Od pewnego czasu do mojego tabaczanego menu przebojem wdarły się ciemne tabaki angielskie. Nie wiem do końca czym mnie urzekły, czy znakomitą jakością tytoni, nutą tradycji? Zapewne odpowiedź jest prostsza i chodzi o typowy zapach dymu i spalenizny. Zapytacie, co takiego fajnego jest w tabace pachnącej amoniakiem, spalenizną i ciężkim gryzącym tytoniem? Ha, na takie pytania najtrudniej się odpowiada, ale można też prościej- spróbujcie, a może część z Was zrozumie. Zdaję sobie sprawę, że nie są to tabaki dla każdego, ale nie oceniam tez tabak gustem większości, lecz swoim. A to zupełnie inna liga niż Cherry Menthole czy Apricoty, nie ta półka, nie ta klasa.
Ciemne tabaki produkowane są metodą, która w ciągu kilkuset lat uległa niewielkim modyfikacjom, tabaki są poddawane fermentacji, dojrzewają kilka lat, część z nich jest jeszcze prażona. Do wyprodukowania tych odmian używa się dobrej jakości tytoni, co zresztą czuć w produktach końcowych. Metoda produkcji owych ciemnych tabak nazywana jest: metodą paryską.
Jak na tle wprowadzenia wygląda SG Wild Duck? Ano rewelacyjnie. Ciemny, szlachetnie brązowy tytoń, wilgotność nieco większa niż w większości tabak angielskich, zmielenie także w połowie drogi między stereotypowym „anglikiem”, a przeciętnym Poeschlem. Do tego Dzika Kaczka zawiera sporo nikotyny.
Moje poprzednie recenzje pełne są pochwał dla puszek w jakie zapakowane są tabaki Viking czy Samuel Gawith. Podtrzymuje te opinie, puszka jest solidna, trwała, funkcjonalna i co najważniejsze utrzymuje konsystencję tabaki. Nie ma nic gorszego, niż zaschnięta bryłka tabaki w plastikowej tabakierze. Tutaj mamy prawie pewność, że produkt będzie świeży, z dokładnie takimi właściwościami organoleptycznymi jakie miał opuszczając fabrykę. Cynowa puszka jest dość duża, mieście 25 gram tabaki, Etykieta jest dość prosta, ale w końcu mamy do czynienia z tabaką, a nie z czekoladkami. Etykieta składa się z dwóch półokręgów, na jednym standardowe ostrzeżenie o szkodliwości, a na drugim białe i niebieskie napisy mówiące o producencie umieszczone na czerwonym tle. Wyróżnia się czerwony napis Wild Duck zapisany na tle błękitnym.
Aromat tej tabaki to mocny gryzący tytoń, chmara dymnych akcentów i nieodłączna woń spalenizny. Jednak tym razem w tle można odnaleźć także dodatkowy aromat- miętę. Owa mięta jest jedną z najbardziej naturalnych wśród tabak, siłą rzeczy jej aromat jest dość mocny, jednak nie przysłania nam tytoniu, który w tej tabace gra pierwsze skrzypce. W tym przypadku mięta pieprzowa nie służy orzeźwieniu, a stanowi ciekawy walor smakowy, czy też wisienkę na torcie. Ta recenzja nie byłaby pełna gdybym nie użył porównań. SG WD bliżej do SG Kendal Brown czy Viking Brown, niż do cięższych przedstawicieli tego gatunku. Baza tytoniowa pokazuje swój pazur, tabaka jest ciężka, ale nie przytłacza, jest nieco delikatniejsza niż np. Viking Dark. Co ważne dla przeciwników słodyczy w tabakach- w Wild Duck nie znajdziemy słodkości, może więc być dobrym wyborem dla tych, którym nie spodobały się SG Elmos Reserve czy SG Firedance. O wyjątkowości tejże tabaki decyduje właśnie dodatkowa nuta mięta, która może być pewnym urozmaiceniem, świetnym dodatkiem do akcentów dymnych. Jestem ciekaw jak na tle SG WD wypada Viking Spearmint.
Z czystym sumieniem mogę polecić, zwłaszcza wielbicielom tabak klasycznych i miłośnikom nowości. Wild Duck była już kiedyś sprowadzana do Polski, jednak chyba nie przyjęła się, nie jestem tym zbytnio zdziwiony, bo ten gatunek tabak nie jest łatwy w odbiorze. Ale moim zdaniem warto spróbować przynajmniej 2-3 tabak tego typu, bo na to zasługują, dzięki bogatym nutom tytoniowym i jeszcze bogatszej historii.