- Jam jest król wasz i takim zostanę, przeto skłon mi przyznawać należy zasłużony jako z łaski bożej, przez papieża nadany, tytuł zyskałem Tabaki Królewskiej. Me imię po wszystkich landach znane być winno Konigsprise, król tabaki.
Tłum wiwatem, skłonami, najdostojniejszymi gestami króla swego witał. Zgromadziwszy się w wielkiej sali do stołów wszyscy tłumnie zasiedli i tam raczyć się zaczęli na królewskiej uczcie. Był tym lord Gawith, doktor dworu pana Rumney, ale i książęta bawarscy ze Schmalzlerbergu. Król ze swymi braćmi i kochaną Santa Cateriną do tronów podeszli i dając znak zgromadzonym ucztę raczyć zaczęli.
Cóż to za uczta drodzy moi była. Król chcą podzielić się z resztą kawałkiem swojego umiłowania, jako danie główne zaproponował potrawę zwaną daniem władcy, który miał odzwierciedlać prawdziwie królewski aromat. Zdjął z się błękitną swą pelerynę i nakazał kucharzowi i kuchcikom rozpocząć podawanie przysmaku.
A ludziom potrawa smakować smakowała. Jedni z przekąsem, wąsy swoje na plecy zarzuciwszy, łyżkę po łyżce coraz śmielej brali, drudzy z apetytem chętnie do miski sięgali, trzeci tylko patrzeć mogli, bo nie z rodu królewskiego byli, by rzecz taką ich usta mogły przywdziać.
- Przepraszam Najjaśniejszy Panie - odezwał się głos jednego hrabiego - ale czy królewska potrawa nie powinna być bardziej znamienita? Jakaś taka troszkę przygrubawa, mocnym tytoniem zalatuje, mentolem i kamforą. Nie śmiem wątpić w królewską krew, Pana Najjaśniejszego, ale czy potrawa ta z większą klasą być zdobiona być winna?
Król wstał z tronu, zerknął na hrabiego, na tłum i znów na hrabiego. Z powrotem odział swój błękitnokrwisty płaszcz i mowę swą zaczął.
- Jam jest Konigsprise, syn króla bawarskiego, o którym świat zapomniał dawno Königsprise Traditions-Schmalzler i dziewki nieznanej światu. Jam jest Tabaka Królewska, ale rodu półkrwistego, półschmalzlerowego. Smaku ojca nie przywdział żem żadnego, jednak jam jest król. Mocnym mam charakter i jakże, a potrawa mój charakter odzwierciedla. Mocnym jest jak ten tytoniowy smaczek, lecz potrafię łagodzić bóle i ocieplać atmosferę jako kamfora, i orzeźwiać dobrze po walce zbrojnej z najgorszym nieprzyjacielem, tako jak mentol. I Tyś mi mówi, żem królewskiej nie ma duchy?
Tłum wykrzyczał "niech żyje król", z głów ich wszelkiej maści kapelusze w górę poleciały. Jako i mój z głowy uniósł się w powietrze, co ja Wam, nisko uniżony skryba przekazać należał.