Zastanawiające. Gawith Cola dawniej znany jako postrach polskich (a chyba i światowych) nosów; tabaka tak koszmarna, że niektórzy nawet zwali ją Gawith Death Snuff, bo aromat był ohydny. Cóż, ranking chyba mówi co innego, bo średnia między 3 a 4 plasowałaby Gawitha Colę jako wyrób niezły, a nie jak to się mawiało - denny.
Od kilku jednak lat tej tabaki Poschl nie produkuje, z racji wielu głosów, które do nich dochodziły o ich wielkiej pomyłce w stworzeniu tegoż stwora. Wcale się nie dziwię, bo aromat (albo i cała konsystencja) jaki uzyskała ta firma jest daleki od perfekcji.
Jednak zacząć należy od tabakierki - nawet nie dlatego, że tak już się przyjęło w opisywaniu tabak (wstęp - tabakierka - aromat - zakończenia), ale dlatego, że to największa pomyłka jaką zrobił Poschl od lat. W takim samym 10 gramowym wdzianku kojarzyć możemy lubianego braciszka Apricota, ale Cola chyba jednak nie przejął genów modowych po nim, bo obrać to on się nie potrafił. Szary garnitur i czerwone napisy? Toż to koszmar, którego tylko pan Jacyków mógłby pozazdrościć. Wszystko zakrawa o marketing - "Rzuć się w oczy na półce sklepowej to Cię kupią!", "Pamiętaj jesteś butelką coli wśród tabak!".
W takimż futurystycznym opakowańsku skrywał się futurystyczny aromat - wyścig XXI wieku w najdziwniejszych/najciekawszych aromatach. Colę pewnie każdy pił i stwierdzi, że niezły to napój. Jednak tutaj nie było aromatu typowego "kołk", a cukierkowych cukierków o takowym aromacie. Powiem szczerze, że aromat był całkiem nieźle zbalansowany, ale co raziło - bo minus musi być - to fakt, że był on przesłodzony. To była główna wada, która sprawiła, że Gawith Cola był tak piętnowany. Przez swoją słodycz był po prostu mdły.
Co ciekawe za tym słodkawym aromatem, skrywała się licha porcja mentolu. Licha, to chyba dobrze, że wiadomo, że Poschl lubi dowalać tego ile się da...a tutaj całkiem niezłe współgranie.
Był Gawith Cola i go już nie ma. Trudno, bo są lepsze tabaki o takim aromacie. Choć ten był pierwszy.