Niedoceniana perełka
Opakowanie:
Nie zgodzę się ,że saszetka nie jest ładna. Saszetka jest bardzo ładna, utrzymana w srebrnej kolorystyce, przełamanej herbem w dość intensywnych kolorach. Tabaka w środku z pewnością zachowuje świeżość, czego przykładem jest kupka przesypanego do pustej tabakiery proszku, leżąca przede mną. Patrząc też na inne wyroby Swedish Match,a zwłaszcza ich ceny, pozwoliło to obciąć koszty, co jest zawsze mile widziane ,gdy stoi się przed ladą w trafice.
Przed zażyciem:
Tabaka formą przypomina wyroby Poshla, zwłaszcza Ozony, jej kolor to dosyć ciemny brąz, wyróżnia się jedynie sporą wilgotnością.
Proszek jest bardzo aromatyczny, dość mocno pachnie, nawet zamknięty w szczelnej tabakierze. Jego wilgotność jest sporym plusem i była dla mnie zaskoczeniem.
Aromat:
Po zażyciu, wraz z mentholowym chłodem wdarł się w moje nozdrza silny zapach anyżu, by po kilku sekundach zmienić się w zgrabną kompozycję anyżu i eukaliptusa. Wśród wymienionych aromatów da się też wyczuć ziołowy posmak. Tabaka jest delikatna dla nosa, jednak ma dość trwały aromat. Wytrwały poszukiwacz aromatów znajdzie w tej tabace także tytoń-owy tytoń nie przeszkadza, ani też zbytnio nie dzieli się swoimi wdziękami.
To co mnie najbardziej zaskoczyło w tej tabace to pewne podobieństwo do Lowena. Wiadomo tu anyż i tu anyż, ale zawsze uważałem, że Lowen ma dość zakryty i co tu dużo mówić, średniawy aromat anyżowy. A tu niespodzianka, nie wiedziałem po prostu czego szukać. Można powiedzieć
, że Westfalen Prise to taki lepszy Lowen. Lepszy pod każdym względem: wilgotniejszy (co mi po dłuższym obcowaniu z "Anglikami" bardzo odpowiada), wyrazistszy, no i posiada tą głębię aromatu.
Prawdę mówiąc kupiłem tę tabakę dla saszetki, na wieść o wycofaniu jej z produkcji (tabaki, nie saszetki). Ale dosyć mocno mnie zaskoczyła, wpisała się może nie do pierwszej dziesiątki moich ulubionych aromatów, ale z pewnością w pierwszej 20 znajdzie się dla niej miejsce.
Co do mieszanek: nie jestem fanem mieszania tabak, gdyż zdaję sobie sprawę, że nie zrobię tego tak jak profesjonalni blenderzy firm tytoniowych. Jednak czasem w mojej głowie zaświta szalony pomysł zmieszania czegoś, więc zmieszałem Westfalena i Dholakia Swiss Chocolate, wyszło nawet nieźle. Na pewno było "smakowitsze" ,niż sama Swiss Chocolate.
Szkoda trochę ,że ją wycofują- ja na pewno zrobię zapas i zaopatrzę się w 2-3 torebki tego Daru Bogów. Zastanawia mnie tylko dlaczego odrobinę tańszy Lowen cieszy się aż taką popularnością, podczas gdy ta tabaka była jakby niezauważana. Wszak i tak duża część z nas robi zakupy w internecie. Powiem może na podstawie własnego doświadczenia, może po prostu my tabacznicy staramy się najpierw spróbować odpowiedniej liczby produktów ze "Stajni Pana Alojzego Poshla", by potem z czystym sumieniem na nie narzekać i popierać argumenty takimi perełkami jak Westfalen Prise? Tylko ,że wtedy takich perełek może już nie być. Zostanie jedynie "Podstawka Poshla", a starym wyjadaczom dane będzie wspominać czasy gdy na rynku było coś innego. Szkoda tej tabaki, ale prawa rynku są nieubłagane. Tą apokaliptyczną wizją kończę swój opis i zachęcam do kupienia ostatnich sztuk Westfalena, póki zapasy jeszcze się nie wyczerpały.
