Malinka [zrobiona kombinerkami :)]
Tabaki Poschla. Sporo z nas od nich zaczynała... i szybko odkrywała, że to troszkę jak podjarka Johny Walkerem z czerwoną kartką, czy zapachem Old Spice ("siedzę na koniu"... mać...). Czyli - produkty może i niezłe ale niepowalające i że tak powiem strywializowane do cna. Z drugiej strony Polsch też na takie pewne lekceważące podejście uczciwie zapracował, szprycując swe produkty chemią i nasączając mentolem do granic możliwości. Gdy więc na forum odtrąbiono, że to, co najlepsze ukrywa przed nami i że tym razem stworzył tabakę zupełnie do polschowych standardów niepodobną, nie mogłem nie sprawdzić "jak się sprawy mają".
Za tabakami pakowanymi w saszetki nie przepadam, więc szybko przesypałem ją do tabakierki (po Ozonie Cherry zresztą, z której na szczęście już od dawna wywietrzały resztki aromatu). Lekko nie poszło, bo tabaka jest mocno wilgotna i drobno zmielona, więc stawiała grudkowy opór, no ale 'nie będzie Niemiec pluł nam w twarz i tabaki swej przesypać nie pozwolił'. W trakcie owego zabiegu wyczułem mocną i słodkawą woń malin, albo może raczej syropu malinowego. Czyli dość tradycyjnie - zapach jest przeszarżowany i nie za wiele mający z naturą - pomyślałem.
Nasypałem, powąchałem - nic nowego, czego bym z innych polszów nie znam, tu nie znalazłem. Niuchnąłem. Sporo mentolu ale bez przesady. Nad tym sporo maliny ale też bez przesady. Nie było - czego się obawiałem - aromatu tego syropu. Zapach malin jest mocny ale na szczęście daleki od toksycznie wręcz chemicznej Cherry i mniej intensywny niż "jagodziankowa" Alpina. Mentol dominuje, ale nie rozwala zatok, maliny grają drugie skrzypce ale nie sa przytłoczone "falą świeżości".
No i to zasadniczo wszystko. Brakło mi tu jakiegoś finiszera, np. odrobiny limonki, która złamałaby słodycz malin jakimś krótkim, dobitnym akordem. O aromacie tytoniu nie ma co mówić - dla mnie jest niewyczuwalny.
Pozostało we mnie jakieś uczucie niespełnienia... tej kropki nad i.
Podsumowując - złośliwie nieco mogę powiedzieć, że być najlepszą tabaką Poschla to trochę jak być najlepszym hokeistą w Kenii albo mistrzem Polski w piłce nożnej - jest tytuł, ale w konfrontacji z choćby europejskim średniakiem nie wychodzi się z tarczą - raczej z poobijanym ego. :)
Tabaka sama w sobie zła nie jest, ale to chyba nie wystarcza by się nią zachwycać. Tym niemniej jesli ktoś gustuje w produktach Poschla, to na pewno mu się sposoba - bo na pewno jest subtelniejsza i zgrabniej zakomponowana niż to, co można "od ręki" dostać w trafikach, a sygnowane logiem Poschla.
Czy żałuję zakupu? Nie.
W sumie niezła na początek dnia. Jak płatki śniadaniowe z mlekiem. Ale na obiad chcę coś więcej.
