Pamiętam jak dziś moje pierwsze zetknięcie z latakią. Było to pewnego lata, w maleńkiej kawalerce na warszawskiej Pradze, na ulicy Jagiellońskiej, niedaleko… słynnej praskiej meliny. Kilkanaście metrów kwadratowych kompletnie zadymione ostrym, zawiesistym i gryzącym oparem, z buchającego, z komina włoskiej fajeczki Capitello, tytoniu Squadron Leader Samuela Gawitha. Może nie była to miłość od pierwszego wejrzenia, lecz w niedługi czas potem, ku rozpaczy mojej lepszej połowy, ów kultowy „Samolocik” stał się moim ulubionym tytoniem. Tak, smród palonej latakii albo się kocha, albo nienawidzi – osoby postronne, zazwyczaj wybierają tę drugą opcję; wariantów pośrednich – brak.
O historii tego niezwykłego tytoniu napisano wiele, możecie sobie poczytać informacje w Wikipedii1), albo sięgnąć do recenzji Nitzo „Bliskowschodnie ognisko” (Paul Gotard Latakia)2) lub do znakomitych artykułów jalensa na portalu Fajka.net3). Nie będę zatem przynudzał i ograniczę się do kilku najważniejszych faktów. Nazwę swoją ów tytoń zawdzięcza syryjskiemu, portowemu miastu nad Morzem Śródziemnym, gdzie był pierwotnie produkowany i sprzedawany do Europy – Latakii. W 2004 roku nastąpił sądny dzień dla miłośników syryjskiej latakii, w ogromnym pożarze magazynów portowych spłonęły nieomal całe światowe zapasy tego znakomitego tytoniu. W następstwie tego wydarzenia wiele uznanych fajkowych blendów bezpowrotnie zniknęło z rynku, a Cypr stał się głównym ośrodkiem światowej produkcji tego tytoniu. Współcześnie, wyróżniamy dwie odmiany latakii: z Syrii i z Cypru (a dokładniej: z jego tureckiej części). Oba gatunki różnią się smakiem, barwą, mocą i charakterem, co wynika z różnego procesu produkcji. „Ogromna rzesza fajczarzy uważa, iż latakia z Syrii jest lepsza, naturalniejsza od równie popularnej La z Cypru, ale nie zajeżdża dymem z pasterskiego obozowiska. Producentów z tej śródziemnomorskiej wyspy pomawia się bowiem o dodawanie do gotowego wyrobu suszonych daktyli, suszu z innych owoców, a nawet wywarów owocowych, cukru, miodu i wonnych trocin, zaś latakia syryjska ma mieć te wszystkie aromaty i smaki sama z siebie i uzyskiwać je w owianym tajemnicą procesie wędzenia w dębowym dymie.”4) Oczywiście, nieprawdą jest jakoby liście latakii wędzono w oparach palonych wielbłądzich odchodów. To mit. Może i bywało tak w odległych wiekach, lecz współcześnie Arabowie wędzą tytoniowe liście nad paleniskami, skonstruowanymi z dębowych szczap i pustynnych krzewów. Dodam jeszcze, że La jest tytoniem dość drogim i z tego powodu rzadko spotykanym w tabakach. Producenci tytoniowego proszku za worek latakii płacą cenę około dziesięciokrotnie wyższą, niż na identyczną porcję wirginii lub burleya.
Na szczęście, istnieją producenci, dla których agresywny zysk nie jest najważniejszym na świecie kryterium biznesowym. O wiele istotniejsze są pasja, miłość do tytoniu i zachowanie starych, wiekowych receptur. Są na tym świecie tylko dwie firmy tytoniowe, których właściciele uważają unowocześnienie procesu produkcji za rzecz niegodną i wpływającą destrukcyjnie na smak wytwarzanych tytoni i tabak. W owych firmach biją serca wiekowych maszyn, w ustalonym od stuleci rytmie produkując dokładnie to samo, z czym do czynienia mieli nasi pradziadowie – te same smaki, zapachy i nigdy niezmienna receptura. Podejście, we współczesnych czasach, nieomal szalone, samobójcze. A jednak firmy mają się nieźle i przynoszą spore zyski. Dlaczego? Bo tabaczarze i fajczarze to również specyficzny rodzaj człowieka. A jaki? Sami wiecie najlepiej. Firmy owe, to oczywiście Samuel Gawith oraz Molens de Kralingse.
Proszek, holenderskiej firmy Molens de Kralingse, zamknięty w brzydkiej, aczkolwiek bardzo poręcznej i funkcjonalnej, plastikowej tabakierze, jest czarny, mielony drobno, lecz nie na pył, raczej suchy, choć zbija się w duże grudy, wyjątkowo smaczny, ale bardzo skomplikowany i trudny w odbiorze. (Właśnie teraz, pisząc to zdanie, zdałem sobie sprawę, jak bardzo ambiwalentna, niejednoznaczna to tabaka, wymyka się prostym kategoryzacjom, czarno-białym schematom, szufladkowaniu, zawsze jest jakieś „tak, ale…”.) Surowy, cygarowy smak, zadowoli nawet najbardziej wyrafinowane gusta. Odnajdziemy w nim szereg, przeplatających się odcieni: aromaty skóry, ziemi, chleba, czarnej kawy, włoskich orzechów, żywicy, palonego drewna, a nawet… wędzonego boczku, błota oraz zwierzęcego potu. Latakia Ao 1860 zachwyca i zniewala, uwodzi tajemniczym blaskiem i bogactwem doznań. Jest w niej to „coś”, co mają także kaszubskie specjały „Od Mistrza” – tradycja i naturalność. Mam wrażenie, że jest to tabaka nie dla wszystkich, że trzeba do niej dojrzeć, dorosnąć; trzeba, jak to się mówi, „swoje przeżyć, by zrozumieć”.
--------------------
1) http://en.wikipedia.org/wiki/Latakia_%28tobacco%29
2) http://www.top25snuff.com/pl/component/content/article/35-tabaki/paul-gotard-snuff/1038-latakia.html
3) (link usunięty)
4) (link usunięty)