Wolę tradycję
WoS to firma nierówna. W jej ofercie znajdują się tytoniowe cuda jak słynne Besty, fajne acz uśrednione smakówki i całkowite niewypały. WoS ma ofertę tak szeroką, że jakość niektórych produktów po prostu musi odstawać. Brunszwik był eskperymentem, kotem w worku, który uwagę mą przyciągnął piękną nazwą. Słabość mam do kwestii historycznych i starych miast. Tym razem moja słabość mnie zgubiła.
Uparty byłem, stojąc przed ladą jednego z lubelskich alkoholowych. Pani-subiekt była zdenerwowana, a ja przebierałem w puszeczkach WoSów. Właściciel dopiero co rozbudował sklep o bogaty dział tytoniowy, więc doprawdy było w czym przebierać. Pani była zniecierpliwiona - to którą pan chce? - pyta. Obok stoi moja narzeczona, również zniecierpliwiona. Nie miałem wyjścia, więc mówią - tą - i pokazuję na Brunszwika. Po czasie stwierdzam, że albo tabaka zakupiona w niemiłych okolicznościach nie smakuje, albo była to zapowiedź tragedii.
Po otworzeniu tabakierki od razu uderzył mnie silny zapach kwiatów. Nie był to jednak zapach łąki, lecz wody kwiatowej jakiej używają zamiast perfum panie starej daty. Zapach silny i mdły. Należy przyznać szczerze, że interesujący. Zaglądam do puszeczki. Sucha, ciemna, hebanowa wręcz tabaka o nieregularnym zmieleniu. Ciężko określić je jednoznacznie: trochę grysu, trochę mniejszych grudek i pył. Gdzieniegdzie widać jakieś białawe drobinki - podejrzewam, że to drobno zmielone płatki.
Po zażyciu w nosie czuć delikatne pieczenie i niemal jednoczesne uderzenie zapachu kwiatów nieokreślonych. Ale to jest tylko tło, z którego wyłania się motyw przewodni - coś lawendowego, coś - może delikatnie - cytrusowego. Form nieokreślonych używam celowo, gdyż wszystko, co oferuje ta tabaka jest nieokreślone i sztuczne. Aromatom daleko od naturalności. Są tak nachalne, że czerpanie przyjemności ze snuffu jest jeśli nie niemożliwe, to na pewno bardzo trudne. Zapach niestety utrzymuje się bardzo długo i to z wysoką intensywnością. Po krótkim czasie od zażycia rozbolała mnie głowa, na szczęście też na krótko. Jedynym pozytywnym aspektem tej tabaki jest przyjemne odświeżenie długo-długo po zażyciu. Można ją też włożyć sobie otwartą do szafy. Mole odstrasza bardzo skutecznie.
Oczekiwania były wielkie, a zawód wprost proporcjonalny do oczekiwań. WoSowski Brunszwik okazał się strzałem w stopę i bolączką współczesnego przemysłu - zróbmy kwiatowy aromat, bardziej kwiatowy niż prawdziwe kwiaty. Bardziej czekoladową czekoladę i bardziej brokułowe brokuły. Odcinam się od tego, wolę tradycję.
Tak po opisie to odniosłem wrażenie, że to jednak jest tradycyjna tabak choć Brunszwika nie próbowałem.
Tak jak czytam recenzję to wydaje mi się, że to coś podobnego do Kendal Brown od WoSa, albo Deana Swifta Black Watch. Ciemne SP z kwiatkami to raczej konserwatywny nurt tabak angielskich :).
Mój Brunszwik jest poprzez skorodowane wieczko nieco upośledzony, ale nie jestem do końca pewien pokrewieństwa z SP tej konkretnej tabaki. Co do konserwatyzmu - właśnie tego się spodziewałem - szlachetnego angielskiego ukwiecenia. Otrzymałem niestety takie tabaczane zielone jabłuszko z McDonalda.
Kendal niedługo mi przyjdzie, więc będę miał porównanie z jakąś inną kwiatówką. Póki co z czystym sercem mogę powtórzyć opinię mojej dziewczyny, że Brunszwik pachnie babcią i środkiem na mole ;)
Długo już obcujesz z tą tabaką? Nie wywietrzał?
Kupiłem miesiąc temu. Stał pewien czas otwarty. Wprawdzie po otwarciu wieczka zapach kwiatów nie wypełnia już całego pokoju, ale dla nosa nie robi to różnicy. Tak samo nieprzyjemny jak na początku.
TOP25