Rodzynek dałem podwójną porcję.
Po zrobieniu zakapslowałem w butelkach po piwie, dwa dni odstał w garażu i do lodówki.
Robiłem go na chlebie razowym najlepszym jaki znalazłem w markecie, w którym akurat byłem.
Chleb ten w składzie miał tylko ok 60% mąki razowej i proces produkcji przemysłowy.
Będę musiał wznowić produkcję chleba na zakwasie – to jest dopiero chleb.
Polecam spróbować zrobić taki chleb w domu, nie jest trudno, a smak i zapach wynagrodzi wszelki trud.
Domownicy się buntowali jak zaprzestałem produkcji 🙂
Wracając do mojego kwasu chlebowego to kolor jakiś jasny wyszedł, zapach drożdżowo-chlebowy, konsystencja lekko galaretowata.
Smak: przy ciężkiej pracy w ogrodzie w upalny dzień otworzyłem sobie jednego i to było to 🙂
Moje gratulacje a co do chleba to właśnie taki domowy na zakwasie będę miał do próbnej partii. Jeśli się uda to zrobię w większej ilości.
Jak powiedziałem, tak w końcu zacząłem robić próbną partie kwasu w/g przepisu, który podałem kilka postów wyżej, chleb który został upieczony w zeszłą niedziele wrzuciłem do piekarnika a po zrumienieniu go do garnka z ciepła woda.

W garnku “moczył” się ok 12,5h, efektem tego mam litr złotego płynu:

Dodałem cukier, drożdże i odstawiam na kolejną dobę pod przykryciem.
Proces fermentacji po 8 godzinach:

Dziś (01.06.2014), t.j. dobę po dodaniu drożdży, zlałem płyn do butelek i dodałem rodzynki po 10 szt. na każdą butelkę czyli ok 0,4l, za dwie doby kwas powinien być gotowy do spożycia.

C.D.N
Tak więc przyszedł dzień próby mojego wyrobu, po kilku dniach stania w lodówce, kwas idealnie doszedł, po odkręceniu czuć że napój przeszedł fermentacje, przypomina zapachem wino i tak też po części smakuje, widocznie przesadziłem z gramaturą drożdży, jednak pijąc chłodny fajnie orzeźwia a potem grzeje od środka, słodko-kwaśny z lekką goryczką chleba razowego i drożdży. Tak więc pierwszą próbę uznaje za udaną i będę kontynuował dalsze eksperymenty z produkcją.
Wasze zdrowie.

Super, że Ci się udało za pierwszym razem. Ja już sobie upatrzyłem chleb razowy i jutro lub w poniedziałek idę go kupić i zaczynam produkcję. Ale widzę, że dałeś za dużo drożdży 😉 Spróbuj następnym razem dać zupełnie szczyptę. Ja tak zrobię i zobaczymy co z tego będzie.
A mnie ostatnio kolega poczęstował w pracy kupionym kwasem o takim http://www.krynka.pl/assets/components/phpthumbof/cache/kwas-podlaski-krynka-1l.ad0a8986bab20dd65b2d7ce3cc9c3d6e1.jpg ciepły mi nie podchodził natomiast schłodzony był całkiem dobry, dzisiaj zauważyłem w sklepie http://www.targetmarketing.pl/uimages/1/teksty_grafika_2013/van_pur_razowy_2.jpg i właśnie go piję, trochę za bardzo śmierdoli przyprawą Maggi ale schłodzony nie jest najgorszy ale tamten Podlaski był smaczniejszy ;p
Dziś spacerując po mieście z ciekawości zajrzałem do sklepu ze zdrową żywnością i znalazłem na półce dwa kwasy, jeden to już znany mi Kwas Litewski – Gubernija a drugi to właśnie ten ze zdjęcia i muszę przyznać że całkiem dobry, zwłaszcza w porównaniu z tymi z marketów. Smak jego jest kwaskowato-goryczkowaty, nie czuć w nim sztuczności, średnio gazowany, doskonale orzeźwia i gasi pragnienie.


