Zamknięta księga, stare wino, brak tylko czaszki.
Dwie pierwsze „limitki” przebojem zdobyły rynek, stały się hitem, obiektem westchnień i wzorcem. Wielokrotnie inne tabaki były zestawiane z wspaniałymi Bursztynem i Poziomką, nieraz zastanawiano się jakież to nowe aromaty dostaniemy od Paula Gotarda. Tabaczarze żywiołowo debatowali nad tym w jakież to flaszeczki zostaną zapakowane kolejne limitowane PG, jakież niesamowite, wymyślne kształty przybiorą te naczynia mieszczące Graale tabaczarstwa. Stało się, w połowie lipca niczym pożar po kraju niosła się wiadomość „nowe limitki u Taganzy! Aż 4!”. Najstarsi górale nie pamiętali poruszenia jakie wybuchło na sennych forach tabaczanych, wszystkie znak na niebie i ziemi wskazywały na to, że nowe limitki będą wyborne i doskonałe. Twórcy zaskoczyli aromatami Rabarbar, Gruszka, Jałowiec, Agrest- pomyślałem, że świetnym pomysłem było zrobienie tabak o tak ciekawych i „polskich” aromatach.
Stało się. Pod koniec lipca, drżącymi dłońmi wyjąłem z paczki artefakt. Napis na buteleczce głosił „Jałowiec Mięta”. Pełen podekscytowania, delikatnie odkręciłem korek. Z namaszczeniem usypałem malutką kupkę tabaki. Delikatnie, spokojnie zażyłem. Spodziewałem się tabaczanej ekstazy. Więc niczym młot uderzyła mnie proza życia.
Powitał mnie mroźny, mocny mentol. Zwyczajny, nudny, banalny mentol. Zerknąłem na etykietę, tak napis się nie zmienił. W dalszym ciągu na etykiecie widniał, zapisany gotycką czcionką napis „Jałowiec Mięta”. Nie poczułem ani mięty, ani jałowca. Ani nawet tytoniu. Sam mentol i to dość kiepski, mówiąc szczerze. Mógłbym go porównać do mentolu z białych produktów PG. Na szczęście zapobiegawczo kupiłem tylko jedną limitkę, pewnie kupię jeszcze jedną, tak dla oceny i przekonania się o jakości innych produktów z tej serii.
Jakieś doświadczenie z tabaką już mam, więc nauczony doświadczeniem odłożyłem limitkę na półkę. Co jakiś czas do niej wracałem, aromat zmieniał się w małym stopniu. Po pewnym czasie i kilku rozmowach z innymi tabaczarzami doszedłem do wniosku, że PG Jałowiec Mięta jest jak wino, im starszy tym lepszy. Ale szczerze mówiąc, wygląda na to, że „okres leżakowania” musiałby być sporo dłuższy niż 1,5 miesiąca. A to jednak bardzo długo moim zdaniem. Taka tabaka jak Packard's moim zdaniem najlepsza jest po miesiącu od otwarcia i mimo wszystko, aromat nie jest tak stłamszony mentolem jak w Jałowcu. W dalszym ciągu jestem rozczarowany i zawiedziony. Nie wiem czy miałem zbyt wysokie oczekiwania, czy PG Jałowiec Mięta jest, aż tak do bólu przeciętną tabaką. Bursztyn i Poziomka ustawiły poprzeczkę wysoko, ale nie jest to w żadnym razie wytłumaczenie dla kompletnej bezpłciowości omawianej tabaki.
Tabaka będąca przedmiotem tego opisu, nie jest pierwszą o aromacie jałowca. Wcześniej próbowałem już mistrzowskiej roboty Mistrza. Mówiąc szczerze nie ma porównania. Nie spodziewałem się takiej naturalności jak w Jałowcu od Mistrza, bo w zasadzie byłoby bardzo trudno konkurować olejkowi aromatycznemu z oryginalną nalewką jałowcową. Nuta jałowcowa jest mimo wszystko naturalna, słodka, ciekawa, ale co z tego skoro jest prawie całkowicie przykryta przez wspomniany już mentol. Tabaka byłaby o wiele lepsza, gdyby nie dodano do niej mentolu, albo dodano słabszy mentol. Nutę żywiczną mogę śmiało porównać do nuty bursztynowej z Bursztynu z Miętą.
W poprzednich limitkach wyraźna była nuta mięty, tutaj w ogóle jej nie znajduje. Być może jest przykryta przez mentol, ale szczerze mówiąc- wątpię. Prawdopodobnie wcale nie ma tutaj zapowiadanej na opakowaniu mięty. Być może twórcy wyszli z założenia, że Polacy lubią mentol.
