 4,65
Opakowanie waga 20% 4,66
Dodaj recenzję

W skrócie

Klostermischung to schmalzler Bernard Tabak w plastikowej tabakierce z bocznym suwakiem i etykietą z uśmiechniętym mnichem; dawniej sprzedawano go w kartonowym pudełku z 50 g tabaki w woreczku i plastikową łyżeczką. Tabaka jest niemal czarna, tłustawa, zwykle opisywana jako grubo zmielona i wilgotna, choć pojedyncze osoby uważają ją za suchawą lub wskazują twarde grudki. Dominują tytoń i wędzonka, a w tle pojawiają się rodzynki, śliwka, wanilia, kawa i czekolada. Rum budzi spór: dla jednych jest wyraźny, inni go nie wyczuwają i mówią raczej o zapachu wędzonej kiełbasy lub smalcu. Recenzenci podkreślają dużą moc nikotynową i trwały aromat, a powtarzającym się zastrzeżeniem jest piekący spływ do gardła.

Opracowanie redakcji na podstawie 31 recenzji tabaczarzy

Recenzje

31
Alexander W.
2,8

Zdecydowanie na nie

Zawiodłem się. Spodziewałem się dużo lepszego produktu a dostałem w swoje ręce tabakę z pewnością oryginalną i niepowtarzalną, ale wg mnie raczej niesmaczną. O gustach się podobno nie dyskutuje bo są przecież miłośnicy piwa na wędzonym słodzie wnoszącym specyficzny „dymny” smak i aromat gotowego piwa. Tak samo nie zaskakuje mnie, że komuś może smakować Mieszanka Klasztorna. Po kilkunastokrotnym użyciu wiem już, że tę tabakę chętnie oddam w ręce jej miłośnika. Poza osobliwością niewątpliwą wadą jest chyba jeden z najgorszych spływów do gardła jakie miałem, przypominający smak pod koniec palonego cygara lub fajki - piekąco-kwaśny.

+ dobra zawartość tytoniu+ duża wilgotność+ konsystencja - smak i zapach wędzonki- spływ do gardła
5,0

Mnich barbecue

Stały problem z nazwą. Klostermischung to świetny schmalzler, o wyraźnym, głębokim aromacie smalcu i wędzonki. Nie czuć w nim jednak rumu, nie odnalazłem go ja ani nikt kto próbował mnicha przy mnie. Nie żeby był w mieszance do czegoś potrzebny. Tabaka na mur beton jest jedną z najlepszych, jeśli nie najlepszą jakiej próbowałem. Tyle że ktoś kto wybrał Klostera ze względu na rum, może być zawiedziony.
Mnich to pierwszy schmalzler, którego zażyłem. Urzekł mnie może nie pierwszym schnupfem, ale i tak bardzo szybko, bo drugim. Z pierwszego pamiętam ciepło i kręcenie w nosie i najgorszy spływ do gardła, jaki kiedykolwiek poczułem. Ten ostatni nadal uważam za główną wadę mnicha. Radzę zorganizować coś do picia przed otwarciem tabakierki.
Klostermischung uderza w nos mocą, potem rozpieszcza bogatym blendem. Bardzo wyraźny jest smalec i wędzonka, wyczuwalne są też klasyczna bernardowska śliwka, sos barbecue, czekolada i tytoń. Aromat trzyma się w nosie mega wytrwale, daje o sobie znać zależnie od temperatury, wilgotności powietrza etc. Czysta przyjemność, nic tylko doszukiwać się smaków.
Bernardowska tabakierka zawsze na propsie, nic dodać, nic ująć. Bardzo ładna naklejka.
Nigdy nie piszę w minusach, że tabaka nie nadaje się dla początkujących (a Klostera spokojnie można by do takich zakwalifikować). Po pierwsze, nie uważam tego za wadę, po drugie, sam byłem baardzo początkujący sięgając po mnicha i w niczym mi to nie przeszkodziło.
Ciekawa, ciężka, a przy tym niezbyt słodka tabaka. Bez wahania polecam na co dzień i od święta. Świetny produkt Bernarda.

+ szlachetny aromat tłuszczu i wędzonki+ pełny, ciężki schmalzler+ aromat smaków - ostry, nieprzyjemny spływ do gardła- nie ma obiecanego rumu
5,0

sacrum i profanum

Zawsze bliżej było mi do braci zakonnej niż do duchownych ze święceniami kapłańskimi. Poznałem wielu spośród jednych i drugich i śmiało mogę powiedzieć, że zakonnicy to mężczyźni niezwykle radośni, cieszący się każdym momentem życia. I zdradzę ci, czytelniku, ich receptę na szczęście - to połączenie sacrum i profanum. Zauważmy, mimo iż poświęcili życie Bogu, to "po godzinach" lubią sobie skosztować dobrego - i to własnej roboty! - klasztornego wina. Bonifratrzy z kolei od lat tworzą lekarstwa z mieszanek ziołowych. Niektórzy nawet upatrują początków słynnej tabaki Kowieńskiej już w XVII wieku i to tworzonej bodajże przez zakon Paulinów. Wybaczcie proszę tę dygresję - lecz czy Jezus nie był podobny? Głosił kazania, czynił cuda, ale kiedy trzeba było, to dorobił też wina na weselu albo przeciwnie - wyganiał szemrane towarzystwo, gdy urządzali mu supermarket w świątyni. I za to cenię zakonników - wiedzą, kiedy wznosić się ku niebu, a kiedy twardo stąpać po ziemi.