Kolejna ćwiartka chleba zamówiona, tym razem będę robił w/g tego przepisu.
25 dag chleba razowego, 4-5 l wody, 1 szklanka cukru, skórka z cytryny lub pomarańczy, 1-1 1/2 dag drożdży, rodzynki
Chleb razowy pokroić w cienkie kromki, ułożyć na blasze i ususzyć do zrumienienia w nagrzanym piekarniku (200st.C). Wyjąć, lekko ostudzić, połamać i włożyć do emaliowanego garnka. Zalać wrzącą wodą zagotowaną z cukrem (1 łyżeczkę cukru odłożyć) i kawałkiem skórki z wyparzonej cytryny lub pomarańczy. Garnek przykryć i odstawić na 8-10 godzin. Płyn odcedzić przez gęste sito lub gazę, dodać roztarte z pozostałym cukrem drożdże. Garnek znowu przykryć i pozostawić na 10-14 godzin w temperaturze pokojowej. Po tym czasie kwas znowu przecedzić i wlewać do wyparzonych butelek z zakrętkami (napełniać do wysokości szyjki). Do każdej butelki wrzucić po 2 rodzynki i szczelnie zamknąć (lub zakorkować i obwiązać sznurkiem). Przechowywać w chłodnym miejscu 48 godzin – po tym czasie kwas jest gotowy do picia. Podawać w wysokich szklankach (należy nalewać ostrożnie, gdyż bardzo się pieni.
Anapolon napisał(a): Kolejna ćwiartka chleba zamówiona, tym razem będę robił w/g tego przepisu.
Pierwsza partia była naprawdę udana, idealna na upalne dni:) więc trzymam kciuki żeby ta była jeszcze lepsza:)
Specjalnie sobie nawet 5-litrowy garnek (nota bene jakiś chiński, bo pękł) sprawiłem na okazję robienia kwasu z tego przepisu. Niestety wyszła mi zaledwie woda gazowana. Może miałem beznadziejne składniki albo w ogóle nie mam ręki do robienia własnego kwasu chlebowego? Albo jedno albo drugie, bo książka jest genialna i wszystkie inne przepisy, z których do tej pory korzystałem okazały się strzałem w dziesiątkę.
Przepis ten w Twoich rękach, Anapolinie, na pewno będzie czymś mistrzowskim. Aż specjalnie do Zielonej Góry na konsumpcję bym wpadł.
Jako że z zawodu jestem technikiem żywienia to nie mam wielkich problemów z przygotowywaniem produktów spożywczych aczkolwiek nie twierdze że wszystko mi wychodzi. Jeśli mi się uda to mogę wysłać coś na próbę.
Ale widzę że nasze miasta dzieli dość mała odległość to od 6.09 przez cały tydzień trwa u mnie święto wina, cały deptak jest zastawiony straganami z jedzeniem, ubraniami i innymi pierdołami a także jest targowisko staroci, może uda Ci się upolować jakąś tabakierkę, nigdy tam nie szukałem ale całkiem możliwe że się trafi, tak więc zapraszam. A jeśli uda się zrobić tą partie kwasu to niezwłocznie powiadomię i dogadamy się co do wysyłki lub konsumpcji. Miałem być w sobotę w Twoim mieście ale plan nie wypalił.
Postanowiłem wykonać pewien eksperyment, który wpadł mi do głowy podczas robienia pierwszej partii kwasu, otóż pomyślałem żeby chleb który został mi po odsączeniu głównej partii kwasu wykorzystać ponownie. Zalałem go litrem wody i pozostawię do jutra, następnie dodam jeszcze trochę cukru i drożdży i poddam dalszemu procesowi produkcji, zobaczymy co z tego wyjdzie.
Kolejna partia kwasu zakończona sukcesem [jak narazie :)], kwas słodki ale nie mdlący tak jak te kupne karmelizowane, idealnie gasi pragnienie, orzeźwiający, średnio gazowany z wysoką pianą, zapach typowo jak po fermentacji, lekko piwny.

