Święta, święta i po świętach
Wielkanoc już za nami, a mi z racji stanu pogody zebrało się na recenzję tabaki poprzednich świąt. Śnieg pada, kierowcy przeklinają pogodę, zaś dzieci rzucają się śnieżkami i lepią śniegowe Zajączki Wielkanocne. Atmosfera prawdziwie bożonarodzeniowa, jak widać natura chciała nam wynagrodzić atmosferyczną wpadkę z końca grudnia. Nic, tylko ponownie napawać się wspaniałą "magią świąt". Oczywiście przy tabace braci Bernard - Frohes Fest :)
Tabakierka nie odbiega od normy producenta - dziesięciogramowe pudełeczko z suwakiem używane również u Samuela Gawitha czy niektórych nowszych wydaniach tabak Synchro. Jak na Bernarda przystało, suwak nie stawia żadnych oporów. Wizualnie sprawia miłe wrażenie, przedstawia dzieci wystrajające bałwana a wszystko w przyjemnej dla oka, Bernardowskiej grafice. Jak zauważył kolega Trofida, widać prześwitującą grafikę AA, jednak dostrzegłem to dopiero po przeczytaniu jego recenzji ;) Proszek ma żywobrązową barwę, zaś zmieleniem i wilgotnością przypomina dwie najpopularniejsze w naszym kraju tabaki.
Kiedy ze stołu schodzi karp, kapusta i inne potrawy, a każdy miał już przyjemność spróbować barszczu "z uszkami, które nie wyszły", na wigilijnym stole pojawiają się przeróżne słodkości - to właśnie one są zamysłem tabaki. Po zażyciu mamy do czynienia z dwoma przewodnimi aromatami: ciastek korzennych i cynamonu. Osoby o nieco większej fantazji mogą wyczuć piernik, sam lubie sobie to wmawiać, tak samo jak lubie pierniki. W tle można wyczuć jeszcze mandarynkę, chociaż jest to raczej mandarynka pozbawiona słodyczy(sama skórka?) oraz nutkę imbiru. Taka mieszanina zapachów może przywieść w głowie niemalże nieskończoność kombinacji, jednak wszystkie z nich będą się kojarzyć z wigilijnym stołem i przegryzaniem pierników mandarynkami, później mandarynek cukierkami. Żeby nie było za słodko, daje znać też o sobie tytoń(smaczny, smaczny), a tabaka sama w sobie ma ciężki, halb-schmalzlerowy charakter, zatem piecze w nos oraz gardło :)
Z przykrością muszę napisać, że do recenzji musiałem użyć nowego, jeszcze nieotwieranego egzemplarrza tabaki. Dlaczego? W tej, którą zażywałem do tej pory ostał się właściwie tylko aromat ciastek korzennych i tytoniu, a cała reszta z cynamonem na czele zwyczajnie wywietrzała. Niemniej jednak mogę polecić Frohes Fest. Jest to tabaka niecodzienna, słodka ale nie przesłodzona i długo utrzymująca aromat. Uczyniła moje święta jeszcze bardziej świątecznymi, a każdego dnia daje możliwość poczucia ich namiastki.
PS - Ciekawe, co by wyszło po zmieszaniu z Fichtennadel... :>
TOP25