Tytoniowa tabliczka czekolady
Przez kilka dni zastanawiałem się na którego konia ze stajni Molens de Kralingse postawić. Na objawienie roku 2010 Bon Bon a może Choco? Lubię czekoladę, szczególnie gorzką i chyba to postawiło kropkę nad "i".
Opakowanie jakie jest, każdy widzi. Tandetne, bazarowe (zwał jak zwał) i zdecydowanie przerośnięte w stosunku do zawartości. Nie można jednak odmówić mu funkcjonalności, widzimy ile mamy jeszcze tabaki na stanie, a samo dozowanie to czysta przyjemność. Czwórka z minusem.
Zmielenie tytoniu jest takie jak lubię, średnie a tabaka raczej sucha. Lubi spłynąć do gardła, ale nie jest to paskudny spływ w stylu taniego tytoniu, ponieważ nie mamy tutaj z takim do czynienia. Uwaga, poziom zawartości nikotyny wysoki, mocny kop zapewniony już po standardowej, uczciwej szczypcie, nie radzę podchodzić do tematu z rurkami i innymi popapranymi wynalazkami.
Aromat mnie zawiódł, choć nie do końca. Owszem jest wyraźnie czekoladowy, ale nie taki przepyszny jak w Doppelaroma. Na pierwszym planie jest tytoń i to podkreślam dobrej jakości tytoń. Momentami przebija się przez niego kakao i obejmuje chwilowe przywództwo w walce zapachów. Ostatecznie po kilku minutach zostajemy z aromatem tytoniu. Trójka z plusem.
TOP25