SG Extra Menthol
Od czego by zacząć? Może od tego jak to na samym początku mojego obcowania z tabaką nienawidziłem Samuela Gawitha. Puszki 20g nie dają się otworzyć, aromaty jak z cukierni albo innych chemicznych miejsc, bo nigdy nie do końca aromat się zgadzał z tym, co napisali na puszce. Może to wina tego, że byłem wychowany na tabakach Poschla i Wilsons of Sharrow? Tak czy owak byłem źle nastawiony do rodziny SG.
Cały mój zły pogląd poległ pewnego dnia, kiedy byłem w lekkim dołku (przyczyna zostanie utajniona). Przejechałem się po mieście, by przemyśleć parę spraw. Sprawy oczywiście zostawiłem na drugi plan, kiedy moim oczom ukazał się sklep tytoniowy, którego nie widziałem jeszcze. Postanowiłem zajrzeć. Spytałem się pani sprzedawczyni, czy jest tabaka. Bez wahania sięgnęła po 20gramową puszkę. Trochę chciało mi się śmiać, że tylko jedna tabaka, jednak powstrzymałem się, kiedy zobaczyłem, że jest to zupełnie mi obcy specyfik. Był to Samuel Gawith – SG Extra Menthol. Nie wiem, czemu, ale zakupiłem tę tabakę. Nie czułem żadnego podniecenia towarzyszącemu zakupowi. Wracałem do domu nawet nie przyglądając się temu wyrobowi. Dołek się mnie znów trzymał. Wreszcie dojechałem i zacząłem oględziny.
Puszka jak przy każdym Samuelu. Czerwona tasiemka wokół. Ale z tyłu kompletne dla mnie novum: informacja od importera. „Najlepsza Angielska Tabaka od 1792 roku” – nigdy nie myślałem o tym producencie jako takim „starym dziadku”, bo to prawie tyle, co Wilsons of Sharrow. Dalej „Samuel Gawith Extra Menthol (Max mięty)” – Max mięty?! Muszą sobie znaleźć lepszego tłumacza.
Zaskoczyłem się otwierając puszkę, że tak łatwo poszło. Zazwyczaj walczyłem 20minut z otwarciem. W każdym razie zdziwiłem się, kiedy powąchałem co się w niej znajdowało. Jakiś tajemniczy zapach przykuł moją uwagę. SG przykuł moją uwagę!? Naprawdę spodobał się ten aromat. Ale nie mógłbym o nim powiedzieć „mentolowy”. To coś zupełnie innego. Zachwycony aromatem unoszącym się w powietrzu postanowiłem wziąć szczyptę. Ta szczypta miała być moją zmianą postawy co do tabak tego producenta.
Pierwszy wdech był niezłym strzałem mentolu, który jednak się w tabace znajduje. Chwila takiego porażające zimna przeszła przez nos, po czym aromat zaczynał się uwydatniać. A dokładniej, według moich dostrzeżeń, nawet dwa. Pierwszym z nich był mentol lekko chłodzący. Nie był on tak zimny jak przy zażyciu, jednak był on wyczuwalny. Drugi aromat to ten, który czułem otwierając puszkę. Wiedziałem, że go znam, ale nie potrafiłem znaleźć w swojej pamięci tej nazwy. Po jakimś czasie uświadomiłem sobie, że aromat ten kojarzy mi się z dzieciństwem. Przypomniałem sobie pewną maść rozgrzewającą – olejek kamforowy. Kamfora gra pierwsze skrzypce w tej tabace. Łagodna, pełna elegancji. Niestety aromat tego cudnego olejku trzyma się tylko 5minut co jest niewątpliwą wadą, wysuwając na pierwszy plan mentol, który nadaje powietrzu rześkości. Ja sam przyjąłem o tej tabace mówić „SG Extra Kamfora”.
A teraz wracając do historii mojej nienawiści. Po zażyciu SG Extra Menthol postanowiłem znów skosztować nielubianych Samueli. Najwidoczniej początkujący tabaczarz nie potrafi doceniać takiego daru, jakimi są te tabaki skoro tak na nie wybrzydzałem. Trzeba czasu i wielkiej wprawy, żeby się wkręcić w te klimaty z Kendal. Ja już się do nich przekonałem. Pójdę niebawem kupić następnego.
TOP25