Sole trzeźwiące
Nie ufaj pierwszemu wrażeniu... Przynajmniej przy tej tabace można się w efekcie okrutnie przejechać. Bo mój "pierwszy raz" z nią to była totalna katastrofa. Niuchnąłem... i miałem wrażenie, że ktoś poczęstował mnie tabliczką pełnomlecznej czekolady ale namoczonej w Amolu, czy innej Melisie Klosterfrau. Krótko mówiąc nieznośna mleczna słodycz i jakieś "apteczne" wrażenia, ale nie z powody "chemii" a masy rozmaitych ziółek, tworzących jakąś zapachową kakofonię. WTF?!
Drugie podejście było już lepsze, bo wiedziałem czego oczekiwać i nos się przygotował. Słodycz okazała się nie tak intensywna, a zapach ziół nie tak agresywny. Nie podejmuję się rozłożyć ich aromatu na części składowe - do tego trzeba być jak Grenouille z Suskindowego "Pachnidła". Dużo tam woni ostrych i orzeźwiających - mięta, szałwia, jakieś nuty pieprzowe, CHYBA tymianek, cośtamcośtamcośtam, no i polszowski mentol w dość solidnej acz nieprzesadnej dawce. W sumie ciągle mam wrażenie, że niucham jakieś lekarstwo...
Powiem tak - tę tabakę trzeba polubić. Z każdym zażyciem smakuje lepiej (albo tabacznik do niej przywyka?). Dobra na orzeźwienie, dobra by poczuć zupełnie inny smak niż zwykle. Na pewno orzeźwia i otrzeźwia. :) Tak się kiedyś zastanawiałem jak "smakują" sole trzeźwiące, które podsuwano pod nos omdlewającym bohaterkom XIX wiecznych powieści. I chyba już mniej więcej wiem (bo ponoć w solach był też amoniak :)).
TOP25