wróbelek elemelek
Tabaki egzotyczne, indyjskie w zupełnie nieeuropejskim stylu. Klimat jakiegoś mistycyzmu, okultyzmu, wyrazistych przypraw i potraw podanych w licznych płytkich naczyniach-misach, miskach, miseczkach. Złote posągi w dymach kadzideł, natura, pewna pierwotność z dodatkiem prostej techniki i dziwne ornamenty. Tak wschód, tak Indie kojarzę. Nie wiem w jakim stopniu zmieniłyby się moje wyobrażenia na temat tych rejonów, jeżeli bym tam trafił. Nie mam zamiaru weryfikować moich skojarzeń – to raczej niemożliwe bez co najmniej kilkudniowej wycieczki by „liznąć” tamtejsze „klimaty”.
Zupełnie nie ma w tym tabaki – może łatwiej skojarzyć tą używkę z „bardziej zachodnimi” państwami.
Od Dholakii spodziewałem się orientu, wspomnianych kadzideł, a także olejków, pachnideł i warzywnych potraw. Oczekiwałem przypraw, które może z nazwy znam, a z zapachu już mniej. Różne zioła też przeszły mi przez myśl.
Nie miałem niedorzecznych życzeń – tylko odrobina z tego całego wyobrażenia, jakiś smaczek, który zaostrzy apetyt na obcą krainę i jej namiastkę zamkniętą w tabakierce.
Może kiedyś zakupię sobię tabakierę, która będzie choć trochę indyjska i którą będę mógł wypełnić wschodnim proszkiem.
Do tej pory niewiele miałem z indyjską tabaką do czynienia. Dholakia na początku nie rozbudziła we mnie skojarzeń, które trochę opisałem powyżej – po Temptation Orange Chocolate miałem tylko świadomość, że producent ma siedzibę w kierunku „na Indie”. Nawet ten specyficzny posmaczek tytoniu – lekko słodkawy, ale jednocześnie dość „żywy” nie został przeze mnie tak skojarzony, choć możemy go uświadczyć też w innych tabakach tych dziwnych serii (Blast, Temptation, itd.).
Styczność z Sun Pari i 5 Photo Himalaya to też nie było do końca to – owszem, indyjskości i aromatu z odległej, wschodniej ziemii im nie odmówię. Może posłużą do zbudowania nowego i lepszego zestawu skojarzeń dotyczących Indii – kto wie, kto wie…?
Problemem okazało się chyba wcześniejsze zetknięcie się z kadzidełkami – z czym się one kojarzą, jak nie ze wschodem? Jeżeli komuś w ogóle nie wschód w głowie, a np. podstarzała cygańska wróżka z czarnymi włosami i oczami siedząca w namiocie z kartami albo kryształową kulą to niech wie, że uważam to za dość ekstremalne skojarzenie.
Sparrow Cool do tej pory najbardziej się spisał pod kątem pobudzania wyobraźni… Ale przegrywa smakowo z piżmem.
Po zażyciu wróbla… Zaraz. Wróbel indyjski? Do tej pory ten maleńki ptaszek wydawał… Nie! Wydaje mi się bardziej rodzimy, niż nawet bociany (bo te zimują kawałek niemały od Polski). Sprawdzam na „średnio” wiarygodnym źródle informacji i… dowiedziałem się, że wróbel zwyczajny występuje wszędzie, gdzie jest człowiek! Ciągle się człowiek uczy.
Wracając do tabaki – moc, orzeźwienie, otrzeźwienie i ożywienie. Jednak tylko zaraz po zażyciu, potem chłodek. Zupełnie jakbyśmy rozgrzani nagle przywarli do lodowatej powierzchni. No, może szoku nie dostajemy, ale budzi człowieka. :) Zdaję sobie sprawę z tego, że mentol tradycyjnym składnikiem tabaki nie jest (no chyba, że jest! Niech ktoś mnie oświeci ewentualnie, żebym mógł to szybko sprostować ;))) ), ale jest to przyjemne. Dobrze dopełnia aromat, który nie dusi, nie dławi i nie paraliżuje swoją ostrą słodkością. Odbieram to jako trochę nowoczesną, ale niekoniecznie „boliłucką” tabakę. Nie odnoszę też wrażenia, że to „pamiątka z odległego kraju made in China” wypierająca rodzime, oryginalne produkty. Jeżeli kiedyś dorwę wróbelka bez mentolu to pewnie będzie to recenzja porównawcza z tym sąsiadem z gałęzi.