Mnich zaprezentowany na naklejce tabakiery z całą pewnością jest już "po godzinach". Uśmiecha się zawadiacko i niejako zaprasza do wspólnego tabaczenia. Mechanizm tabakiery jest niezawodny i wygodny. Mojego Klostermischunga dodatkowo nie szpecą żadne ostrzeżenia prozdrowotne. W dwóch słowach: elegancja i tradycja.

Konsystencja jest ziarnista. Tytoń grubo zmielony i czarny jak diabeł. Poza tym jest dość wilgotna i tłusta, jak przystało na tabakę pretendującą do miana schmalzlera.

Tabaka ta pokazała mi jak zmienia się gust tabaczarza wraz z doświadczeniem. Pierwszą tabaką jaką kupiłem, był SG Gold mull. Zakochałem się w niej i postanowiłem spróbować czegoś innego. Zajrzałem na top 25. Klostermischung - rum, tytoń. Pobiegłem do trafiki bez wahania, ponieważ rum jest moim ulubionym destylatem. Jakież było moje zdziwienie po raczeniu się Gold mullem, gdy zobaczyłem tak wilgotną i grubo zmieloną tabakę. Pomyślałem nawet, że dostałem jakiś wadliwy produkt. Tabaka od SG i recenzowany mnich są przecież jak woda i ogień. I stało się, nie zasmakował mi. Ponadto ilość nikotyny zwaliła mnie z nóg. Mnichem częstowałem się okazyjnie, a w tym czasie budowałem kolekcję innych tabak. O dziwo, z czasem sięgałem po niego coraz częściej i dopiero po opróżnieniu połowy opakowania zrozumiałem tę zadowoloną minę mnicha z naklejki. Teraz, po spróbowaniu kilkunastu różnych tabak, dane mi było dopiero odczuć wyjątkowość tej mieszanki. Pewnie nawet wyraz twarzy mam podobny co mój naklejkowy kumpel od tabaczenia. Często uśmiechamy się do siebie porozumiewawczo, bo wiemy, co nas czeka po niuchnięciu.

A w czarnych jak proch ziarnach tytoniu ukryty jest aromat niezwykły, bo nieokreślony. W każdym razie na pewno nie wyczuwam w nich rumu. Tytoń owszem, gra tutaj pierwsze skrzypce. Wysokogatunkowy i podwędzany. Wszystko w takich proporcjach, że żaden aromat nie dominuje nad innymi. W tle przelata się coś słodkiego i gorzkiego. Chwytam się czegoś, jakby kawy, ale odrzuca mnie i wypycha przed szereg kakao? Nie wiem, ono też uciekło. Niesamowicie tajemnicza tabaka. Żaden zapach nie chce zostać zdemaskowany. Te aromaty są jak rzymska falanga - chronią się nawzajem i atakują razem. Siłą tej tabaki jest właśnie współpraca zapachów, skomplikowany węzeł aromatów, którego nie sposób rozszyfrować i rozłożyć na czynniki pierwsze.

Tabaka nie spływa do gardła, nie czuję też żadnych podrażnień. Świetnie przeczyszcza nos, a ogromna dawka nikotyny pozwala zastąpić palenie fajki, gdy śpieszno na zajęcia i nie ma czasu delektować się powolnym pykaniem tytoniu.

Zachęcam wszystkich do spróbowania tej tabaki, mimo źe początkowe wrażenia mogą być różne. Ja tymczasem razem z moim naklejkowym kumplem od tabaczenia po raz kolejny idziemy toczyć bój z falangą aromatów!

+ smak tradycji w każdym ziarnie+ niezwykle złożony aromat+ duża dawka nikotyny+ piękna tabakiera
Adam G. TOP recenzent
3,8

Schweinschmalzler

Klostermischung jest tabaką sławną, a może nawet (dla niektórych) kultową. Dla mnie sława jak i wysokie miejsce w rankingu tego schmalzlera są niezrozumiałe. Moim zdaniem jest wiele tabak dużo lepszych niż Klostermischung. Nawet w obrębie gatunku (w końcu nie tak licznego) można znaleźć kilka lepszych produktów. Postaram się więc rzetelnie opisać ten wyrób, a rozwiązanie fenomenu "Mnicha" pozostawiam Wam.