Z opisu wynikałoby, że nie byłem tak daleki od zrobienia dobrego kwasu te dwa lata temu:
Barwa taka sama jak u mnie, to co w nim było nie tak?
A oto wynik mojego eksperymentu, o którym pisałem wcześniej, nazwał bym go już raczej kwasikiem chlebowym ale nadal gasi pragnienie i jest całkiem dobry, barwa dużo jaśniejsza, znikoma piana i bardziej musujący niż gazowany, zapach to oczywiście typowo fermentacyjny plus rodzynki, także lekko piwny, smak mniej słodki (ale może to za sprawą mniejszej ilości cukru, dominuje smak rodzynek.
Wniosek: Można użyć chleba w “drugim tłoczeniu” uzyskamy tym delikatny napój chlebowy, który świetnie gasi pragnienie.

Anapolon napisał(a): Barwa taka sama jak u mnie, to co w nim było nie tak?
Mój też miał identyczną barwę. Identyczną butelkę. Nawet rodzynek tak się ładnie przebijał przez mętność napoju.
Miał jednak jedną malutką wadę – po wypiciu wyżerał trzewia.
Dziś w markecie trafiłem na coś takiego, kwas chlebowy Obłoński, mimo że w puszcze to nie czuć zapachu i smaku puszki, po otwarciu i nalaniu do szklanki mocno się pieni, piana dość szybko opada, gaz niezbyt mocny, smak kwaskowy czuć chleb razowy, tak samo jak i w zapachu, cena 3,19 za puszkę.

Na Jarmarku Dominikańskim – jak co roku – nie brakuje różnej maści kwasów chlebowych. Nie przesadzę, jeśli powiem, że więcej osób widuje się tam spacerujących z kwasem niż z piwem.
Największy wybór kwasów był oczywiście na stanowiskach litewskich. W dwóch albo trzech miejscach dojrzałem Smetoniska Gira – flagowy litewski kwas, który od lat jest jednym z liderów na rynku. Kosztował mnie 10 złotych za litr, ale jako że nigdy wcześniej nie miałem okazji go spróbować – a nie wiem kiedy znów będę miał – to nie żałowałem sobie. Nie ocenię wyglądu, bo piłem z butelki, ale w smaku bardzo mocno przypominał łotewski Kvass Rycerski – był od niego jednak nieco mniej metaliczny i słabiej gazowany, daleko w tle były delikatnie wyczuwalne słodkie nuty karmelowe, a aromat chleba całkiem subtelny i niezbyt nachalny. Nic nadzwyczajnego, ale wypiłem z przyjemnością – szczególnie że w upały nic tak dobrze nie orzeźwia jak kwas chlebowy.

Skoro już wspomniałem o Kvassie z Łotwy, to i oni mieli swoje stanowisko. Do wyboru były lane z beczki Rycerski oraz Ilguciema w cenie 6 złotych za pół litra, oraz cztery różne smaki w butelkach półtoralitrowych oraz szklanych 0,33l. Dotychczas spotkałem się na polskim rynku tylko z trzema smakami – Porter, Rycerski oraz Miodowy. Rycerski z beczki był mało metaliczny, za to mocno czuć było drewnem. Całkowitą nowością był dla mnie kwas chlebowy Pszeniczny robiony nie na życie a na pszenicy.
Nie podobało mi się w nim tylko kilka rzeczy – cena (6zł za 0,33l), był ciepły (niestety nie trzymali go w lodówce) i chyba przez to miał nieco alkoholu oraz coś najgorszego – nie ma go nigdzie w sklepach, przynajmniej na razie. Być może w najbliższym czasie Pszeniczny gdzieś się pojawi a Jarmark Dominikanski to dla dystrybutora forma badania rynku, podobnie jak Van Pur promował swój “kwas” rok temu, jeszcze przed wypuszczeniem go na rynek. Van Pur też miał z resztą swoje stanowisko, ale raczej go unikam.

