Tabaka po byku!
W dzisiejszym odcinku odkryjemy kolejny aromat rodem z Geisenhausen w Bawarii, i to aromat nie byle jaki, bowiem mowa tutaj o tabace Red Bull Aromatic. Kiedy doszła do mnie przesyłka z tabakami i kiedy z paczuszki wyjąłem 3 saszetki od Pöschla (Red Bull Aromatic, Pöschl's Spearmint i Jubilaums Prise), już sama ich szata graficzna uradowała moje oczy. Następnie zacząłem zacierać ręce z wielkim apetytem, miałem ochotę zażyć je wszystkie naraz, niecierpliwy, jak dziecko pakujące całą rękę w urodzinowy tort. Opamiętałem się jednak i z należytą precyzją zacząłem przesypywać specyfiki do pustych plastikowych tabakierek. Już wtedy wiedziałem, że szykuje się tabaczana uczta. Trzy różne aromaty dobiegały do moich nozdrzy: przepyszna mięta, malinowa słodycz i... no właśnie, o tym za chwilę.
Klasyczny Red Bull, jedna z najpopularniejszych tabak w Polsce, ma tyle samo zwolenników, co przeciwników. A jak się sprawa ma z tabaką RB Aromatic? Z pewnością nie jest ona tak popularna jak starszy brat. Mam tylko nadzieję, że sytuacja zmieni się z biegiem czasu, bo mamy tutaj do czynienia z produktem zgoła innym, o nietuzinkowym aromacie, który nijak ma się do tego z Red Bulla Strong Snuff. Dlaczego zatem Poschl zdecydował się na wypuszczenie produktów o tej samej nazwie i z podobną szatą graficzną, a jednocześnie o zupełnie różnych aromatach? Tego nie rozumiem, bo Red Bull Aromatic aż prosi się o własną, indywidualną nazwę. Jest to jednak rzecz mało istotna w świetle aromatu, który zachwyci niejednego. Nie mam zamiaru tutaj bawić się w porównania, tym bardziej, że mamy do czynienia z drastycznymi różnicami.
Przejdźmy zatem do sedna, aromatu Czerwonego Byka zamkniętego w 10-gramowej saszetce. Oj zaskoczyli mnie tutaj producenci, serwując tabakę niepowtarzalną, niezwykle złożoną i intrygującą. A teraz pozwólcie, że zażyję szczyptę... Mamy tutaj do czynienia z typowo pöschlowską konsystencją, która mi akurat odpowiada. Tabaka zatrzymuje się w nozdrzach, otulając je aromatem, którego na próżno szukać w innych produktach. Tradycyjny dla większości wyrobów Pöschla mentol otwiera nam kurtynę, za którą kryją się przepiękne nuty zapachowe. Anyż wspólnie z goździkiem tworzą niespotykaną dotąd mieszankę. Dwa zgoła różne aromaty połączyły się w jeden, który potrafi zachwycić. Słodko-gorzka nuta przewodnia i nienachalny mentol, który tym razem uwydatnia jeszcze bardziej wspomniane aromaty, zaiste przepiękna kompozycja. Ale to nie koniec atrakcji. Producenci skrzętnie poukrywali dodatkowe smaczki, które już nie są tak intensywne, aczkolwiek stanowią świetny dodatek. Jednym z nich jest z pewnością delikatna mięta, którą raz po raz udaje mi się wychwycić. Innych zdefiniować nie potrafię, ale pewien jestem, że są, co jakiś czas dają o sobie znać, by po chwili ulecieć, wymknąć się interpretacji i pozostać anonimowymi. Istny kalejdoskop smakowy, a to wielka zaleta!
Wspomniana już saszetka mieści 10 g tabaki. Po otwarciu lepiej przesypać do jakiejś pustej tabakierki, ale chyba dla większości to nie jest problem. Kolorystyka przywodzi na myśl klasycznego Red Bulla. Tak naprawdę nic specjalnego, co mogłoby urzec, aczkolwiek wolę to niż bezgraniczny kicz. Jest zatem poprawnie.
Z jakim produktem mamy więc do czynienia? Ano z produktem solidnym i niezwykle przemyślanym. Jestem ciekaw, jak wypadnie on w konfrontacji z Red Bullem Strong Snuff wśród miłośników tegoż. Ja osobiście polecam z czystym sumieniem Red Bulla w saszetce, podobnie jak inne Pöschle pakowane w ten sposób (póki co na żadnym się nie zawiodłem). Aromatic to produkt wart spróbowania, wart dłuższego z nim obcowania. Spróbujcie, a może na stałe wpisze się w Wasze tabaczane menu.
