Mój pierwszy raz z tabaki Stoka. Zwykle pierwsze razy (nieważne z czym) nie są najlepsze... ale na szczęście od tej reguły istnieją pozytywne wyjątki.
Zacznijmy od tabakierki. Czarna, nieco inna niż standardowa, bo na jednej z krawędzi ma taki trójkąty "daszek", przez co całość przypomina mi egipskie obeliski. Brak zatyczki - odsuwamy całą boczną ścianę (tę węższą) i odsłania się wtedy niezbyt duży otwór, co niekiedy może być problem, gdyż tabaka (przynajmniej ta moja) ma tendencję do zbijania się w grudki. W efekcie nasypanie sobie porcji wymaga nieco cierpliwości. Nalepka ze stylizowanym jelonkiem budzi moje mieszane uczucia, z jednej strony pokazuje iż firma ma do siebie i swych produktów lekki dystans, z drugiej etykieta bardziej jednak pasuje na jakieś cukierki, konfetti czy tabakę bez tytoniową niż uczciwego snuffa. Mój finalny stosunek do opakowania oddamy za pomoca używanego w grach RPG pojęcia "neutral good".
Sama tabaka nieco zaskakuje - o tym, że zbija się w grudki, już wiecie. Do tego jest dość ciemna, wilgotna i grubo zmielona, przez co bardziej wygląda na jakiegoś schmalzlera, niż standardowy snuff. Wącham - pachnie delikatnie, czymś co znam... tylko skąd? W każdym razie przyjemnie. Wciągam...
Ten dziwny smak dominuje, choć pod nim czuję całkiem solidny podkład zimnych warstw mentolu i olejku kamforowego. Przy czym "dominuje" nie oznacza "przytłacza", a tylko "jest wyraźniej wyczuwalny". Fajny, naturalny (ważne! nie czuć chemii!) słodkawo-cierpkawy aromat, lekko złamany czymś słodkim. Skąd ja go znam? Ha! Już wiem! Jasne, że tak! Czarna porzeczka! A ta słodkawa nutka w tle? Nie wiem, gdzieś wyczytałem, że to miód - możliwe, ja czuję po prostu lekką słodycz, która ucieka, gdy się człowiek na niej koncentruje, ale jednak swoje trzy grosze do aromatu wtrąca. Po paru solidnych chwilach porzeczka całkowicie zanika - a potem już tylko dłuuugo (a nawet wręcz zdumiewająco długo) czuć tylko wcześniej wspomniane nuty mentolu i spółki.
Skąd taki, a nie inny tytuł? Otóż uważam, że Stok jest w sumie jak tabaki Poschla - tylko lepszy. Mniej przeszarżowany, mniej chemiczny, mniej zaprawiany mentolem. Po prostu ma więcej klasy, nie jest taki wrzaskliwy i efekciarski. Zatem jeśli "podróbka" oznacza kopię (z założenia gorszą od oryginału) tak tutaj mamy do czynienia z "nadróbką". Czyli czymś lepszym niż pierwowzór. Coś jakby wirtuoz zagrał (perfekcyjnie) czyjąś kompozycję, z którą sam autor nie do końca potrafił technicznie poradzić.
Jeśli szukasz owocowej tabaki uniwersalnej - na lato i zimę, do częstego zażywania, która nie muli, nie mydli, jest wyrazista a nie przeszarżowana pod żadnym względem - spróbuj tej.