Taxi, kojarząca się z Afryką, z jej plemionami, obyczajami i wielokulturowością. Zażywając Taxi Extra Strong odnosimy wrażenie, jakby wiele afrykańskich plemion miało w tej tabace swój udział. Jakby każdy szaman danego plemienia dorzucił coś od siebie, pewnego rodzaju magiczną woń. Właśnie taka jest Taxi. Wydaje się mieszanką wielu odmian tytoniu, rosnących w Afryce. Każda z tych odmian dodaje taki specyficzny posmak do tabaki, jednocześnie tworząc spójną całość.
Smak nie jest zbyt ciekawy, a uroku na pewno nie dodaje mu nazwa nieadekwatna do tabaki. Czytając Extra Strong myślimy o tabace bardzo mocnej, potrafiącej wyciskać łzy jak chociaż "Red Bull STRONG Snuff, która jak wiemy zawiera w sobie nazwę strong, jednocześnie będąc tabaką mocną. Taxi tego czegoś brakuje. Pewnego rodzaju połączenia nazwy z danym aromatem.
Wspominając o tabakierze, miałem na myśli okrągłe, plastikowe oraz tandetne pudełeczko, zawierające 12 gram tego pyłu. Tabakiera jest żółta, posiada czerwone nalepki i pełną nazwę produktu oraz importera. Nosząc Taxi w kieszeni cały czas boję się o to, czy pudełeczko nie pęknie i czy nie zostanę z 12 gramami Taxi w kieszeni! Ale jak na razie nic takiego się nie stało. Więc wnioskując z ostatnich dwóch zdań można by rzec, iż tabakierka jest słaba, a przy każdym otwieraniu wygina się niemiłosiernie.
Jest to wyrób Dingler'a, na którym - muszę przyznać - zawiodłem się. Po moich początkach z Taxi i zażywaniu Taxi Rock Spearmint byłem pozytywnie zaskoczony. Tym razem zupełna klapa!!!
Cena jest kolejną rzeczą, która nie zachęca do kupna. Mimo, że płacimy 7.50 za 12 gramów to obciąłbym tę cenę o połowę, przynajmniej dla tego wyrobu spod znaku Taxi.
Na tym kończy się moja obiektywna ocena. Czas na subiektywizm, stronniczość i dokładanie do pieca.
Pierwszą z wypisanych subiektywnie cech, jest zaleta, traktująca o dość ładnym design'ie tabakiery. Po oderwaniu nalepki z górnej części, naszym oczom ukazuje się obraz dość ładny i modernistyczny. Napis GWAYI Taxi Super Snuff, można - o ile się chce - zawrzeć w ładnym otoczeniu linii geometrycznych, co od razu podnosi moją ocenę.
W tym miejscu kończą się również zalety. Pierwszą wadą jest brak aromatu przewodniego. Tytoń i tytoń. Ale ten tytoń jest wyczuwalny w wielu odmianach. Kolejną jest nieciekawa tabakiera i za grube, jak dla mnie, zmielenie. To już trzy. Kolejną jest szybkie spływanie do gardła tabaki, a w szczególności przy katarze chorobowym.
Cztery wady i jedna zaleta. Słabo panie Dingler, słabo. Tym razem czuję się zawiedziony i wręcz oszukany. Ale cóż... życie toczy się dalej.