Niniejszy opis piszę ponieważ WoS Peach Melba nie cieszy się w naszym kraju popularnością, a jednak jest to jedna z lepszych tabak producenta z Sharrow (próbowałem około 25, posiadam około 18). Można powiedzieć, że jest to tabaka dość "reprezentatywna" jeśli chodzi o większość tabak angielskich, a zwłaszcza tabak WoSa.
Pierwszą rzeczą na jaką dany tabaczarz zwraca uwagę w trafice jest zapewne opakowanie. Nie ma tutaj nic odkrywczego, ani niezwykłego. Zwykła ponad 5 gramowa puszeczka w jaką pakowane są WoSy. Klimatyczna zielono-jasnożółta etykietka przedstawiająca oświeceniowego "sznupacza", nazwa firmy i aromatu. Etykietka ta jednak lubi się zdzierać, jeśli ktoś nosi taką puszeczkę w kieszeni to może mieć pewność, że jego etykieta "spierze się" i będzie zupełnie biała. Kolejnym minusem jest to ,że tabakierki WoSa są zbyt małe w stosunku do ilości tabaki, co powoduje ,że przy każdym otwarciu puszeczki tracimy nieco cennego pyłu.
Zmielenie drobne i wilgotność mała. Czyli taki trochę stereotypowy "anglik", w odniesieniu do tabak oczywiście. Kupka tabaki pachnie bardziej wosowskim tytoniem niźli brzoskwinią, a sam proszek nie jest raczej bogaty w nikotynę.
Cóż można powiedzieć o aromacie. Jest urzekająco naturalny, jednak nie jest zbyt trwały, tj. długoutrzymujący się w nosie. Jednak to również jest standardem dla tabak angielskich, więc nie ma sensu na to narzekać, wszak nie ma chyba dużo równie fajnych czynności jak zażycie kolejnej szczypty z wosowskiej puszeczki (oczywiście w tabaczarstwie :)). Krótkotrwały aromat nie jest jednak regułą w przypadku tej tabaki, gdyż czasem gdy zażywałem wypoczętym nosem aromat utrzymywał się długo, raz czy dwa razy Peach MElba zaskoczyła mnie aromatem trwającym kilka godzin. Co tu dużo mówić, aromat jest naturalny, brzoskwinia to brzoskwinia, a mamy tu do czynienia z okazem dojrzałym, można powiedzieć ,że już nieco "przejrzałym'. To taka obita brzoskwinka, która poleżała kila dni w cieple, więc całkiem smacznie, całkiem miło. Aromat nie przypomina zbytnio deseru o tej samej nazwie czy też takowego drinka, to czysta, soczysta i smaczna brzoskwinia, tylko tyle i aż tyle. Na szczęście nie przedobrzono i nie dodano tutaj więcej nut aromatycznych jak np. menthol, bo to zaburzyłoby delikatną równowagę w tej owocówce, zniszczyłoby smak. Tytoń także jest wyczuwalny, całkiem smaczny i również typowy dla WoSa, z czasem robi się coraz bardziej wyczuwalny, nieco pylisto-orzechowo-słodko-słodowy, kto zażywał kilka Wosów w których użyto takiego tytoniu, ten wie co mam na myśli. Można tu odnaleźć duże podobieństwo do CiTowskiej tabaki Monarch (równie smacznej) różnicę stanowi brak jednej słodkiej nuty, która jest obecna we wspomnianym przedstawicielu motylków.
Podsumowując całkiem smaczna angielska tabaka owocowa, co jest dość rzadkie, bo jak wynika z mojego doświadczenia angielskie owocówki lepiej omijać szerokim łukiem. Nie ma tutaj broń Boże chemiczności więc nie powinno być zbyt dużo osób zawiedzionych, nie ma jednak też dodatkowego akcentu, które stanowiłyby pazur w tej kompozycji. Ale w każdym razie produkt zacny i imho lepiej zacząć przygodę z WoSami od Peach Melby czy Best Darka niż Cherry Menthola czy Queens Extra Strong. Polecam.