Tak jak zdecydowana większość produktów firmy Bernard, Klostermischung zapakowany jest w zgrabną i praktyczną tabakierkę z czarnego akrylu. W bocznej ściance umieszczony jest suwaczek pozwalający na regulowanie wielkości otworu, przez który wysypujemy tabakę. Jedyna nalepka znajduje się na awersie tabakierki i przedstawia słynnego mnicha w brązowym habicie i okularach. Braciszek uśmiecha się zawadiacko, spogląda z ukosa i właśnie zbliża do nosa szczyptę tabaki z trzymanej w dłoni tabakiery. Ta bardzo oryginalna, a jednocześnie wpisująca się w styl firmy etykieta, wywołała swego czasu sporo kontrowersji. Ja postanawiam wstrzymać się od komentarzy na temat wyobraźni niektórych tabaczników. Ponad mnichem wypisane jest gotykiem "Schnupftabak", czyli tabaka; poniżej nazwa. Jedyne co mnie zastanawia to brak wyrazu "schmalzler" lub "Brasil". Jednak rzut oka na zawartość tabakiery nie pozostawia wątpliwości. Ciemnobrązowy proszek jest grubo mielony i tłustawy jak na prawdziwego schmalzlera przystało. Kiedyś podobno używano smalcu do produkcji tego typu tabaki. Dziś stosuje się parafinę. Mam co do tego wątpliwości, bo gdy wącham Klostermischung, wydaje mi się, że jednak została natłuszczona w bardziej tradycyjny sposób. Smalec tu zastosowany musiał być wytopiony prosto ze świni wędzonej gorącym dymem. Jeśli mieliście okazję jeść świeżo wędzoną, domową kiełbasę to powinniście znać ten zapach. Użycie słowa "wędzonka", często pojawiającego się w opisach tabak tego typu, w tym jednym przypadku jest w pełni uzasadnione. O Klostermischung niektórzy mówią jako o schmalzlerze z aromatem rumowym. Ja twierdzę, że jest to schmalzler o zapachu wieprzowym. Dopiero po zażyciu przez obłoki dymu z wędzarni przebija się pewna słodycz przypominająca melasę, z której robiony jest rum. Również inne, typowe dla schmalzlerów smaki, jak kawa i czekolada, są obecne ale zmarginalizowane przez wędzonkę, co uznaję za wadę. Z drugiej strony, największą zaletą tej tabaki jest to, że owe dodatkowe nuty zapachowe nie są wyczuwalne za każdym razem, przez co w zależności od pory roku i powietrza, smak jej różni się. Jest to o tyle ciekawe, że nigdy nie ma pewności, czy do końca poznało się tą kompozycję. Wolałbym jednak, żeby tą nieuchwytną nutą była wędzonka, a nie rum, kawa czy czekolada. Rzadko w swoich recenzjach zwracam uwagę na zawartość nikotyny ale w tym przypadku nie da się jej nie zauważyć. Klostermischung jest jedną z najbogatszych w nikotynę tabak, ze wszystkich których próbowałem. Jest to kolejny, po aromacie wędzonki, czynnik, sprawiający że nie mogę jej zażywać zbyt często.

Klostermischung to dziwna tabaka. Niby rasowy schmalzler ale inny niż wszystkie. Nie wiem, w którym miejscu rodziny tych produktów ją umiejscowić, aby dobrze wypadła na rodzinnej fotografii. Przez ten zapach wędzonej wieprzowiny bliżej jej do takich specyfików jak Toque Cheese and Bacon niż Brasil Doppelt-fermentiert.

+ prawdziwie schmalzlerowa konsystencja+ jednocześnie tradycyjna i egzotyczna+ złożony aromat pozwala na długie odkrywanie tabaki+ tabakierka - wędzona wieprzowina to nie jest to czego szukam w tabace- za dużo nikotyny zniechęca do zażywania
Rocco S. 13 grudnia 2014

Radzę zaryglować drzwi i zabić okna deskami, bo Ralf-p już do Ciebie jedzie...;)

Daniel R. 13 grudnia 2014

Sprofanowałeś jego świętość :)

Maciej F. 13 grudnia 2014

Zakon mnichanitów z ojcem Ralfem na czele będą patrzyć przez Twoje okno, z wiadomo jakim spojrzeniem.

A tabakę umiejscowić możesz bliżej halb-schmalzlerów.

Adam G. 13 grudnia 2014

Hehehe, gdy pomyślałem o opacie Ralfie w trakcie pisania tej recenzji, poczułem się jak obrazoburca i ikonoklasta.

Tak właśnie myślałem, że to nie jest ortodoksyjny schmalzler. Do tej sekty należy też Alkoholfrei.

Jan S. 13 grudnia 2014

Anathema sit! Na szczęście to siedlisko nieprawości i zepsucia zostało w porę wykryte nim zdołało zwrócić na złą drogę niewiniątka :).

5,0

Kiełbaska :)

Tabaka ta była moim pierwszym prawdziwym schmalzlerem. Standardowe plastikowe pudełko z zasuwką, zdobi nadruk, przedstawiający mnicha który z nieukrywaną przyjemnością(wcale mu się nie dziwię) zażywa owej tabaki.

Przy moich pierwszych zażyciach wyczułem jedynie aromat wędzenia i zastanawiałem się, jakim cudem tabaka ta, może być dla kogoś słodka w smaku. Po pewnym czasie odkryłem jej całe piękno. Zdarzyło się tak, ponieważ tabaka ta niezbyt mi smakowała, a jednak intrygowała i postanowiłem, że będę ją zażywał aż mi posmakuje(głównie ze względu na jej wysoką pozycję w Top 25). Po pewnym czasie użytkowania stwierdziłem, że jest mega słodka i bardzo smaczna. Myślę, że za ową słodycz odpowiedzialny jest aromat rumu, oraz słodki tytoń w połączeniu z wanilią i Bóg wie czym jeszcze. Grube zmielenie i duża wilgotność powodują straszny spływ do gardła który warto zapić wodą, jednak uwierzcie mi warto :) Tabaka ta świetnie komponuje się z deserami, jak i z jasnym piwem(zmienia jego smak w bardziej słodki).

