Potrzeba wiele słów, żeby ten proszek tytoniowy i jego charakter oddać w 100%, ale niestety nie byłem w stanie przeczytać całego słownika języka polskiego (jestem na razie gdzieś na s) i przez to będę musiał się mocno napocić. Może chociaż jakbym miał słownik języka hinduskiego byłoby dużo łatwiej. Tak chociaż bym mógł poczuć klimat Indii w drobnym stopniu.
Manjul przybył do mnie wraz z siedmioma innymi tabakami w lnianej paczce. Mógłbym się zająć opisaniem paczki, ale po co, nie o tym recenzja. Mogę powiedzieć tyle, że jest tak piękna, że zawisła na mojej ścianie tuż nad łóżkiem wprawiając moją tabaczaną duszę w wielką radość.
Ale wracając do sprawy Manjul'a to kompletnie nie wiem od czego zacząć. Ze strony producenta dowiedzieć się można, że tabaka występuje w dwóch opakowaniach - 5g (saszetka) oraz 50g (puszka). Ja w swojej kolekcji mam właśnie 5g, dzięki uprzejmości pana Paraga i pani Namraty, i bardzo się z tego cieszę. Kolor saszetki jest bardzo jasny od pomarańczowego po bardzo jasną żółć. No i możemy podzielić ją na "awers" i "rewers". Z przodu mamy nazwę tabaki napisaną w języku hinduskim. W życiu nie domyśliłbym się jakaż to nazwa z tych znaczków. Jest jedna rzecz, która dała mi sporo do myślenia przez długi okres czasu, a mianowicie kwiaty znajdujące się na dole. Nie jestem botanikiem, ale zdaję mi się, że są to goździki (po lekturze strony producenta) i przez to wywnioskować można, że tabaka jest perfumowana (co wcale prawdą nie jest, ale o tym później). Co do "rewersu" to mamy już nazwę tabaki "in English", czyli Manjul Snuff Powder oraz mały dodatek - rozpisana nazwa w różnych językach (prawdopodobnie arabskich). Jest jedna rzecz, która te dwie strony łączy ze sobą, a jest nią mały napis na samej górze - "Strong & Delicious" (mocny i przepyszny).
Z tymi ostatnimi słowami w mej głowie otworzyłem saszetkę, by ujrzeć jedną z najbardziej zmielonych i najjaśniejszych tabak świata co świadczyć mogło tylko jedno - moc!, ale oprócz tego intensywny zapach mięty, którego w ogóle się tam nie spodziewałem. Tak intensywny aromat i tak przepyszny!, że po prostu zakochałem się w tej tabace od pierwszego wejrzenia w głąb opakowania. Manjul, Manjul, Manjul, czyli tłumacząc na język polski, urocza, urocza, urocza! Tylko to miałem w głowie.
Niepohamowana żądza kazała mi skosztować tego produktu. Jakieś uczucie płynące z niej powiedziało mi "kochaj mnie". Skosztowałem i poczułem. Poczułem to co można by nazwać "miłością od pierwszego wejrzenia". Idziesz sobie korytarzem niczego nieświadomy i nagle spoglądać w oczy jakiejś dziewczynie i cię trafia jakiś silny strzał. Silna moc uczucia przepełnia cię i nie wiesz co się stało. Po prostu czujesz coś słodkiego w swojej głębi. To takie porównanie - możecie się ze mną zgodzić lub nie. Postaram się wyjaśnić dlaczego właśnie taki przykład na zasadzie działania tej tabaki. Na początku silne uderzenie. Z ogromną mocną proszek, a mówiąc dokładniej pył przechodzi przez wasz nos. Siła tak wielka, że nie jestem w stanie jej nawet opisać. Później jest tylko mięta z jakąś domieszką goździków. Niesamowita słodycz, niespotykana nigdzie indziej jak tylko w uczuciu zakochania się. Zapach utrzymuję się dość długo i wiemy, że to jest właśnie to! I gubimy się w tym. I nie wiemy co zrobić. Tylko czujemy, czujemy i czujemy! coś najwspanialszego na świecie.
Producent postarał się przelewając coś tak niezwykłego w tabakę, Zrobił rzecz niesamowitą za co mu cześć i chwała.
Czujący "miętę" - Filek