Tabaki Samuela Gawitha cechują dość chemiczne aromaty. Black Coffee (niby kawę mamy, mocną, ale nie pachnie tak naturalnie jakbym sobie tego życzyła), Strawberry (z tą niby-truskawką skąpaną w tytoniowym pyle). Tak samo jest z Peach. Niby brzoskwinia, ale jednak nie całkiem.
A teraz jaśniej. Tabaka pylista, pył dosłownie fruwa po wysypaniu tej tabaczki na rękę. Kolor brzoskiniowo (o ironio) - piaskowy.
Zapach brzoskwini nie jest naturalny. Przyjemnie komponowałby się z mocną nutą tytoniu, jednak brak takowej nuty w tabakach SG, jakie znam. Na pewno jest mocniejszy niż aromat truskawkowy z Strawberry.
Nie wiem, nie ogarniam tej tabaki. Nie zostanie moją ulubioną, to pewne. Nie nadaję się do codziennego snuffania, to także. Jest dziwna. Aromat brzoskwini jest dziwny, a pylistość pogłębia moje lekkie niezadowolenie z niej.
TOP25