Mentolowocowość !
No! Nie przepadam za owocówkami, ale takie rzeczy, to ja chętnie!
Ktoś napisał, że po otwarciu czuć tę tabakę proszkiem do prania. Faktyczie, jest w tym sporo prawdy, ale dłuższe obcowanie z WoS'ami nauczyło mnie, ze niemal wszystkie ich produkty potrzebują krótszego lub dłuższego leżakowania. W przypadku Maliny był to, o ile dobrze pamiętam, prawie miesiąc nieruszalności... I powiem jedno- warto było czekać :)
Owoc i tak nie pachnie stuprocentową naturą, ale nie oszukujmy się: nie jest to produkt malinowy, a rzecz 'o aromacie maliny'. I aromat ten wyraźnie czuć, jeśli pozwolimy trochę przygasnąć POTĘŻNEMU mentolowi.
No właśnie, mentol.
Na opakowaniu powinno być wyraźnie zaznaczone, że jest to wyrób mentolowocowy, bo polarny kick niejednemu chojrakowi wyciśnie z oka łzę albo i cały ich potok. Właściwie, trudno tu nawet mówić o 'dodatku' mentolu, bo zanim tabaka podwietrzeje chłodzisko gra tutaj pierwsze, drugie, trzecie i czwarte skrzypce. Później jednak, gdy aromaty nieco się zbalansują, mentolowa baza czyni z WoS'a Raspberry świetną tabakę codzienną, na każdą porę roku.
Podsumowując- Raspberry nie jest jakimś tam kupażowym cudem. Jest tu tylko smaczna malina i mocno, mocno mentolowe tło. Mimo wszystko, ta prosta całość potrafi ucieszyć na tyle, by zostać stałym daniem w jadłospisie niejednego tabacznika.
