Róże, piękne i drapieżne kwiaty. Skuteczny oręż w walce z kobiecymi sercami. Potrafią urzec zapachem i kolorem, a zarazem zadać ból. Aromat tych kwiatów jest na tyle oryginalny i ujmujący, że liczni producenci zaczęli go używać do wszelkiej maści produktów, począwszy od perfum, balsamów i olejków, poprzez przeróżne kadzidełka, a na produktach spożywczych skończywszy. Wspomnianego aromatu nie mogło również zabraknąć w branży nam bliskiej. Producenci często sięgają po tą nutę, serwując nam przeróżne jej odmiany, w mieszankach, o różnej intensywności. Wymienić można chociażby takie tabaki, jak: Attar of Roses, Portos, RosaLi, Macuba, Princess, Kohinoor, Macouba, English Rose, aby zobaczyć, jak wielki wybór mają wielbiciele aromatów kwiatowych, a różanego w szczególności. Dziś chciałbym "zerwać" i opisać Wam ostatnią różę z wymienionych wyżej.
English Rose to specyfik ze stajni Gawith Hoggarth. Mamy tutaj do czynienia z angielską naturą ze wszech miar: angielska nazwa, angielski producent i takowy charakter tabaki. A zatem mamy przyjemność obcować z produktem bardzo drobno mielonym, wręcz sypkim. Utrudnia to aplikację na dłoń, ale odrobina delikatności i precyzji powinna rozwiązać problem. Kiedy pierwszy raz wysypałem kopczyk (zbyt duży) jasnobrązowego, drobno zmielonego pyłu na dłoń, wiedziałem, że czeka mnie, w pierwszej kolejności, solidne uszczypnięcie w nos. Długo czekać nie musiałem, bowiem zaraz po zażyciu poczułem, jak łzy napływają mi do oczu. Róża pokazała swoje kolce, a więc na początku poznajemy jej niebezpieczną naturę. Jednak zaraz potem dostajemy rekompensatę w postaci kojącego i pięknego zapachu. Aromat przygotowany przez producentów z Kendal jest dość naturalny, nienachalny, ale niestety krótkotrwały. Przypomina mi to historię, kiedy to kupiłem (byłej już) dziewczynie piękną różę. Pech chciał, że przyszło mi na nią czekać parę chwil, a wiał dość silny wiatr... więc zwiało prawie wszystkie płatki. Aromat uleciał z wiatrem, uczucie przeminęło z czasem:) Podobnie jest z English Rose. Aromat potrafi zachwycić zarówno swą nutą, jak i mocą - wszystko jednak trwa niezmiernie krótko. O bazie tytoniowej nie ma sensu się rozpisywać, bowiem specjaliści z Kendal zadbali o to, aby tytoń był pierwszej próby.
Nie mam pojęcia, jakiej angielskiej róży aromat przeniesiono na grunt tabaczany w tym przypadku. Benjamin Britten, Corvedale, Jubilee Celebration, a może jeszcze inna posłużyła za bazę aromatyczną tej tabaki. Florystą nie byłem i pewnie nigdy nie będę, ale zapach róży zdecydowanie trafia w mój gust. Tak więc nie powinien dziwić fakt, iż English Rose zasmakowała mi niemal od razu. Pięknie aromatyzowany, o silnej naturze, zamknięty w klasyczne, pozłacane pudełeczko specyfik potrafi wycisnąć łzę, a zarazem zachwycić aromatem - róża w całej swej majestatycznej okazałości.