W zastępstwie papierosów
Papierosy śmierdzą. Mógłbym tę sentencję zakończyć tutaj, jednak trochę ją uzasadnię. Idąc ze znajomymi do pubu zawsze powstaje ten problem, że część z nich pali. Ich niewątpliwa pasja do ssania podłużnej rurki wpływa także na mnie. Nie jestem zwolennikiem odgórnego zakazu palenia papierosów, jednak fakt wąchania swoich ubrań po powrocie do domu jest przykrym doświadczeniem. Samo palenie tytoniu jakoś też nie podpina się pod rzeczy przyjemne do robienia. W takim kontekście wpadł mi w ręce identyczny bullet, o jakim napisał wcześniej Nitzo, razem z trzema innymi.
Co zadecydowało o tym, że ten wypróbowałem jako pierwszy jakiś czas temu? Fakt, że papierosów nie lubię. Sam bullet wygląda nawet przyzwoicie, w damskiej kosmetyczce byłby pewnie nierozpoznany dla samca, gdyby go wcześniej nie przedstawił swoim oczom. Na brązowo-beżowym tle mamy nazwę firmy, tabaki oraz ususzony liść tytoniu. Dopisek "English Line Snuff" wraz z adresem strony internetowej dopełnia widok frontu opakowania. Z tyłu jest duża, biała przestrzeń z informacjami dotyczącymi szkodliwości oraz dystrybucji tego wyrobu. Zgadzam się jednakże co do jego koszmarnej funkcjonalności. Sama tabaka w otworek przeznaczony do wysypania tabaki wchodzi wyjątkowo opornie, tak samo zeń się wydostaje. Zażywanie tabaki w formie tego bulleta to nie lada wyzwanie dla spragnionego tabacznika. Wolałbym mieć ją w standardowej tabakierce tej firmy, gdyż jest o wiele przyjemniejsza w użytkowaniu. Kiedy już się natelepię paluchami w denko tabakierki ukazuje mi się przed oczami tytoń.
W sumie nie ukazuje się tak, jak inne, gdyż ujawnia się stopniowo. Jest on bardzo ładnej barwy. Przypomina mi trochę kolor brązu na opakowaniu Löwena od Pöschla. Wilgotność, jak i zmielenie jest średnie, co jest raczej atutem, bo może przypasować każdemu.
Co wita nas w samym nosie? Najpierw uderza nas sama moc tytoniu. Nie jest ona może rewelacyjna wielka, jednak stosunkowo spora. No i przy akcentach tytoniowych powinniśmy zdecydowanie zostać, bo to główny atut tej tabaki. Najpierw uderza nas szorstka, gorzkawa część, która jest dość przyjemna, a w nosie aż chce się wyszukać orzechowych akcentów, których... jednak się nie znajdzie. Z biegiem czasu sama tabaka łagodnieje i staje się delikatniejsza, troszkę słodsza w organoleptycznych doznaniach naszego organizmu. Ja bym jednak nie skręcał w stronę cytrusowych akcentów, jednak w kierunku jakiegoś słodkawej śmietanki z lekkim uczuciem orzeźwienia. To ostatnie stwierdzenie nie oznacza bynajmniej efektu świeżości po tym wyrobie. Jest po prostu przyjemnie. Na sam koniec jednak zostaje nam efekt lekkiej cierpkości w nosie, który nie ujmuje tej tabace za wiele. W taki oto sposób wyrób, który odbierałem przed skosztowaniem za sytuujący się w niszach przyjemności, okazał się miłym zaskoczeniem.
Chciałbym na koniec dodać jeszcze, że zawartość nikotyny w tej tabace jest naprawdę imponująca i już niedługo po zażyciu doskonale czuć jej efekty.
Podsumowując - papierosy śmierdzą. Ich palacze również, przez co czasami i ja. Dlatego drodzy ćmochacze, oto wyrób dla was, przyjemny w odbiorze i dający wam tyle nikotyny, że spokojnie wysiedzicie bez "fajeczki".
TOP25