Podsumowując, tabaka warta jest swoich pieniędzy i dajcie jej szansę. Ja jej bogaty bukiet aromatów odkryłem gdy pudełeczko było już prawie opróżnione. Jedyne co mogę zrobić to czym prędzej przy zamówieniu dodać ową mieszankę do koszyka. Bez wyrzutu sumienia zjem wędzone ciasteczko zaserwowane przez braci Bernard :)

+ Zmielenie+ wilgotność+ słodycz aromatu+ Opakowanie(szczególnie druk) - może być trudna dla początkujących
5,0

Mmmm...mnich pychotka :)

Pierwsza wiosenna burza zaliczona, spacer po jednym z najładniejszych zakątków mojego ponurego miasta natchnął mnie do napisania pierwszej w swoim życiu „recenzji”. Będą to moje odczucia i wrażenia po zażyciu tej tabaki, gdyż do napisania prawdziwej recenzji nie mam ani wystarczającego doświadczenia, ani wiedzy na temat tabak.
Klostermischung , ta nazwa często pojawia się na forum za sprawą głównie jednego kolegi (i to właściwie skłoniło mnie do jej zakupienia). To pierwsza tabaka od Bernarda jaką mi było dane skosztować i nie żałuje decyzji. Już po otwarciu paczki z pozostałych aromatów można było wyczuć słodkawy smak Mnicha. Moja wrodzona cierpliwość nie pozwoliła mi długo zwlekać ze spróbowaniem. Przesuwam suwaczek, usypuje dwa małe kopczyki na dłoni i wreszcie kosztuje tego cudownego specyfiku, w me jeszcze nie wprawione nozdrza uderza dość mocny rumowy aromat delikatnie drapiący na początku, jednak szybko przeistacza się on w delikatny, słodki i kojący zapach jakby czekolady, mnie osobiście przypomina to kakao rozpuszczalne Puchatek (w dzieciństwie zjadałam ten proszek tonami, a ten aromat przywołuje zawsze jedno wspomnienie… wielka góra lodów waniliowych posypanych obficie właśnie Puchatkiem… mmm pychota:)). Przez cały czas w tle można wyczuć wspaniały tytoń, a delikatny słodki aromat dość długo się utrzymuje.
Teraz doskonale rozumiem skąd ta uśmiechnięta mina u widniejącego na tabakierce lubieżnego Mnicha:) O tabakierce, zmieleniu i tego typu innych walorach jest opisane w pozostałych recenzjach więc nie będę tego powielać.
Od siebie dodam jeszcze tylko że jest to tabaka, w której zakochałam się od pierwszego zażycia. Polecam każdemu zaczynającemu swoją przygodę z tabaką:)

+ przyjemny słodki smak+ lekka w odbiorze+ aromat długo się utrzymuje
4,9

Klostermischung - Schnupftabak

Klostermischung... Długo zwlekałem z zakupem tej tabaki. Bernardowski schmalzler miał być dość trudny w odbiorze, niecodzienny, zagadkowy. Pewne było to że całkowicie odbiega on od owocówek z którymi każdy z nas się mierzył. Kiedy w końcu odważyłem się na zakup i dotarł on w moje ręce miałem bardzo duże oczekiwania wobec niego. Jednak pierw zmierzmy się z samym opakowaniem.

10 gramowe czarne plastikowe pudełko z suwakiem po lewej stronie. Tak najszybciej można opisać tabakierkę. Nie jest to nic zaskakującego ,ale rozwiązanie jest praktyczne, szczelne, klasyczne i co najważniejsze niezawodne. Świetnie leży w ręce czy kieszeni i łatwo się dawkuje odpowiednią ilość tabaki. Naklejka na froncie to znany większości lubieżnie spoglądający mnich. Na dole w czerwonej ramce widzimy napis " Klostermischung " zaś na górze " Schnupftabak ". W prawym górnym rogu widnieje mały herb gryfa z kluczem. Prostota i elegancja.

Przejdźmy jednak do meritum tej recenzji. Tego co najważniejsze ,a mianowicie samej tabaki. Klostermischung okazał się być dokładnie taki jak mi go przedstawiano. Nim wydobyłem pierwszą odpowiednią na snuffa dawkę zaciągnąłem się aromatem z tabakierki. Tak trudno jest opisać ten specyficzny " smaczek ". Na pierwszy plan na pewno wychodzi bardzo dobra baza tytoniowa. Zaraz po tym słynna wędzonka, kawa, gorzka czekolada ... Od czasu do czasu też czuje tam rum ,albo jakiś korzenny posmak. Jak to wszystko z sobą współgra ? Otóż ... Perfekcyjnie ! Pierwsze doznania były dość szokujące bo nie potrafiłem dokładnie sprecyzować co właściwie czuje. Jednak " Mnich " jest tabaką ,która za każdym razem zachwyca sobą bardziej i ukazuje jeszcze więcej walorów.

Czy w moim odczuciu jest to tabaka " ciężka " ? Z całą pewnością tak. Ilość nikotyny jest na prawdę imponująca. Zmielenie... Na pewno nie jest to indyjski pył ,ale jednak dość drobne. Ciemna i tłusta tabaka czasem zbija się w niewielkie bryłki które osobiście rozgniatam palcem czy tabakierką. Przy pociągnięciu szczypie i piecze. Czasem spływa po gardle co nie należy do najprzyjemniejszych uczuć. Drapanie jest intensywne zapewne z uwagi na moc i " pazur " tabaki.

