MEDICATED 1790
Do tej pory kosztowałem wielu tabak mentolowych, ale w tym produkcie coś mnie zafascynowało. Kupiłem ją całkowicie przypadkiem, ponieważ miałem ochotę upolować coś od Samuela Gawitha. Idąc Floriańską spostrzegłem malutkie okienko, za którym krył się sklepik z wyrobami tytoniowymi. Moja narzeczona stwierdziła, że nie dostanę tam tabaki (w tym miejscu przewraca oczami), a mimo to coś mnie podkusiło aby podejść i zapytać. Okazało się, że mają tam tylko podstawkę Poschla, oraz dwie inne tabaki, mianowicie Gangesa i Paula Gotarda Medicated 1790. Pomyślałem "wszystkie te Poschle mam, na Gangesa nie mam ochoty." Kiedy już odchodziłem od okienka coś mnie tknęło, żeby wrócić po Medyka. Zdecydowanie uważam, że był to bardzo dobry zakup. Brałem tę tabakę ostatni raz wieki temu i za dobrze nie pamiętałem jej aromatu. Tabaka firmy francuskiej, cechuje się średnim zmieleniem o bardzo ciemnym odcieniu brązu i bardzo przyzwoitym tytoniem. Niektórzy twierdzą, tak jak moja Karolina, że gdzieś w tle wyczuwalny jest cytrus. Ja osobiście go nie czuję. Za to czuć intensywny aromat tytoniu, wymieszany z niebanalnym mentolem. Gdzieś tam w tle czai się eukaliptus, ale niezbyt wyraźnie. Uważam, że Paul Gotard Medicated 1790 jest jedną z lepszych tabak mentolowych, jakie w życiu brałem. Co kryje się za nazwą, a dokładnie datą? Tego chyba nikt dokładnie nie wie, z wyjątkiem samego producenta. Może chodzi o jakieś wydarzenie, które miało miejsce w tym roku, mianowicie nadanie Żydom praw obywatelskich przez francuską Konstytuantę, a może pierwsze obchody Święta Federacji, a może zniesienie dziedzicznego szlachectwa przez Konstytuantę... Nie wiem, mogę tylko spekulować. Pasuje powiedzieć teraz coś na temat tabakierki. Bardzo mi się ona spodobała, ponieważ uwielbiam tabakierki z zasuweczkami z boku. Nie przyczepiłbym się do niej absolutnie pod żadnym względem, pomijając beznadziejną naklejkę, która w ogóle nie przykuwa naszej uwagi. A na tej tabace powinna się znajdować naklejka, która dosłownie każe nam zakupić tę tabakę. Podsumowując, jest to tabaka wyjątkowa i zasługuje u mnie na ocenę 5. Tabakierka dostaje 4.5, dlatego, że moim zdaniem ta taka w pełni zasługuje na to, aby znaleźć się w 25 tego serwisu. Może tak się kiedyś stanie, mam taką skrytą nadzieję. Jest to produkt dla koneserów oraz tzw, początkujących snufferów. Nabyłem tę tabakę w akrylowej tabakierce o wadze 10 gram za 6.50zł. Ode mnie to tyle, dziękuję, pozdrawiam. Zachęcam do kupna, Wasze zdrowie, Snuff!
To była moja pierwsza tabaka od Gotarda i po wciągnięciu co zrobiłem od razu w sklepie po zakupie tak mi się spodobała(urzekła),że kupiłem jeszcze kilka tabak tej firmy...
Coś średnio mi się widzi te 10 gram tabaki w Paulach Gotardach czy "pochodnych" w postaci np. Stoka czy Chat Polskich. Zważywszy na to, że nigdzie nie jest podawana wiadomość o ilości większej niż 8 gram, to dodatkowo bardziej "kwestionuje" tę gramaturę.
Dokonałem ważenia i wychodzi na to, że puste opakowanie waży 11 gramów, a pełne 18 gramów.
Czyli można uznać, iż 7 gram to obiektywna waga tych tabak :)
Z Gotardami to jet różnie ,ja raz za jednym zamachem kupiłem 12 opakowań różnych smaków(rodzai)i wszystkie przeważałem sugerując się pustym pudełkiem i wahania są tak od około 6 do 9gram.
Podejrzewam, że różne aromaty mają różne "wagi". Pełne pudełko Black Night jest lżejsze niż pełne pudełko Latakii, ale zapewne różnice są minimalne.
Zbyt daleko idąca teza. Maszyna (czy też człowiek) nie zawsze musi wsypać do opakowania tyle samo proszku i nie ma znaczenia jaki tabaka ma aromat. Uznajmy zatem idąc tropem Stoków i Chat, że oficjalnie jest 8 gramów.
Nie zmienia to faktu, że pomiędzy 6 a 9 gram różnica jest zasadnicza :), dane wg kolegi Bulleta. Maszyny jednak są dość dokładne, różnice w masach chipsów czy batoników są baaardzo minimalne. Ale uznajmy, że około 7-8 gram :).
Zbyt duża wiara w maszyny może nieść za sobą spore skutki - opisane w serii filmów "Terminator" oraz "Matrix" ;)
Też jestem tego zdania 7-8gram,tak by wychodziło ale na przykład ja troszkę się wk.......bo akurat Black Night wagowo miałem najmniej a najbardziej mi odpowiada...
Myślę, iż ślepa wiara w prawdę zawartą w filmie nie przynosi dobrych skutków, w końcu to fikcja. Na ataku na fikcję, tyle że literacką, stracił dużo kościół katolicki po książce "Kod Leonarda da Vinci". Ale co do meritum, to zgadzam się :) Firma mogłaby jednak postarać się informować nabywców, ile czegoś kupują :)
TOP25