Tytoń, o dziwo da się go wyczuć. Jest to podobny tytoń jak w poprzednich limitkach, czy innych produktach PG, ale mimo wszystko chyba nie jest to ta sama mieszanka. Muszę pochwalić Jałowiec za ten tytoń, jest dobry, może nawet bardzo dobry. Dobrze komponowałby się z nutą żywiczną jałowca. Ale co z tego skoro znów ten mentol...
Przejdźmy do głównego winowajcy, odpowiedzialnego za banalność tej tabaki i za moją relatywnie niską ocenę- do mentolu. W zasadzie ciężko napisać o nim coś konstruktywnego, zwyczajny mentol jak w białych PG, bez żadnych dodatkowych smaczków, prosty, nieskomplikowany, nachalny i bardzo mocny. Nie ma porównania do złożonej i ciekawej tabaki jaką był PG Medicated 1792 (kilka osób twierdzi, że receptura tego PG została później zmieniona).
Tytoń jest drobno zmielony, nieco wilgotny. Tabaka ma brunatny kolor, lekko pachnie tytoniem. Nie jest zbyt mocna jeśli chodzi o ilość nikotyny.
Pewnym zaskoczeniem dla mnie był fakt, że wszystkie z 4 nowych limitek są zapakowane w buteleczki o tym samym kształcie, nie jest to jednak moim zdaniem wada tej „książkowej serii”, nawet mi to pasuje. Ów flakonik ma kształt prostopadłościanu, jest oczywiście szklany, gwintowany, całość wieńczy duży drewniany, lakierowany korek. Tabakierka jest funkcjonalna, ciekawa i niebanalna. Stanowi nie lada ozdobę kolekcji. Jest z pewnością niezłą ciekawostką. Flaszeczka ma jednak jedną wadę, plastikowa nakrętka nie daje się dokręcić do końca, a w moim przypadku całkowicie wypadała z drewnianego korka. Seria 4 nowych limitek (jak ja to nazywam „książkowa”) charakteryzuje się rysunkiem książki na etykiecie. W przypadku Jałowca stosu książek oraz jednej książki opartej o ów stos. W pobliżu stosu umieszczono kupkę tabaki. Tło dla rysunku książek i gotyckich napisów stanowi manuskrypt. Z tyłu na owym manuskrypcie umieszczono dane firmy i ostrzeżenie o szkodliwości. Nie ma zbyt dużej pikselozy, więc jest ładnie. Buteleczka i etykieta jak najbardziej na plus, a nawet na piątkę z plusem. Jedno z ciekawszych i praktyczniejszych opakowań. Szklany flakonik jest też dość szczelny, co z pewnością opóźnia proces wietrzenia i „dojrzewania” tabaki. Zwiększenie ilości z 5 gram (jak w Poziomce i Bursztynie) do 8 gram jak najbardziej na plus.
Podsumowując, Jałowiec Mięta nie jest złą tabaką, jest za to tabaką do bólu przeciętną. Przynajmniej w moim odczuciu. W zasadzie nic mnie w niej nie zaskoczyło. Owszem, słodki aromat żywiczno-jałowcowy jest wyborny, ale cóż z tego, skoro praktycznie przez cały czas jest przysłonięty przez mocarny mentol, żeby wyczuć tytułowy jałowiec muszę się wczuwać, poszukiwać tego zapachu, a chyba nie o to chodzi. Zwłaszcza, że Poziomka i Bursztyn były oczywiste w aromacie. Tytułowej mięty prawdopodobnie wcale nie ma w tym produkcie. Czuję się nieco zawiedziony, gdyż za 21 zł mam kolekcjonerską buteleczkę i dość przeciętną tabakę. Nie jest zła, ale w mojej opinii do dobrej nieco jej brakuje. Spodziewałem się czegoś innego, czegoś delikatniejszego. Taka Poziomka była połączeniem naturalnej poziomki i naturalnej mięty, "miętol" był stłumiony, nie był nachalny. Szkoda, że nie jest podobnie w przypadku Jałowca. Mam nadzieję, że reszta tabak z „książkowej serii” okaże się lepsza i będę mógł z czystym sumieniem wystawić 5.
Jak zwykle znakomity tekst - gratuluję. Myślę, że zacząłeś trochę ze złej strony, spróbuj któregoś z "działkowych" smaków... Agrest-rabarbar-gruszka stanowią rodzaj trójpaku, a w każdej z tych tabak jest położony nacisk na inną nutę; odpowiednio: słodki-kwaśny-owocowy. Jałowiec, to taki trochę skok w bok - jakby zabrakło idei, co nie znaczy, że to zła tabaka (patrz: moja recenzja, poniżej).
Dziękuję bardzo :). Ciesze się, że ktoś czyta te moje obszerne wypociny.
No to spróbuję Rabarbara albo Agrestu, albo może nawet obydwu. W każdym razie kuszą ,aby spróbować :)
TOP25