Tauras Gira tym razem był tylko w plastikowych półtoralitrowych butelkach za 12 złotych, a oprócz tego Wileński w dużej szklanej 1,5l butli, Retro Gira w cenie pięciu złotych oraz malutki Duonos Gira czyli Gubernija na rynek litewski.. Niestety, nie udało mi się dorwać nigdzie Backoriu. Pierwszy raz piłem też kwas z puszki (4zł) – był to квас оболонский czyli Kwas Obołoński od Obołońa – tego samego, który produkuje całkiem przyzwoity napitek w cenie niecałych czterech złotych za litr w plastikowej butelce, a który jest dość powszechnie dostępny w Polsce. W smaku były niemalże identyczne (puszkowy nie był nawet “przesiąknięty” puszką), czyli jak coca-cola z nutą razowego chleba i karmelu (choć od coli nieporównywalnie zdrowsze; jednakże to i tak nie jest taki “prawdziwy” kwas). Skład nieco się różnił. To jest skład butelkowanego Obołońa (Bohatyrskyj):
uzdatniona woda artezyjska, naturalny ekstrakt słodu jęczmiennego, aromat naturalny chleba razowego, cukier, olejek kminku, barwnik naturalny – karmel, kwas cytrynowy – regulator kwasowości, dwutlenek węgla, benzoesan sodu

Puszkowy natomiast zawierał cukier biały, wyciąg z nasion kminku, a przede wszystkim – nie zawierał benzoesanu sodu tylko był pasteryzowany. Dzięki temu mam porównanie w smaku pasteryzowanego kwasu i tego konserwowanego chemicznie i mogę zaświadczyć, że na pasteryzacji kwas (przynajmniej ten) absolutnie nie stracił walorów smakowych a jedynie zyskał jeszcze więcej walorów zdrowotnych. Współczesna pasteryzacja kwasów polega na pasteryzacji tunelowej, dzięki czemu eliminowane są drożdże przy jednoczesnym zachowaniu zdrowotnych, probiotycznych właściwości. Po 15 minutach podgrzewania kwasu do 65 stopni drożdże ulegają inaktywacji, ale spada także ilość dobroczynnych bakterii mlekowych – jednakże po dwóch dniach przechowywania w temperaturze pokojowej ilość bakterii wraca do poprzedniego stanu, dzięki czemu produkt nie traci wartości odżywczej.

W dwóch miejscach miałem też okazję spróbować kwasu chlebowego z beczki, domowej roboty.
Różnica pomiędzy takim kwasem a tym z marketów jest diametralna. Pierwszy kwas barwą i mętnością przypominał porządne piwo pszeniczne, był praktycznie pozbawiony gazu, a cały smak był zdominowany przez drożdże i coś podobnego do wanilli, przez co przypominał nieco płynne ciastka. Dziewczyna zasugerowała, że jest nieco skisły i niektórym faktycznie może się z tym skojarzyć (sam kwas z resztą powstaje poprzez “kiśnięcie” czyli fermentację mlekową), ale zepsuty, niezdatny do picia kwas pachnie jak kiszona kapusta i podobnie też smakuje. Tego nie da się z niczym pomylić, a aromat zepsutego kwasu jest tak charakterystyczny, że jeśli nie macie pewności czy jest zepsuty to na pewno nie jest, bo gdyby był to bylibyście tego pewni. Kwas był za słodki dla mnie, raczej bym go nie kupował regularnie gdybym miał taką możliwość, nieco przeszkadzał mi też brak gazu i zbyt drożdżowy smak.
Drugi kwas domowej roboty, który próbowałem na Jarmarku, był ciemnej barwy, prawie jak Porter, choć wpadał nieco w czerwień. Ten zawierał nieco gazu, aczkolwiek tak delikatnego, że ledwo łaskotał podniebienie. Był o wiele lepszy od tego pierwszego, ponieważ aromat chleba był lepiej wyczuwalny, drożdże tylko czasem gdzieś się tam przebijały, przypominał łagodniejszą wersję Smetoniska Gira. Podejrzewam, że do jego produkcji wykorzystano bardzo porządnie spieczone suchary, ale to tylko moje przypuszczenie.
Wypiłem kilka litrów kwasu a i tak odczuwam niedosyt. Jeśli będziecie na Jarmarku to nie zapomnijcie opić się kwasem.
/zdjęcia z google grafika
Przy okazji chciałbym zareklamować miejsce, gdzie będę wrzucał takie dłuższe posty (nie tylko z tego forum) o różnych moich zainteresowaniach, bo potem czegoś szukam i nie pamiętam gdzie coś pisałem, a tak wszystko jest w jednym miejscu i jeszcze może kogoś czymś zainteresuję: http://wajcenek.blogspot.com/
Your reply
Log in to reply.
TOP25