Klostermischung jest obecnie moim faworytem. Aromat podbił me serce choć musiałem zmierzyć się z nim kilka razy ,aby naprawdę go docenić. Polecam go zwłaszcza osobą ,które są znudzone zwykłym mentolem czy prostymi owocówkami ,a w tabace szukają czegoś więcej. Mnich na prawdę posiada całą gamę aromatów ,które świetnie się uzupełniają.

Na koniec ... Za wasze zdrowie snuff !

+ Klasyczne i funkcjonalne pudełko+ Świetna baza tytoniowa+ Masa aromatów ,które za każdym razem zaskakują+ Dużo nikotyny+ Schmalzler - Spływ po gardle jest bolesny i nieprzyjemny
Adam G. 27 stycznia 2014

I znowu w recenzji Klostermischung pojawia się "lubieżny mnich". Ludzie, dlaczego wyzywający i tajemniczy uśmiech mnicha postrzegacie akurat w kategoriach seksualnych?

P.S. Ja nie "mierzyłem się" z owocówkami. Więc wszyscy -1.

Przemysław K. 27 stycznia 2014

Może i znowu ,ale dla mnie to tabaka kultowa więc chciałem ją opisać sam. Grafikę przestawiłem tak jak ja to postrzegam bo to moja recenzja.

P.S
To że Ty się nie mierzyłeś to znaczy że wszyscy mają mi wystawić -1 ? Ciepło przyjmujecie nowych w swojej społeczności :)

Łukasz 27 stycznia 2014

spokojnie mysle, ze Alaundo chodzilo wszyscy odjąć jego ;) a Mnisio mi sie kojazy....hehe zobaczycie jak wam gardło pokiereszuje :P

Adam G. 27 stycznia 2014

Eh, umiejętność czytania oraz umiejętność przyjęcia krytyki w narodzie upada.
Zadałem pytanie (na końcu zdania była taki znaczek "?"), dlaczego akurat takie skojarzenie uśmiechu mnicha, ponieważ kolejny raz spotykam się z interpretacją etykiety w kontekście seksualnym. To nie ma nic wspólnego z byciem miłym albo nie. Poza tym, dlaczego "nowi" mieli by mieć taryfę ulgową?
Napisałem "Wszyscy -1", ponieważ, jeśli chodzi o owocówki, ja się nie zaliczam do "wszystkich". Tak to jest z uogólnieniami, najczęściej do niczego się nie przydają.

Łukasz 27 stycznia 2014

Alaundo, może to szufladkowanie kleru, z uwagi na ostatnio częste doniesienia seksualne w tym środowisku.

Przemysław K. 27 stycznia 2014

Skoro tak ... Chowam dumę do kieszeni i zwracam Ci honor Alaundo. Co do samego mnicha sam nie wiem ciężko mi powiedzieć dlaczego akurat tak go postrzegam. Na parę dni przed pierwszym spożyciem tej tabaki czytałem inne recenzje i może dlatego wpłynęło to na taką ,a nie inną ocenę grafiki.

Adam Z. 27 stycznia 2014

Prowokacja!

Maciej 28 stycznia 2014

@Alaundo

Mnie się wydaje, że ten "lubieżnie spoglądający mnich" to po prostu źle dobrane słownictwo, z czego wzięło się to nieporozumienie. W końcu sam autor stwierdził, że jest to wizerunek dobrze znany większości. W swojej recenzji pisałem nawet o "grzesznym podnieceniu". Widzę w tym opisie pewien skrót myślowy, nawiązujący do moich wypocin. Może zamiana słowa "lubieżne" na "pełne pożądania" odrobinę zmieniłoby kontekst wypowiedzi, do której nie musiałbyś się przyczepiać?

W swojej wypowiedzi również wspominasz o wcześniejszych recenzjach używających zwrotu "lubieżny mnich". Przypomina mi się jedna, przy której wszystkie inne zbereźne zakonniki mogą się schować. Pamiętasz może "mnicha pedofila"? O ile w tamtej można było wyczuć herezję, tak w tej - powtórzę się - jest to tylko nietrafny dobór słów. W końcu recenzent nie zaciska dalej na tę tematykę.

PS: Kiedy napisałeś "wszyscy -1" chciałem Ci uwierzyć na słowo i dać minusa.
PS2: Jak mogłeś nie mierzyć się z "owocówkami" a masz na koncie kilka recenzji tabak owocowych?

Rafał P. 28 stycznia 2014

Dobra recka :) Lubieżny mnich rulez :D

@FIlek - "mnich pedofil" swego czasu zniszczył system :P

Adam G. 28 stycznia 2014

@Filek
Trudno się nie zgodzić. Może i czepiam się słów, ale albo słowa mają konkretne znaczenie albo nie mają żadnego. Większość z nas zapewne mistrzami słowa nie jest i niejasności mogą się pojawić. Dyskusja jest od tego aby je rozwiać. Od strony merytorycznej nie mam zastrzeżeń do recenzji. Samą tabakę opisałbym podobnie jak Shamo.

