Wiele gatunków tabak, które uszczęśliwiały nosy naszych przodków, już dawno zostały zapomniane. Różne są tego przyczyny - nieopłacalna, czasochłonna produkcja, zagubiony przepis czy znowu przekształcenie się gustów konsumentów. Można śmiało powiedzieć, że takich tabak jak kiedyś już się nie robi, bo kto w dzisiejszych czasach słyszał o takich produktach jak "Welsh", "Petergsburska", "St. Omer" i wielu, wielu innych, których sława rozchodziła się po wielu zakątkach świata.
Na szczęście jest firma De Kralingse, która współczesnych konsumentów tabaki zabiera w podróż historyczną - do czasów, w których nie przyszło nam żyć. Ta holenderska firma bowiem specjalizuje się w wytwarzaniu zapomnianych już tabak wg. bardzo starych, ale co warte zaznaczenia oryginalnych przepisów, dając w ten sposób wszystkim miłośnikom tabaki możliwość poznania zapachów przeszłości.
Kolejny "nowym", wypuszczonym na rynek 15 stycznia 2010 r., produktem De Kralingse jest tabaka o przyjemnej dla bicia serca nazwie - "Bon Bon". Jest to XIX w. tabaka przygotowywana z sfermentowanych liści Virginii. Jak to ładnie mówią stare księgi o tym proszku, była to "hiszpańska tabaka dla kobiet", lub "tabaka także dla kobiet". Rzeczywiście jest w niej coś z tej kobiecości, szczególnie jej aromat. Jednak co mnie najbardziej zafascynowało w "Bon Bonie" to to, że w pewnym stopniu przypomina mi coś co bardzo wiąże się z Polską.
Jak inne produkty od Holendrów, "Bon Bon" jest zapakowany w plastikowe pudełko, które swoim kształtem kojarzy się wielu osobom z koszem na śmieci. Nie jest to opakowanie, które można nazwać boskim. Jednakże przy produktach tabacznych opakowanie nie jest wielce istotnym elementem i zapewne wiedzą to dobrze ludzie z De Kralingse. Najważniejsze zawsze jest to co kryje pudełko.
Zawartość może niejednego wzruszyć i po pierwszym powąchaniu serce samo nam podpowie, że w środku jest "Bon Bon" - czule nazywany przeze mnie "biciem serca". Od razu po otwarciu można poczuć przyjemny dla nosa słodki zapaszek. Spowodowane to jest użyciem przy produkcji tej tabaki kilku olejków eterycznych, bursztynu, wanilii, tonki i wielu innych, których nie będę wymieniał, żeby nie zdradzać wszystkich składników.
Tabaka jak prawie wszystkie wywodzące się z XIX w. zachodniej Europy były przygotowywane tzw. metodą na karotę. Tak też i Bon Bon, zanim został wypuszczony na rynek, musiał przejść ten proces - który jak wspomniałem na początku w dzisiejszych czasach uznawany jest za zbyt czasochłonny, żeby jakakolwiek firma chciała go używać. Tabaki robione w ten sposób były (a raczej są nadal dzięki De Kralingse) w swój sposób wilgotne. Nie jest to taka wilgoć jak przy tabakach Poschla, którą się osiąga dzięki mentolowi. Taki rodzaj wilgotności osiągały tabaki robione właśnie metodą "karotkową".
Myślę, że po tym przydługim wstępie mogę w końcu napisać te 3-4 linijki, moich własnych odczuć na temat tej tabaki. Choć samo rozpisanie się jest spowodowane tym, że "Bon Bon" naprawdę mnie urzekł swoją klasą i dobrocią dla nosa, więc jedyne co mogę teraz zrobić to napisać dlaczego, jak to napisałem wcześniej, ten produkt kojarzy mi z Polską. odpowiedź mogłem już podać rozprawiając o składzie, ale jednak liczę na to, że wielu z Was zainteresowało się tym co napisałem powyżej - no i efektem tego jest to, że to zdanie w tej chwili czytacie.
Sprawa bowiem jest prosta. "Bon Bon" przypomina mi swoim aromatem...chwila na werble...piernik toruński. Choć wątpię, żeby pierwotny twórca tej tabaki był w Toruniu, czy myślał o Polsce, kiedy ją tworzył to niewątpliwie musiał dostać pod swoje drzwi dawno dawno temu paczuszkę z wyśmienitymi piernikami "aus Thorn".
Dlatego też uważam, że "Bon Bon" powinien zaskarbić sobie serca bicie wielu smakoszy tabaki z Polski. Bowiem niedaleko pada piernik od Torunia, a Holender od "Bon Bona".
*Na koniec uwaga ogólna. Już wiem dlaczego tak często o chusteczkach do nosa pisali różni autorzy książek o tabace. Zmielenie XIX w. tabak jednak wymaga posiadanie jej przy sobie.
**Uwaga nr2. Nazwa tabaki prawdopodobnie pochodzi z języka francuskiego i oznacza po prostu "Dobra Dobra". Chociaż kto to tam wie.
Edit po latach: Napisałem wcześniej, że to tabaka karotowa. Prawda jest natomiast taka, że jest to wyrób, w który przechodzi inny proces - a mianowicie dochodzi do fermentacji tytoniu Virginia. Ciężko było mi napisać nową recenzję, więc drobny edit będzie jak znalazł.