Rumney's Export, Kensington, Edel Prise... te produkty Swedish Match zaskarbiły sobie moją sympatię (choć po tym pierwszym spodziewałem się czegoś więcej). Każdy z nich inny, a jednak przyciągający w ten sam sposób. Na uwagę zasługują także tabakiery, pięknie prezentujące się w kolekcji. Szkoda, że w przypadku Rumney's i Kensingtona producent zrezygnował z tego indywidualizmu na rzecz "śmietniczków", które doskonale znamy z tabaki Edel Prise. Ale cóż, większość z nas na pewno posiada swoje egzemplarze tabakier, które w sumie już przeszły do historii. Ale zostawmy ten temat, bo nie o tym chciałem dziś prawić. Tematem dzisiejszej recenzji będzie jedna z najmniej znanych tabak Swedish Match. Wertując internetowe strony, niewiele się o niej dowiecie. Wyjście jest jedno - trzeba zakupić poniekąd w ciemno i przekonać się samemu, na własnym nosie. Tak też uczyniłem, choć długo zwlekałem z kupnem tego specyfiku. Za każdym razem zerkałem na tę tabakierkę w trafice i za każdym razem wybierałem coś innego. W końcu przyszła kolej i na nią - na Alpen Prise. Po kilkudniowym, systematycznym zażywaniu mogę dziś co nieco o niej powiedzieć/napisać.
Tabakierka-klocek tak naprawdę nie prezentuje się najgorzej. Niebieski kolor plastiku ciekawie współgra z rysunkiem gór na etykiecie. Mamy więc (domniemam) Alpy, namiot i wizerunek podróżnika-alpinisty w kapeluszu i z laską. Cała etykieta jest posrebrzana. Po lewej stronie dość ładną czcionką w kolorze czerwonym widnieje nazwa tabaki. Na samym dole informacja mówiąca, że mamy tu do czynienia z bezdymnym tytoniem o mroźnym, odświeżającym aromacie:) Jedynym minusem może być brak kotwiczenia zatyczki, podobnie jak w Edel Prise. Myślę jednak, że nie przeszkadza to w aplikacji tabaki na rękę.
Słówko o konsystencji. Mamy do czynienia ze średnią wilgotnością i zmieleniem. Za moimi poprzednikami stwierdzam, że Alpen Prise nie ma tendencji do zbijania się w grudki. Według mnie konsystencja jest niezwykle sprzyjająca zażywaniu.
Wszystko ładnie, pięknie, ale z czym tak naprawdę mamy przyjemność obcować? Jak "alpejska" wypada na tle wymienionych na wstępie braci? Już spieszę z odpowiedzią. Usypane dwa kopczyki na dłoni już się do mnie uśmiechają. Zażyję... Nie oczekujcie po niej uderzenia rodem z "medyków", to nie ta półka. Oddać jednak trzeba, że produkt Swedish Match potrafi przyjemnie orzeźwić i delikatnie uszczypnąć. Nie jest to cios czekanem między oczy jak w przypadku Rock's Medicated, ale przyjemny haust (może hauścik) alpejskiego powietrza owszem. Mamy więc mentol. Jest też delikatnie rozgrzewająca, specyficzna kamfora, która przychodzi po chwili. Raczy nas ciepłem niczym małe palenisko zmęczonego alpinistę z etykiety, który przysiadł przed swoim namiotem, zmęczony po wielogodzinnej wędrówce tudzież wspinaczce. W tabace zawarto coś jeszcze. Nie wiem, może się mylę, ale ta nuta kojarzy mi się z tajemniczym olejkiem kolumbijskim z tabaki Gletscher Prise Poschla. Wszystko to wespół z tytoniem tworzy orzeźwiającą, a zarazem szorstką i po czasie ciepłą całość. Ciekawa mieszanka, ale raczej dla niewymagających. Choć jestem pewien, że znajdą się tabacznicy, którzy wsiąkną w nią na długo, nie kończąc przygody na jednej tabakierze. Ja raczej na tej jednej poprzestanę, tym bardziej, że specyfiku starczy mi na długo (po recenzji odkładam go na jakiś czas).
Reasumując, produkt ze stajni Swedish Match zrobił na mnie dość pozytywne wrażenie, ale nie zachwycił ani trochę. Ja gustuję w trochę innych "klimatach", a nawet jeśli chodzi o "odświeżacze", to mam inne tabaki, które spełniają tę rolę o niebo lepiej. Ale muszę być sprawiedliwy - Alpen Prise to produkt jak najbardziej akceptowalny. Jeżeli będziecie mieli okazję zakupić, zróbcie to, może aromat trafi w Wasze gusta. Poza tym każdej tabaki trzeba spróbować. Delikatna mentolówka o kamforowym zacięciu z pewnością znajdzie swoich amatorów. Ja spróbowałem, nie żałuję, choć drugiego egzemplarza raczej nie zakupię. Popatrzę kiedyś na pustą tabakierkę Alpen Prise, podobnie jak alpinista patrzący na fotografie gór, których szczyty kiedyś zdobywał. Z tym że on zerka na zdjęcia z niemałym sentymentem i utęsknieniem, a ja... cóż. Wolę inne produkty tego producenta. Na tym zakończę.