P.S. No i wyszło na to, że i ja użyłem niejasnego skrótu myślowego, za co autora recenzji jak i czytelników przepraszam. Chociaż kilka tabak owocowych przeszło przez mój nos to nie powiedziałbym, żebym się z nimi "mierzył", a już tym bardziej, żeby były one punktem odniesienia. To raczej poboczny kierunek eksploracji tabacznego świata. Dlatego nie widzę siebie w gronie wspomnianych "wszystkich", którzy się z nimi mierzyli. Mam nadzieję, że tym razem wypowiedziałem się precyzyjnie.

Byku90 TOP recenzent
4,2

Diament ze skazą

Przez długi czas wybitnie mi popularny "mnich" nie leżał. Kiedy do wyboru miałem takie wspaniałe wspaniałości jak m.in. Aecht Altbayerischer, Perlesreuter czy Weis-Blau, wolałem sięgnąć po którąś z nich niż po bohatera niniejszego opisu. Klostermischung poszedł w odstawkę na dłuuugie tygodnie. Kiedy jednak tłuste czasy się skończyły, a większość tabakierek w mojej kolekcji zaczęła świecić pustkami, "mnich" niejako z przypadku dostał druga szansę. Zwłaszcza iż w portfelu hulał wiatr, toteż szans na urozmaicenie tabaczanego menu nie było. Nos chyba zaczął się przyzwyczajać do dosyć specyficznej tabaki jaką jest Klostermischung. Jednak od huraoptymizm co niektórych recenzentów oraz forumowiczów byłem daleki.
Pierwsze co rzuca się w oczy przed zażyciem to nierównomierne zmielenie. Generalnie zmielenie określiłbym jako średnie. Proszek jest tłustawy, ciemny jak smoła i niesamowicie wonny. Wcale nietrudno natrafić na całkiem spore, bardzo twarde grudki, które dosyć ciężko zmiażdżyć nawet przy pomocy palców. Forma tabaki sprawia, że po sznupnięciu często zdarza się iż jakieś większe kawałki wypadają z nosa.
Kiedy już proszek wyląduje w nozdrzach czuć pieczenie i szczypanie. Nie jest to jakieś subtelne ukłucie czy muśnięcie, ale stan który towarzyszy nam przez dłuższą chwilę. Dochodzi do tego zalewające całą jamę nosową uczucie ciepła powodowane przez rum(?). Mieszanka aromatów jest doprawdy imponująca. Jest tam doskonale sfermentowany tytoń o bardzo przyjemnym zapachu wędzonkowo-dymnym. Może to aż nazbyt oczywiste skojarzenie, ale przywodzi mi on na myśl wędzarnię wujka gdzie wyrabiał wszelkiego rodzaju, wspaniałe, swojskie wędliny. Dalej mamy aromat świeżo mielonej kawy, który przeistacza się za moment w gorzką czekoladę. A jakby jeszcze wrażeń było mało, wszystkiemu towarzyszy wyborna słodycz, która pasuje do tej całej kompozycji jak ulał. Nie jest ona może jakoś dobrze wyczuwalna, a wręcz przeciwnie: delikatnie tylko zarysowana. Jest jak brakujący element układanki. Klostermischung określany jest zazwyczaj jako tabaka rumowa. Nie jestem do końca przekonany czy też ta słodycz, którą wyczuwam to właśnie rum.
"Mnich" jest bogaty w nikotynę i pod tym względem nawet najwięksi malkontenci nie mają się do czego przyczepić.
Tabakierka nie zaskakuje, bo jest standardowa dla wyrobów Bernard Tabak. A więc mamy tu do czynienia z plastikowym, 10 gramowym pudełkiem, koloru czarnego z bocznym przesuwakiem. Nadmienić trzeba, że w przeciwieństwie do niektórych dzieci Bernarda, suwak chodzi bardo lekko-tak jak powinno być. Etykieta pasuje zarówno do ducha tabaki, a tym bardziej do jej nazwy. Prezentuje się niezwykle okazale. Na naklejce nie ma właściwie jakiegoś zbędnego elementu. Szczególnie do gustu przypadł mi znajdujący się na górze napis "Schnupftabak", napisany bardzo ciekawą czcionką. Centralną postacią ogniskującą uwagę tabaczarza jest rzecz jasna mnich(z lekką nadwagą) zażywający tabakę szczyptą. Na jego twarzy widnieje tajemniczy uśmieszek, związany zapewne ze wspaniałym aromatem mieszanki klasztornej. Miły akcent stanowi także malutki herb na prawo od głowy mnicha.
Kapitalna mieszanka zapachów tego wyrobu, a także nienagannie wykonane puzderko nie są mi w stanie przesłonić jej wad. Jest to bodajże jedyna tabaka, która powoduje u mnie bardzo bolesny spływ do gardła. Pal licho że boli. Niestety towarzyszy temu także ohydny posmak w gardle. Nawet mi przez myśl nie przechodzi zażywanie "mnicha" bez czegoś do picia pod ręką. Właśnie przez tą dosyć dla mnie poważną niedogodność, Klostermischung nie jest zbyt częstym gościem w moim nosie. Nie gra roli ilość zażytego proszku, bo też po nawet najmniejszych dawkach borykam się z podrażnioną śluzówką i gardłem.
Jak można wnioskować z mojej recenzji, wyrób ten nie ma zbyt wielu słabych punktów. Wymienione przeze mnie wady stanowią drobną skazę tej tabaki, które jednak rzutują na jej odbiór. W jakimś niewielkim stopniu odbierają radość z zażywania jej i nie pozwalają mi się w pełni cieszyć bogactwem aromatów.