Jestem tu trochę rozerwany, ponieważ jest to, czego szukałem, ale z drugiej nie wiem, czy powinienem to odnajdywać w takiej formie. Jest jeszcze trzeci aspekt – wrażenia smakowe i ogólne zadowolenie.
Sam smak… czyli istota tabaki to sprawa trochę trudna do opisania. Kulinariami się nie zajmuję – potrafię sknocić naprawdę proste dania, więc nic mnie nie zmusiło do poznawania przyprawianych aromatów, które sa już wyższym szczeblem gastronomicznej sztuki, niż zwyczajna jajecznica. Sama „znajomość” „aromatu” wydobywającego się z szuflady pełnej „wszystkiego” to raczej za mało… Albo za dużo.
Jest słodko – to pewne, choć mentol jest tu na straży zbyt przeczulonych nosów. Czuję jakby trochę pieprzu i czasami herbaty… O ile nie są to moje urojenia – kto wie? Wąchaliście kiedyś kadzidełka albo wcześniej wymienioną „szufladę z przyprawami”? Jeżeli tak to macie pewne wyobrażenie o tym smaku – to te klimaty. Jeszcze tylko wziąć pod uwagę, że całość jest ostudzona mentolem i nie kąsa aromatem… Nie oszałamia intensywnością… Tyle! To właśnie indyjski wróbel – inny, niż znajomek z naszych, czy ogólnie europejskich… jeszcze ogólniej zachodnich stron globu.
Po opisaniu aromatu przejrzałem jeszcze recenzje innych osób i prawdę mówiąc nie zawstydziłem się – nikt nie wypisał szeregu różnorodnych dziwactw nieznanych z nazwy. Zresztą… Kto normalny potrafiłby to odszyfrować, złączyć w całość i mieć słuszne wyobrażenie?
Strasznie specyficzny produkt i sam nie wiem, jak go ocenić. W przypadku Sparrow Cool lepiej poczytać opisy i na ich podstawie wywnioskować, czy jest on warty tego, żeby w niego inwestować, czy przypadnie do gustu lub czy słusznie ludzie o nim prawią.
Jego specyfika to co najmniej ocena 4,5, choć z drugiej strony nie zachwycam się i gdyby mnie ktoś zapytał dziś, czy kupię go ponownie to raczej powiedziałbym, że najpierw będę dalej drążył indyjskie klimaty w poszukiwaniu nowych niespodzianek. Innymi słowy nie jest super smaczny. Taka trójka by była….
Niech będzie cztery.
Jeszcze trochę o samej konsystencji: drobna jak anglik, ale deczko jaśniejsza i na pewno wilgotniejsza, niż typowy anglik. Ja Sparrow Cool kupiłem w saszetce i umieściłem ją w tabakiercę po odpowiednio przygotowanej S’nuff Smokers Blend od McChrystal’s. Przez to odnoszę wrażenie, że to taki „orientalny WoS” (nie McChrystal).
Ze względu na różnorodność opakowań jakie producent nam oferuje będzie pięć gwiazdek. Tabakę można kupić w bullecie, „walcu”, saszetce i nie wiadomo czym jeszcze. Do wyboru, do koloru.
Cena to około 1zł za 1g – czyli standardowo.
Produkt ciekawy, intrygujący i wielowarstwowy, ale z drugiej strony też nieprzesadnie skomplikowany, czy „trudny”, jeżeli nie próbujemy go rozłożyć na czynniki pierwsze i szczegółowo opisać. Czy warto? Myślę, że tak, bo póki co nie jestem wskazać podobnego produktu nie licząc jej wersji bez mentolu.
TOP25