Jeśli ktoś nie odczuwa opisywanych przeze mnie niedogodności to śmiało może dodać do oceny smaku co najmniej 0,5 :)

+ pozornie klasyczny, tłusty schmalzler, ale nie do końca...+ ładna tabakiera+ duża dawka nikotyny+ funkcjonalne pudełko - podrażnia śluzówkę- bolesny spływ do gardła
5,0

Klostermischung - warto się skusić!

Na samym początku byłem rozczarowany, rozczarowany pomimo iż lubię bernardowskie schmaltzlery, podoba się mi charakterystyczna dla nich "wędzonka" i uwielbiam ciężki, tytoniowy aromat, który niesie za sobą złożoność, która w każdym produkcie braci Bernard przekłada się na inną nutę zapachową.
Dlaczego zatem pierwszym zażyciom towarzyszyło rozczarowanie?

Miałem spore oczekiwania wobec tej tabaki - rum i tytoń w wykonaniu Bernard Tabak? To musi być genialne! Liczne pozytywne opinie i recenzje tylko i wyłącznie utwierdzały mnie w tym przekonaniu.
Spotkanie z Klostermischung sprawiło że moje sny, o tej tabace pękły jak bańka, było mi najzwyczajniej w świecie przykro że tak srodze się zawiodłem.
Pierwszy niuch z tabakierki i... tak! Czuję to z czego produkty Bernarda są znane - aromat "wędzonki", a zatem nie mogło być źle - przynajmniej tak wtedy myślałem.
Anatomiczna tabakierka została hojnie wypełniona czarną, tłustą i raczej średnio zmieloną tabaką, zażyłem i zastanawiałem się czy aby na pewno zażyłem "Klasztorną Mieszankę" czy też jakiś modernistyczny produkt, o aromacie kiełbasy!
Owszem, zdawałem sobie sprawę że żadnej wędliny w tej tabace nie ma, a za ów charakterystyczny aromat odpowiada sposób fermentacji tytoniu (należy dodać że tytoń ten jest najwyższej klasy), ale pewna niechęć i rozczarowanie pozostały; nie znaczy to jednak że odstawiłem tabakę w kąt, wręcz przeciwnie! Podejrzewałem że podobne, nieprzyjemne doświadczenia mogą wypływać z faktu że ostatnimi czasy nie zażywałem żadnych schmaltzler'ów - w moim przypadku teoria ta była "nieco" naciągana jednakże kto jak kto, ale Ambroży Kleks nigdy się nie poddaje, a i żadna kiełbasa nie jest mu straszna - w ten właśnie sposób omawiana tabaka na stałe zagościła w mej codziennej "diecie". Uwierzcie mi było to ze wszech miar słuszne posunięcie.
Szybko odkryłem całe piękno jakie Klostermischung ma do zaoferowania i po prostu nie rozumiem jak mogłem być rozczarowany tą tabakę. Kto wie? Może mnich z tabakierki zrobił mi psikusa? Całkiem to możliwe albowiem ten właśnie uśmiecha się do mnie szelmowsko.

Wspomniałem, o "całym pięknie" jakie ta tabaka niesie ze sobą, pozwólcie że opowiem Wam, o tym.
Piękny w tej tabace jest jej aromat, jego złożoność gdyż nie jest to tabaka ani stricte rumowa ani tytoniowo - rumowa, o nie! Próba zamknięcia tego aromatu w dwóch słowach (przynajmniej innych niż banalne "tabaczna perfekcja") byłaby wprowadzeniem w błąd, wręcz lekceważeniem tego wspaniałego produktu.
Na pierwszy plan wysuwa się szlachetny, uwędzony tytoń. Tytoń, który upaja nasze zmysły.
Nie jest to lekki aromat, ale myślę że wiele zależy od indywidualnych gustów albowiem samemu należę do tych osób, którym owa ciężkość nie przeszkadza i po "Mnicha" sięgam nie tylko chętnie, ale i często.
Tytoń ten skrywa jeszcze kilka niespodzianek - schmaltzler'owa słodycz, rum (dla mnie nie jest on oczywisty, ale odnalezienie go jest niezwykle satysfakcjonujące), śliwka i kawa.
Niektórzy podobno odnajdują również czekoladę, dla innych z kolei rum jest łatwo wyczuwalny. Podobne różnice w indywidualnym odbiorze tabaki świadczą tylko i wyłącznie na jej korzyść - dowodzą że mamy do czynienia z produktem złożonym i zachęcającym do samodzielnej eksploracji, a nie kolejną nudną i powtarzalną tabaką, o której szybko zapomnimy.

Starożytni Grecy zwykli wierzyć jakoby piękna powłoka skrywała piękną duszę i gdyby przełożyć to na tabaczne realia to w tym wypadku mieliby absolutną rację.
Każdy kto miał do czynienia z innymi produktami braci Bernard bądź niepuszkowanymi wyrobami Samuela Gawith'a z pewnością dobrze kojarzy solidną, plastykową tabakierę na boczny suwak - w tym wypadku jest ona czarna, a etykietka jaka na niej widnieje jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych w tabacznym świecie.
Wspomniana etykieta jest równo przyklejona, widnieje na niej bardzo sympatyczny jegomość, a mianowicie Mnich brązowym habicie; co ciekawe miast oddawać się modlitwie czy duchowym czytaniom ów świętobliwy mąż raczy się właśnie tabaką!
Mnich uśmiecha się do mnie - czasami interpretuję ów uśmiech jako szelmowski, a czasami jako serdeczny i wyrażający radość życia, zdający się zachęcać mnie do degustacji "klasztornego specjału" czego zresztą nigdy nie odmawiam.

Wasze zdrowie!

+ tytoń+ aromat skrywający kilka niespodzianek+ tradycyjność produktu+ solidna i ładna tabakierka+ rewelacja+ ile razy można napisać na wiele sposobów że dana tabaka jest najzwyczajniej w świecie pyszna? - minus za "trudny start" jaki miałem z Klostermischung'iem, a którym to minusem proszę się nie zrażać.
4,4

Niegrzeczny mniszek.

Tak to już jest, że człowiek najbardziej docenia rzeczy nie praktyczne i w zasadzie jest to dość zrozumiałe. Przecież nikt nie zaprzeczy temu iż, dajmy na to, Fiatowska Panda* jest ekonomiczniejsza, ładowniejsza, opłacalniejsza, i pod tuzinem innych względów lepszym wyborem niż Ferrari Enzo*, to właśnie ten samochód doceniamy i kochamy. Wiem, wiem... takie porównanie właściwie nie ma sensu, między tymi samochodami jest gigantyczna przepaść cenowa, zostały zaprojektowane do innych celów i właśnie w ramach innych celów są nabywane, więc ktoś mnie za to skrytykuje (i po części będzie miał w tym swoją rację), ale daje nam to pewien obraz na, wspomniane wcześniej, umiłowanie człowieka do rzeczy niepraktycznych i niepozbawionych wad. Dla ogromnej części ludzkości ów Ferrari jest niezaprzeczalnie pięknym dziełem człowieczej ręki, ale piękno to jest okupione morzem wad, które choć są często niebywale frustrujące, zostają przyjmowane jako cena tego majestatu i to właśnie one sprawiają, że samochód jest tak wyjątkowy i pożądany.

Tutaj pojawia się nasz mniszek- ciężki i trudny w odbiorze schmalzler o lekkim zmieleniu i dużej wilgotności.
Za co go tak lubię ? Jeśliby się poważniej zastanowić jest wiele bardzo fajnie "smakujących" tabak, które zażywa się zwyczajnie przyjemnie, bardzo je lubię i "korzystam z ich usług" codziennie, to nieszczęsny wyrób braci Bernard'ów plasuje się w osobistym rankingu dużo wyżej. Paradoksalnie to właśnie wady czynią tę tabaczkę wyjątkową- dający się we znaki ciężar tytoniu, piekący spływ i podrażniony nos sprawiają, że nie sięgam po nią codziennie, jest więc dla mnie pewnego rodzaju rarytasem używanym tylko w razie specjalnej ochoty, a tym sposobem największy atut Klostermischung'a, jego smak, jest najlepiej wykorzystywany- ciężko się nim "przejeść", nie zrobi się nudny nawet po długim okresie użytkowania. A jaki jest ten smak ? Typowa dla tych wyrobów wędzonka, świetna wędzonka, grająca tutaj pierwsze skrzypce, z całą pewnością wyłania się też rum(połączenie dość mdławe, ale przyjemne), co dalej? Dalej, to już hulaj dusza- co jakiś czas czuję co innego. Często zdaje się, że pojawia się również lekka goryczka, co jeszcze bardziej podbija wcześniej poznaną słodycz. Ostatnio lekka woń przy wydmuchiwaniu skojarzyła mi się z Underberg'iem, choć było to nieco przelotne, a że dawno się nim nie raczyłem, może okazać się skojarzeniem bardzo mylnym. Zdecydowanie dla lubujących się w słodkich tabakach.

Co do opakowania- zwykłe pospolite pudełko(typowe dla Bernard'sów), rewelacji nie ma ale też nie ma do czego się przyczepić, dawkuję się łatwo, wygląda przyzwoicie,a i kieszeń czysta :)
O ile pudełeczko raczej bez jakichś ekscesów to etykietka bardzo na plus. Estetyczna, klasyczna, ale i z bardzo fajnym akcentem niegrzecznego mniszka.

Pojawiają się sugestie, że nie jest to tabaka dla początkujących, ale według mnie jest wprost przeciwnie. To prawda, że nie jest ona codzienna/praktyczna, ale ma to swój urok. Nie ma co przyzwyczajać się do łagodnych tabak, trzeba próbować wszystkiego na początku, by nie wyrobić sobie sztucznych upodobań- wiele tabaczarzy skreśla na przedbiegach schmalzlery tylko dlatego, że przez długi czas brali tylko łagodniejsze tabaki.

Polecam spróbować z Grado Caffe, bardzo ciekawe i smaczne połączenie.

Tabaka kusi, mam tylko nadzieję, że to nie przez wizerunek mnicha, bo to by znaczyło, że coś jest ze mną nie tak(:D), w każdym razie, to na pewno on namówił mnie do kupna.

*Modele i marki zostały podane jako przykłady, wybrane zostały losowo, nie jestem fanem żadnej z tych marek, nie reklamuje i nie zachęcam do kupna.

Dodaj swoją recenzję

Recenzje mogą dodawać zalogowani użytkownicy.